Żyję tu i teraz i nie jest mi wszystko jedno co się dzieje wokół mnie . To moje subiektywne spojrzenie na Rzeczypospolite ...
Blog > Komentarze do wpisu

Babcine sposoby na grzyby

Z "Przewodnika Katolickiego" z 7 września 1930 roku

Jak zabezpieczyć się przed otruciem grzybami ?

   Nawet "najprawdziwszy" grzyb może stać się śmiertelnie trujący, o ile jest już w stanie rozkładu. Ale rozkładający się grzyb - nie śmierdzi.  Na oko tez niemal niczem nie różni się od świeżego. Jakże go odróżnić ? Otóż w chwili rozpoczynającego sie rozkładu białka u grzybó występują dwie oznaki znamienne. Pierwsz - to zmiękczanie sie ich mięsa. Naciśnijmy wierzch kapelusza u grzyb apalcem. Jeśli po odjęciu palca na powierzchni grzyba pozostanie wyraźny dołek, to dowód, że mięso grzyba znajduje się w początkowym rozkładzie białka. U grzyba świeżego dołek pod palcem zrobi sie wprawdzie również, ale po odjęciu palca zaraz się wyróna.
   Tu pamiętac należy też o starej zasadzie grzybiarskiej, że grzyba tego samego dnia po deszczu absolutnie zbierać nie wolno ! Grzyb bowiem (ruskie "hub, huba", jugosłowiańskie "gub, guba", znaczące tyle co "gąbka") rzeczywiście jak gąbka łatwo i szybko nasiąka wodą i o wiele łatwiej ulega zakażeniu bakteriami gnilnemi, których dziełem właśnie są powstające w białku grzyba ptomainy czyli jad trupi jak w zepsutym mięsie. Kupujmy tedy grzyby przynajmniej po dwóch dnaich pogodnych.
   Drugą oznaka początkowego rozkładu białka u grzybów jest oślizgłość skórki ich kapeluszy. Lecz oznaka ta pojawia się tylko u grzybów przechowywanych w zbitej gromadzie przez czas kilkunastu godzin. Spójrzmy, co dzieje się na targowiskach w chwili ich zamykania. Oto niesprzedany towar przekupnie pakuja w kosze, toboły, na wózki itp., zawożąc go albo do domów, albo też do przechowalni, któe wydzierżawiaja w pobliskich piwnicach, szopach i magazynach itp. W tym stanie przebywaja grzyby w zbitej gromadzie, w nieprzewiewnem miejscu od godz.1 popołudniu do godz.6 rano, czyli godzin 18. To wystarcza najzupełniej do rozpoczecia się rozkładu białka grzybowego; a zewnętrzn aoznaka tegoż to oślizgłą i lepkawa neico skórka kapelusza u tak przechowywanego grzyba.
   Ale oprócz tych, że tak powiem, pozadomowych przyczyn są i przyczyny domowe! Do tych w pierwszym rzędzie należy przechowywanie grzybów przez noc w ciepłem miejscu. W pewnym kalsztorze pod Warszawą zatruło sie w r.1924 bardzo groźnie 78 osób "prawdziwkami", których zakonnice nie maiłay czasu przyrządzić tego samego dnia po ich otrzymaniu.   - Z grzybami więc, jak z mięsem; jeśli maja pójśc na stół na drugi dzień dopiero, to do zimnego sklepu z niemi, lub w lód i to po rozłożeniu ich z osobna na czystej desce lub bibulastych czystych papierach.
   Dalsza przyczyna domową jest wadliwe gotowanie grzybó. Jakżeż zatem należy je gotować ?
   Oto, przedewszystkiem po dokładnem ich oczyszczeniu i obmyciu, pokrajać w plasterki grubości ... papieru ! Dosłwonie: papieru ! Wrzuciwszy je następnie do garnka koniecznie tylko kamiennego albo  glinianego, (bo gotowane w metalowych mimo najlepszej emalji, wytworzą skutkiem znacznych ilości soli potasowych i fosforowych u grzybów niebezpieczne dla zdrowia związki chemiczne), gotowac je na wolnym ogniu, zrazu bez żadnego dodatku tak długo, żeby wrzały we włąsnym soku najwyżej 15-20 minut; następnie dodac masła (nie smalcu lub margaryny broń Boże) i gotowac znó 5 minut, wreszcie posolić do smaku, wymieszać dobrze i podac na stół. Będą smaczne i zdrowe.
                                                                            Prof. F.Teodorowicz

Trochę nietypowe porady w stosunku do tych obecnie spotykanych, prawda ? Dlatego przepisałam. Tym bardziej, ze autor tych porad to znany mykolog czyli znawca grzybów. Z tego typu porad znałam tylko jedną - grzybów nie powinno sie zbierać i przechowywac w platikowych workach. 70 lat temu nie było jednak reklamówek. A swoją drogą - to wszystko jest mało apetyczne i po przeczytaniu jednak trochę traci się apetyt. Deszczowe lato pewnie jednak sprzyja grzybom, więc moż ewarto to przemyśleć ? Mnie to mniej dotyczy, gdyż wprawdzie grzyby lubię, ale moja pozbawiona woreczka żołciowego wątroba już nie. Ograniczam się więc do grzybowej zupy- krem. A ponieważ sama nie umiem jej robić - funduję sobie od czasu do czasu w dobrych restauracjach.  
 
    

środa, 08 sierpnia 2007, marzatela








TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/08/09 21:04:50
Nie znam polskiej nazwy dla aloe vera i aloe arborescens, są tu traktowane (z dobrymi powodami, choć podważanymi przez wielkie laboratoria) jako „święte lekarstwo” na różne formy raka, szczególnie żołądka. Otóż lud wie, że nie należy jej (ona = „babosa”) zbierać
na napar do dwóch dni po deszczu, bo może być trująca. Dowiedziałem się od szwagierki, po skomentowaniu Twoich znalezisk.
-
2007/08/09 21:44:53
Może tez nasiakają wodą i dochodzi do jakiejś reakcji ?
-
2007/08/10 03:07:06
Mam ochotę dopowiedzieć: „tak, z pewnością”, ale pewność mam tylko co do nasiąkania...
-
2007/08/10 06:42:40
To i tak dużo :)
Ja swój kontakt z biologią zakończyłam na poziomie szkoły podstawowej.
-
2007/08/11 01:13:46
W tym wypadku mój kontakt polega na tym, że po wyjściu z domu wchodzę na pusty teren i mogę naciskać tę „babosa”, aż mi pokaże ile tego śluzu ma w środku. A jest on gorzki. Niektóre dobre mamy jak chcą, żeby im dziecinka od piersi się odstawiła, mażą sobie tym wyżej wymienioną. Jest to bardziej humanitarne niż pomazanie jej pieprzem, bo dziecko małe i popieprzone robi dużo hałasu.













Darmowy PageRank
Komentarze.eu - Przegląd polskiej blogosfery
Blogi Polityczne





Autorski katalog www