Żyję tu i teraz i nie jest mi wszystko jedno co się dzieje wokół mnie . To moje subiektywne spojrzenie na Rzeczypospolite ...
poniedziałek, 06 sierpnia 2018

Dziś, 6 sierpnia 2018r. to trzecia rocznica zaprzysiężenia Andrzeja Dudy na stanowisko Prezydenta RP. Jak ją ocenić? Dla mnie to marna prezydentura żałosnego prezydenta. Ktoś jeszcze pamięta, jaki miał być niezłomny? Jak się zarzekał, że nie będzie notariuszem rządu? Rzeczywistość okazała się zupełnie inna, niestety. I nawet biorąc pod uwagę lojalność wobec środowiska, które go poparło - to zdecydowanie przesadza w swojej nadgorliwości. Zero samodzielności i pomysłu na własną prezydenturę. Wychylił się tylko raz - wetując ustawę degradacyjną. Jego autorski pomysł referendum okazał się takim niewypałem, że nawet nie da się go poważnie skomentować.
Owszem, ma szansę na przejście do historii - jako ten, który wielokrotnie złamał Konstytucję i aktywnie przyczynił się do zdemolowania trójpodziału władzy w Polsce. Mam wątpliwości, czy warto było? Tym bardziej, że po skończonej kadencji coś będzie musiał z sobą zrobić. Wróci na uczelnię? I będzie liczyć na szacunek studentów?
Choć trzeba przyznać, że się uczy. Ostatnio coraz mniej macha łapami, ogranicza się do zaciśniętej pięści. Ciągle jednak krzyczy i to robi też fatalne wrażenie.

Jestem uprzedzona? Z pewnością, to moja subiektywna ocena. Nie głosowałam na niego, a sam Andrzej Duda nawet nie próbuje udawać, że chce/może/potrafi być prezydentem wszystkich Polaków. Trudno. Przeczekamy.

niedziela, 10 czerwca 2018

Czasy tzw. "dobrej zmiany" to bardzo burzliwy okres w naszym kraju. Co chwila aż się prosi o reakcję, komentarz, spisanie, żeby nie zapomnieć. Czemu więc mam wrażenie, że polityczna część blogosfery coraz bardziej gaśnie, zanika, nie reaguje na bieżące wydarzenia? Dotyczy to także mnie samej - ostatnia notka na blogu ma datę z grudnia ub.r. A przecież przez ostatnie pół roku tyle się działo... Likowanie na FB czy RT na TT na pewno niczego nie załatwiają, aby głośno mówić o tym, co nam się nie podoba. I wprawdzie na początku maja nagle posypało mi zdrowie, niespodziewanie wylądowałam też w szpitalu, ale nie jest to żadne usprawiedliwienie. Kryzys zaczął się już wcześniej.

Chyba czas najwyższy wziąć się w garść - zachęcam też innych blogerów. Za kilka miesięcy wybory samorządowe - to będzie ważny sprawdzian stanu demokracji w Polsce. Nie powinniśmy tego odpuszczać, musimy zacząć pisać/działać/pilnować/nagłaśniać. To minimum, które możemy zrobić. W końcu teraz decyduje się to, w jakim kraju będziemy żyć przez najbliższe lata - póki co to odbudowujemy czasy słusznie minione, w których władza wie lepiej i decyduje za nas. Pamiętam czasy PRL-u i nie chciałabym już do tego wracać, a tym bardziej fundować tego przyszłym pokoleniom.

Jednym słowem - blogerzy do notek i "spisujemy słowa i czyny".

niedziela, 24 grudnia 2017

Z "Przewodnika Katolickiego" z 28 grudnia 1930 roku

Zwyczaje i obrzędy ludowe w Będziemyślu, pow.ropczycki, woj.krakowskie

W dzień wigilijny już przed świtem zrywają się wszyscy z posłania, wierząc, że "kto w wiliję wstaje raniuśko, ten tyz wcas bedzie wstawał bez caluśki rok ..." . Wszyscy pilnie i ochoczo zabierają sie do pracy, bo tak pójdzie im ona przez cały rok, a co się w tym dniu przydarzy, tak też dziać się będzie przez wszystkie następne dni do następnej wiliji.... Od samego ranka panuje wielki ruch w chatach. Gosposie z córeczkami pieką "podpłomyki" na śniadanie dla domowników, z białej "kupnej" mąki pieką placki, kukiełki, a z domowej - chleby na cały tydzień. Gospodarz z chłopcami lub parobkiem rąbie drzewo, rżnie sieczkę na trzy dni. Wszyscy poszczą cały dzień, a nawet "suszą" o kawałku chleba, lub o pieczonych ziemniakach - aż do wieczerzy....
Gdy gospodyni upora sie z plackami, zaczyna gdzieś koło "połednia" warzyć po trochu z każdej potrawy, jakiej w ciągu roku będą używać.
Południowego jadła, - obiadu - dziś niema, więc apetyty "zaostrzone" po jałowem, suchem śniadaniu i wszystko z utęsknieniem oczekuje tradycyjnej wigilijnej wieczerzy, na która przecie mają przybyć "kumowie", najbliżsi krewni i sąsiedzi.
Skoro się ściemni i pierwsza gwiazda ukaże się na niebie, wnosi gospodarz do izby snopek owsa, wiązkę słomy i siana. Snopek owsa stawia w kacie izby, siano kładzie na stół, który "gospoś" nakrywa obrusem; część siana rzuca pod stół. Dziewczęta tymczasem kończą starannie zamiatanie izby, boc przez następny dzień święta Bożego Narodzenia nie wolno będzie ruszać miotły.
Przed "pośnikiem" wszyscy wymyci i wypucowani klęcząc odmawiają pacierz i proszą Boga, by im raczył błogosławić w pracy przez cały rok. Gdy się zjawią zaproszeni goście, łamią sie wszyscy w milczeniu opłatkiem, życząc sobie szczęścia, zdrowia, "fortuny, a po śmierci niebieskiej korony" i doczekania drugiej wiliji ....
Dejsze nam, Boże, scęśliwie dockać drugie wilije i drugiego Bożego Narodzenia - odzywa się poważnie głowa rodziny.
- O, dej-ze nom, dej - dorzuca babunia-staruszka.
Wszyscy zasiadają do stołu - do postniku; jedynie małe dziecięta - z łyżkami w rękach stoja przy stole (...)
"Pośnik" wigilijny składać się musi ze wszystkich potraw, które się jada cały rok. A każdy je powoli, z rozwagą i namaszczeniem pewnem, boć to przecie nie zwykła wieczerza, ale rodzaj uroczystego obrządku ludowego. I przynosi skrzetna mamusia - z kuchni - "z blachy" miske za miską, z któej wszyscy społęm, w zgodzie zajadać mają. A więc najpierw barszcz z grzybami, potem ziemniaki lnianym olejem namszczone, następnie kapusta z grochem, paluszki z olejem, fasola, pęcak z jabłkami suszonemi, kaszą jaglaną, kluski, kasza hreczana z ugotowanemi śliwkami suszonemi, pierogi z kapustą, lub z powidłem.
Zaczynając "pośnik" - mówi gospodarz domu:
- Wilcku, wilcku, chodź-ze do pośnicku ! Jak nie przyjdzies dzisioj, to nie przychodź nigdy.
Gdy jedzą kapustę, gospodarz bierze za głowę najbliżej siedzącego, mówiąc: "Składaj się kapustko, składaj, byś tako urosła, jak głowa człowieka". To samo robią i inni domownicy między sobą. Kiedy zajedzą groch, pociagaja się za włosy, mówiąc: "Wij się, grosku, wij" - lub - "wiąz się grosku, wiąz". Podczas jedzenia kaszy jaglanej, uderzają się lekko po głowach, móiąc: "Kiść się, proso, kiść!". Gdy jedzą ziemniaki, mówią: "Ródźcie się, ziemniocki, ródźcie !". Przy jedzeniu zaś potraw mącznych mówią: "Pleń sie, zboze, pleń!".
Wzięła mamusia miskę ze stołu - a z nią i kawałek opłatka, podłozonego umyślnie pod miskę.
- O, widzis, staro - mówi ojciec - plenie będzie proso, bo sie przylepiuł opłatek do miski.
- A zimnioki tyz plenie bedą - odzywa się mały Wojtuś - bo jaze dwa kawołecki opłatka przylepiły sie.
- A - nie dziwota - mówi Marysia - bo mądry Wojtuś pośliniuł pewnikiem opłatek.
- A juści - wtrąca się Kasia Wilczeńsconka - ma dużo śliny w gambie, bo napiuł się wody podczas pośniku i teraz do bedzie bez cały rok zgaga paliła.
- Nie baj baja - mói rozsądny ojciec. Nie wywołuj wilka z lasu - przemawia od "blachy" matka. Zakolendujcie co - to bendzie lepiej. I poważnym głosem zaczyna ojciec kolędę: Wśród nocnej ciszy ....
Po skończonej wieczerzy i pacierzu zasiadają na ławach i zaczynają śpiewać przepiękne kolędy i pastorałki. Babcia wzięła do ręki kantyczkę i jęła śpiewać z wnuczętami jedną po drugim pastorałkę, aż jej głos zachrypł.
Dziewczęta jakoś nie mogą usiedzieć na miejscu, toz wybiegają na podwórko i nadsłuchują; z której strony pies zaszczeka, z tej strony przyjdzie chłopieć przeznaczony na męża. Gospodarz zaś lub jego synowie robią wróżby: rzucają ździebłą żytniej słomy na pułap - za tragarz; ile ździebeł słomy zatrzyma się za tragarzem, tyle kop żyta będzie w przyszłym roku.
Potem wychodzą do sadu owocowego. Parobek, idąc naprzód, uderza siekierą w drzewo i zapytuje się: - "Bedzies rodzić cy nie, bo cie zetne ?" - Drugi zaś, idąc za nim, odpowiada: "Oj, nie ścinaj go tyz, bo jesce bedzie rodziło", - i obwiązują drzewo powrósłem, aby silniej owocowało. Inni zaś znów obsypują drzewo makiem, aby tyle owoców było na niem, ile ziarnek maku ...

Ks. Jan Wacławski

Czasem fajnie jest zobaczyć, jak to kiedyś bywało, szczególnie w kontraście z współczesną komercją.

Wszystkim życzę, aby w te Święta Bożego Narodzenia znaleźli to, co dla nich najważniejsze. I aby to trwało jak najdłużej....

Tagi: wigilia
08:45, marzatela , II RP
Link Komentarze (50) »
wtorek, 28 listopada 2017

Przez ostatnie dwa lata, na każdym kroku, obecna władza próbuje nam urządzać życie, decydując za nas co, jak i kiedy powinniśmy robić. Dotyczy to także sposobów spędzania niedzieli. Sorry, ale walka o wolne niedziele dla pracowników niektórych(!) sklepów to dla mnie zasłona dymna, za dużo jest tych dziwnych wyjątków pozwalających na otwarcie danej placówki handlowej. Podobno, ze względu na wypiek pieczywa, łapie się nawet Biedronka i Lidl. Jeżeli więc celem ma być uwolnienie części pracowników handlu od pracy w niedziele - to jakoś mało sprawiedliwie to wygląda.

Rzadko wybieram się na zakupy w niedziele, choć często zdarza mi się wejść do sklepu na osiedlu po jakiś sok, ciastka czy papierosy. Ostatnia niedziela była pod tym względem wyjątkowa, chciałam skorzystać z promocji związanych z przedłużonym na cały weekend Black Friday. Zaplanowałam konkretnie zakup jeansów, więc wspólnie z synem i jego dziewczyną postanowiliśmy wybrać się do jednej z większych gdańskich galerii handlowych.
Zaczęliśmy od pójścia na mszę do kościoła - tu żadna ustawa nie jest mi potrzebna, chodzę, bo chcę. Jak ktoś nie chce - to na pewno nie da się go do tego zmusić. Pogoda była całkiem znośna, więc zaraz potem spacerkiem udaliśmy się do galerii. Wkrótce po wejściu spotkaliśmy mojego brata i bratową, więc od razu poszliśmy na kawę. Było rodzinnie i sympatycznie, pogadaliśmy sobie na spokojnie. Potem pochodziliśmy po sklepach, a na końcu postanowiliśmy zjeść obiad. Padło na Pizzę Hut. Gdy stamtąd wychodziliśmy nie było już wolnych stolików, a przed wejściem stała kolejka chętnych do wejścia.

W drodze powrotnej do domu dyskutowaliśmy o tym, jak to będzie wyglądało po wprowadzeniu niedzielnego zakazu handlu? Akurat ta galeria raczej będzie zamknięta. Wprawdzie jest tam sporo lokali usługowych, cukierni, kawiarni i lokali gastronomicznych, ale jeżeli sklepy będą zamknięte - szanse na ich zapełnienie będą niewielkie. Tym bardziej, że w pobliżu jest dworzec PKP z inną galerią, która będzie pewnie czynna, więc spokojnie będzie można się tam udać na zakupy. Bardzo prawdopodobne więc, że wzrosną ceny i to na pewno nie jest optymistyczne. Zmniejszy się też zatrudnienie, zarówno w sklepach jak i lokalach. Ucierpią na tym najbardziej dorabiający w weekendy studenci. A kościoły i tak się od tego nie zapełnią....

Innym wymiarem tej swoistej "bitwy o handel" jest wprowadzenie prohibicji w godzinach od 22.00 do 6.00. W niedalekiej okolicy od mojego domu jest kilka sklepów zamykanych późno lub czynnych całodobowo. Wprawdzie nie zdarza mi się tam chodzić w środku nocy (a tym bardziej po alkohol), ale podejrzewam, że też znacznie ograniczą czas handlu. W końcu ile osób może w środku nocy chcieć kupić mleko, mrożoną pizzę czy słoik pulpetów w sosie pomidorowym? A ci, którym zabraknie alkoholu - spokojnie dadzą sobie radę. Nawet w czasach, gdy był on na kartki, też nie było większego problemu.

Po co więc to wszystko? Tęsknota za PRL i chęć powrotu do tamtych rozwiązań? Czy też przekonanie obecnej władzy, że ma monopol na jedynie słuszny styl życia? Wprowadzają, bo mając większość w parlamencie mogą?

PS. Jeszcze jedna mała uwaga: przez wiele lat pracując w telekomunikacji, pracowałam w systemie całodobowym. Doskonale więc wiem, co oznacza praca nie tylko w niedziele czy w nocy, ale także w święta typu Wigilia, Sylwester itp.


piątek, 20 października 2017

Czwartkowe popołudnie, 19 października 2017, Pl. Defilad w Warszawie - oblany jakąś łatwopalną substancją mężczyzna sam się podpala. Szybko zostaje ugaszony, zabiera go pogotowie, jest w stanie ciężkim. W pobliżu znajduje się list mężczyzny ujawniający powody, dla których to zrobił.

Treść listu mężczyzny, który podpalił się przed PKiN

Zdjęcia listu szybko pojawiły się w mediach społecznościowych. Nie trafiłam natomiast na żadne zdjęcie samej tragedii, choć nie wiem, czy miałam szczęście, czy rzeczywiście nikt nie wrzucił do sieci? To chyba dobry objaw - tragedia nie może być traktowana jako źródło sensacji.
W stosunku do samego listu mam nieco inny stosunek, tym bardziej, że autor sam prosi w nim o jego rozpropagowanie. List ma jednoznacznie polityczny charakter - całą winą obarczony zostaje niszczący wszystkie fundamenty demokracji PiS.

"Chciałbym, żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach. 

Czy ta tragedia powinna być raczej przemilczana czy nagłaśniana? Moim zdaniem - nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. To jednak akt niesamowitej desperacji - próba samobójcza w tak straszliwym wykonaniu jest nie do wyobrażenia. Na pewno nie powinien to być wzór do naśladowania i to niezależnie od mniej czy bardziej szlachetnych intencji czy poglądów politycznych. Może to jest przyczyną tego, że media raczej oszczędnie informują o tym wydarzeniu?
Z drugiej strony - jeżeli ktoś zdobywa się na taki krok, z pewnością liczy na wstrząs i nagłośnienie ważnych dla siebie wartości. Co więc powinien zrobić każdy zgadzający się z tymi wartościami? Chyba jednak nie można przemilczać tego przesłania - zbyt wysoką i bolesną cenę za nie zapłacono.

Adresaci listu czyli władza jakoś generalnie pomija to wydarzenie (podobnie zresztą jak głodujących rezydentów). Na pewno niewygodny temat, więc lepiej go wyciszyć i zagłuszyć falą hejtu. Wolność, równość, demokracja wymagają jednak czasem więcej niż tylko Like'a na Facebooku czy FF na TT. Mamy szanse na pobudkę i zaangażowanie w ich obronie?

środa, 27 września 2017

Ostatni poniedziałek był bardzo burzliwym dniem w naszej debacie publicznej. Widać i słychać to było nie tylko w internecie, ale także w wydaniach specjalnych różnych stacji telewizyjnych. Problem w tym, że właściwie nic szczególnego się nie zdarzyło. Owszem, była konferencja prasowa Prezydenta, na której zapowiedział gotowość swoich projektów ustaw o SN i KRS. Pomachał kartkami, samych projektów nie pokazując - zrobił to dopiero dzień później, przedstawiając je w wersji już zmienionej. Przy okazji, oceniając własne projekty jako niezgodne z Konstytucją, zwołał szybkie konsultacje w sprawie jej zmiany czyli dostosowania ustawy zasadniczej do ustaw zwykłych.

Na spotkanie do PAD-a wybrali się przedstawiciele wszystkich klubów parlamentarnych z wyjątkiem PO. No i to właśnie stało się w praktyce głównym newsem poniedziałku, a wszyscy politycy PO biegali po różnych telewizjach, udzielali się w mediach społecznościowych i tłumaczyli się z tej decyzji. Czy dobrze zrobili bojkotując te "konsultacje"? Zastanawiałam się nad tym, mając dużo wątpliwości. Przed samym spotkaniem nie wyrobiłam sobie jednoznacznej opinii. Po spotkaniu było już prościej - to była parodia, a nie żadne konsultacje w sprawie zmiany Konstytucji. Mam wrażenie, że PAD chciał po prostu uzyskać zapewnienie od poszczególnych partii czy w ciemno poprą czy nie zmianę Konstytucji. Moim zdaniem to kompletne nieporozumienie - aktualnie obowiązująca została przyjęta w referendum, a teraz decyzja ma zapaść przy herbatce (o ile zdążono ją podać)?

Nie mam pretensji do PO, że nie wzięła udziału w tych "konsultacjach". Owszem, zawsze warto rozmawiać, ale trzeba wiedzieć o czym. W tym przypadku tak nie było, a sam PAD nawet nie zadeklarował, że od teraz zacznie w końcu być prawdziwym strażnikiem Konstytucji. Jednocześnie jednak nie mam też pretensji do Nowoczesnej, że poszli tam. Prosto i jednoznacznie określili, że nie poprą tych zmian. I tyle.

Prezydenckie projekty ustaw o SN i KRS wpłynęły wczoraj do Sejmu. Nie podejmuję się ich oceniać - nie mam do tego kompetencji, opieram się na zdaniu ważnych dla mnie autorytetów prawniczych. Na pewno jednak jestem zwolenniczką trójpodziału władzy - nie chcę sądów sterowanych przez jedynie słuszną partię. A gdyby miało dojść do zmiany Konstytucji - to oczekiwałabym projektu, który byłby poddany referendum i w ten sposób przyjęty lub odrzucony. 



środa, 26 lipca 2017

Miesiąc lipiec powinien być najspokojniejszym politycznie miesiącem roku. Elektorat na wakacjach, parlamentarzyści przygotowujący się do urlopów, media pełne najlepszych przepisów na kiszenie ogórków - cisza i spokój, przynajmniej teoretycznie. W praktyce jednak się to nie sprawdza, a w tym roku szczególnie to widać.
Burzliwy poprzedni tydzień i w parlamencie i na ulicach, przypieczętowany poniedziałkowym zwrotem akcji - jak tu leniuchować?

Prezydent zawetował 2 z 3 ustaw niszczących trójpodział władzy w Polsce. Co dalej? Czy nagle powinniśmy pokochać PAD-a? Zacząć go chwalić, żeby się nie zrażał i wytrwał w próbie utrzymania niezależności? Cóż, ja mam wątpliwości i to wcale nie dlatego, że "przez ostatnie 2 lata prezydent podpisywał wszystko jak leci, wielokrotnie łamiąc Konstytucję". Owszem, to ma znaczenie i powinno być naprawione. Jednak w przypadku zawetowanych ustaw najbardziej zabrakło mi uzasadnienia, że są one sprzeczne z Konstytucją i dlatego nie mogą być podpisane.
Tylko tyle i aż tyle. Z punktu widzenia państwa nie ma znaczenia, czy Andrzej Duda lubi Zbigniewa Ziobrę, jakie nawzajem się zwalczające frakcje walczą o wpływy w partii i u prezesa. Ważne jest to, że obecna władza zmienia nam ustrój mimo, że nie ma konstytucyjnej większości. I nie interesują mnie także opinie wielu polityków (w tym z Kukiz'15) na temat naszej ustawy zasadniczej. Jeżeli mają inną wizję - wystarczy zacząć prace nad nową Konstytucją, ogłosić referendum i zobaczyć, jaką decyzje podejmie naród. Wszelkie próby obejścia za pomocą fatalnie procedowanych ustaw, bez konsultacji i szerokiej debaty są nie do przyjęcia.

Co będzie dalej z PADem? Sądząc z reakcji na TT - przez znaczną część PiSu został uznany za zdrajcę. AntyPisowska część elektoratu, nawet doceniając 2 weta, też raczej jest umiarkowana w pochwałach. Najbliższy czas pokaże, czy prezydent jest samodzielny i niezawisły, czy też zostanie przywołany do porządku i posłusznie wróci do roli podpisującego wszystko, co prezes każe. Wydaje mi się, że najbardziej realne jest tu jakieś przetasowanie prawej strony naszej sceny politycznej. Może prezydent zacznie budować własne zaplecze? Powstanie jakaś nowa partia? Kto wie. Póki co jesteśmy świadkami wojny pomiędzy Kancelarią Prezydenta i resortem sprawiedliwości. W Gdańsku leje, więc chyba z popcornem siądę przed telewizorem?


czwartek, 13 lipca 2017

Przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się, że Polska to demokratyczne państwo prawa. Od wczoraj to już niestety przeszłość. Wprawdzie uchwalone wczoraj ustawy musi jeszcze przyklepać senat i podpisać prezydent, ale to już tylko standardowe formalności. Trójpodział władzy nie istnieje, a władza sądownicza (w tym już za kilka dni także Sąd Najwyższy) zostaje całkowicie podporządkowana jednej partii politycznej, o ironio, mającej w nazwie prawo i sprawiedliwość.
Program PRL+ w pełnym rozkwicie i byłoby to śmieszne, gdyby nie było tak straszne.

Co dalej nas czeka? Czy za rok o tej porze będziemy jeszcze w UE? Wyjdziemy sami - na podstawie ustawy grupy posłów czy też wyrzucą nas za brak podstawowych standardów demokracji? A może wprowadzony zostanie stan wojenny/wyjątkowy?
Wcale nie mam poczucia przesady - czy 2 lata temu ktoś przewidywał, że sami sobie, w demokratycznych wyborach, zafundujemy władzę, która w ogóle nie będzie przestrzegać żadnych reguł? I zacznie reaktywować standardy znane z czasów słusznie minionych?

Co teraz powinniśmy robić? Jak obronić to, co udało nam się zbudować przez ostatnich 28 lat? Przede wszystkim wolność? Budowa szerokiego frontu antyPiS? Owszem, jest to potrzebne, ale to stanowczo za mało. Szeroko rozumiana opozycja musi się zjednoczyć i nawet zachowując własną odrębność partyjną - przedstawić priorytety umożliwiające odbudowę zrujnowanego państwa prawa. I to już teraz, nie czekając na wybory - wcale nie jest pewne, czy i kiedy będą. No i trzeba edukować, edukować i jeszcze raz edukować oraz tłumaczyć, co dla nas wszystkich oznacza likwidacja państwa prawa i demokracji. Ten obowiązek spoczywa też na nas wszystkich, dla których są to wartości ważne. Na szczęście mamy XXI wiek i treści w internecie nie da się zagłuszyć tak łatwo jak kiedyś radia Wolna Europa.
Kryterium uliczne nie jest na pewno żadnym wyjściem - tym bardziej, że prowokacje władzy są całkiem prawdopodobne. Jednak póki jeszcze można - powinniśmy manifestować i to jak najbardziej masowo. Nie tylko w Warszawie, w całej Polsce. Oczywiście pokojowo i bez agresji.

W tym wszystkim najbardziej mnie przygnębiają sondaże. PiS cały czas w nich góruje, niestety. I mam wrażenie, że to nie tylko efekt 500+. Beneficjenci tego programu raczej już się przyzwyczaili do tych pieniędzy i nie odczuwają ich jako coś specjalnego. W dodatku rosnące ceny podstawowych artykułów realnie pomniejszają wartość nabywczą dodatku. Moim zdaniem tu chodzi o coś więcej. Może zwolennikom PiSu spodobały się słowa o "wstawaniu z kolan"? I przy okazji możliwość dokopania i upokorzenia tych, którym w życiu się powiodło? Takie swoiste odreagowywanie kompleksów?


wtorek, 20 czerwca 2017

Syria

Dziś Światowy Dzień Uchodźcy. W ostatnich latach temat ten jest bardzo wrażliwy i budzi wiele emocji. A  u nas szczególnie - uchodźców u nas nie ma, ale obecna władza bardzo podgrzewa atmosferę, strasząc nas na każdym kroku. Politycznie bardzo się to opłaca, kolejne sondaże pokazują, że niechęć do uchodźców rośnie.
W tym temacie czołowi politycy władzy powiedzieli już tak wiele niedopuszczalnych słów, że chwilami aż trudno uwierzyć. I na pewno nie da się ich zapomnieć. PiS kiedyś deklarował się jako partia o wartościach katolickich, a teraz? Okazuje się, że polityka jest ważniejsza. Jeszcze chwila i czołowy cenzor rządu czyli Gliński powykreśla z Biblii to, co jest niezgodne z programem partii - na początek przykazanie miłości i przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Wypowiadający posłuszeństwo papieżowi i biskupom Gowin też nastawi ucho tylko na krzyk zarodków, zupełnie nie słysząc płaczących dzieci syryjskich.

Emocje są bardzo złym doradcą, a strach paraliżuje. Gdybym miała żyć w otoczeniu zdominowanym przez uchodźców - też pewnie bym się bała. Zdaje się jednak, że trafić do nas miałyby jakieś śladowe ilości. Ani nasze chrześcijaństwo (zdecydowanie tylko na pokaz) nie ucierpi, ani nasza kultura przez to nie zginie. Czy po przyjęciu uciekających przed wojną ludzi może wzrosnąć zagrożenie zamachem? Pewnie tak, choć wydaje mi się w niewielkim stopniu. Warto pamiętać, że ani we Włoszech ani Grecji nie było takiego zamachu. To, co zdarzało się w ostatnich latach w innych krajach też miało inne tło, to nie uchodźcy atakowali.

Nie wiem, co będzie dalej. Cieszy mnie to, że ostatnio głos w tej sprawie zaczyna zabierać Kościół. Nawet ostatnio dowiedziałam się, ze moja parafia opiekuje się 2 rodzinami z Aleppo. To, co się dzieje to sprawdzian dla naszego człowieczeństwa. Warto być przyzwoitym.


niedziela, 04 czerwca 2017

Dzień Wolności i Praw Obywatelskich

Dziś ważne święto w naszej najnowszej historii: Dzień Wolności i Praw Obywatelskich.
28 lat temu, 4 czerwca 1989 roku poszliśmy do urn wyborczych w pierwszych od wielu lat częściowo wolnych wyborach. Wygraliśmy, zdobywając maksymalnie to, co było do osiągnięcia. I warto tu na wszelki wypadek przypomnieć (młodzież w zdeformowanej szkole z pewnością się tego nie dowie), że "nasi" kandydaci w tamtych wyborach byli jednoznacznie oznaczeni: na plakatach wyborczych mieli zdjęcia z Lechem Wałęsą.
Z tamtego dnia pamiętam najbardziej to poczucie, że dzieje się coś bardzo ważnego, co może być zapisane na kartach historii. I sprawdziło się - 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm. Potem już wydarzenia potoczyły się szybko i to nie tylko w Polsce. I w końcu odzyskaliśmy niepodległość i pełną suwerenność. W dodatku bez rozlewu krwi....

Obecna ekipa rządząca chyba nie lubi tej daty. Mam wręcz wrażenie, że ani wolność ani prawa obywatelskie nie znajdują się na liście priorytetów władzy, więc nie widzą powodu do świętowania. A my? Cieszmy się i świętujmy, to naprawdę ważna data na liście naszych świąt narodowych. Tym bardziej, że odradzający się obecnie PRL-bis znowu przypomina nam, jak istotne są to wartości. I że nie da się ich wygumkować, tak jak nie da się wymazać i na nowo napisać historii.

Wszystkiego Najlepszego w dniu naszego święta.

Wolność, równość, demokracja!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 132











ministat liczniki.org


Komentarze.eu - Przegląd polskiej blogosfery
Blogi Polityczne