Żyję tu i teraz i nie jest mi wszystko jedno co się dzieje wokół mnie . To moje subiektywne spojrzenie na Rzeczypospolite ...
czwartek, 23 lutego 2017

ścięte drzewo

W całej Polsce trwa wycinka drzew. Na niespotykaną dotąd skalę, bez jakiejkolwiek kontroli, choć zgodnie z uchwalonym niedawno prawem. Ustawa, która to umożliwia została już nazwana jako "Lex Szyszko". Niestety, obecny minister Środowiska, Jan Szyszko słynie raczej z tego, że raczej walczy ze środowiskiem niż je chroni, ale w tym rządzie niewiele już dziwi. W przypadku tej ustawy nie wiem kto jest autorem nowelizacji, ale z formalnego punktu widzenia jest to inicjatywa grupy posłów podpisanych z imienia i nazwiska. Warto ich zapamiętać, w końcu podpisując się pod projektem, z pewnością identyfikują się z zaproponowanymi tam zmianami, prawda? Tym bardziej, że zupełnie mnie nie interesuje fakt, że niektórzy posłowie podpisują takie wnioski poselskie in blanco. To nie jest żadnym usprawiedliwieniem i nie zdejmuje odpowiedzialności.

Projekt poselski zmiany ustawy o ochronie przyrody został wniesiony do sejmu 7 grudnia 2016r.:

Druk sejmowy nr 1143

Podpisali się pod nim:

Waldemar Andzel, Dorota Arciszewska-Mielewczyk, Jan Krzysztof Ardanowski, Marek Ast, Ryszard Bartosik, Barbara Bartuś, Joanna Borowiak, Wojciech Buczak, Waldemar Buda, Lidia Burzyńska, Anna Cicholska, Witold Czarnecki, Arkadiusz Czartoryski. Katarzyna Czochara, Elżbieta Duda, Jan Duda, Barbara Dziuk, Andrzej Gawron, Szymon Giżyński, Jarosław Gonciarz, Jerzy Gosiewski, Marcin Horała, Józefa Hrynkiewicz, Michał Jach, Krzysztof Jurgiel, Alicja Kaczorowska, Piotr Kaleta, Jan Kilian, Lech Kołakowski, Robert Kołakowski, Wojciech Kossakowski, Andrzej Kosztowniak, Jarosław Krajewski, Leonard Krasulski, Andrzej Kryj, Bernadeta Krynicka, Dariusz Kubiak, Jacek Kurzępa, Anna Kwiecień, Bogdan Latosiński, Krzysztof Lipiec, Paweł Lisiecki, Marzena Machałek, Krzysztof Maciejewski, Ewa Malik, Jerzy Małecki, Gabriela Masłowska, Jerzy Materna, Andrzej Matusiewicz, Kazimierz Matuszny, Mieczysław Miazga, Anna Milczanowska, Kazimierz Moskal, Aleksander Mrówczyński, Adam Ołdakowski, Jerzy Paul, Marek Polak, Piotr Polak, Marcin Porzucek, Urszula Rusecka, Bogdan Rzońca, Jacek Sasin, Łukasz Schreiber, Wojciech Skurkiewicz, Czesław Sobierajski, Dariusz Starzycki, Marek Suski, Józefa Szczurek-Żelazko, Jolanta Szczypińska, Jarosław Szlachetka, Krzysztof Szulowski, Ewa Szymańska, Robert Telus, Ewa Tomaszewska, Sylwester Tułajew, Piotr Uruski, Piotr Uściński, Jan Warzecha, Jerzy Wilk, Grzegorz Wojciechowski, Grzegorz Adam Woźniak, Tadeusz Woźniak, Sławomir Zawiślak, Jarosław Zieliński, Maria Zuba, Wojciech Zubowski.

Co ciekawe - na liście nie ma Jana Szyszki....

Głosowanie nad ustawą odbyło się 16 grudnia ub.r. w sali kolumnowej. Za oddano 236 głosów - przynajmniej tak twierdzą ci, którzy liczyli. Oznacza to, że w/w posłowie też zagłosowali "za".
Ciekawe czy już nabrali wątpliwości, że to jednak nie jest projekt najlepszy z najlepszych?



czwartek, 16 lutego 2017

Na blogu Starszego pojawiła się notka z życia na temat frankowiczów:
Frankowicze. Historia z życia
Zachęcam do przeczytania - ciekawa historia.
Podłączając się pod temat - też opiszę znaną mi historię frankowiczów, oczywiście tez z życia wziętą.

Państwo X mieli firmę. Prowadził ją Pan X, żona zajmowała się rodzeniem dzieci i prowadzeniem domu. Firma prosperowała bardzo dobrze, przynosiła dochody, żyli na bardzo wysokim poziomie. Potem przyszedł kryzys i pojawiły się pierwsze problemy. Ograniczyli produkcję, zwolnili część pracowników, zmienili też mieszkanie, a dzieci ze szkół prywatnych trafiły do publicznych. Poszukali też nowej lokalizacji do prowadzenia produkcji i kupili ją. Ponieważ już nie mieli pieniędzy, ale wciąż dobrą historię dochodów - zrobili to na kredyt. W frankach i wcale nie na firmę tylko na Pana X. Zabezpieczeniem kredytu była ta kupowana nieruchomość. Widziałam ją - była chyba budowana też przez jakiegoś bankruta z aspiracjami - wypasione umywalki o designerskich kształtach i niedokończone schody. Pan X też nie wykończył budynku i w ogóle nie przejmował się konieczną konserwacją.
Niestety, dochody były zdecydowanie mniejsze i nawet, gdy frank jeszcze był na niskim poziomie - zaczęły się problemy ze spłatą kolejnych rat kredytu. No i potem już poszło: kolejne kredyty i to głównie w różnego rodzaju firmach pożyczkowych, pożyczki u rodziny i znajomych. Gdy frank poszybował w górę - w ogóle przestali spłacać ten kredyt frankowy. Tym bardziej, że pieniędzy zaczęło brakować na wszystko, a zdarzenia typu wyłączenia telefonów czy prądu zdarzały się co kilka miesięcy.

Bank oczywiście robił swoje. Zadłużenie wzrastało, sprawa trafiła do sądu, a potem do komornika. Nieruchomość zlicytowana i trzeba się wynieść. Bilans jest taki, że po 5 latach spłacania rat, utracie nieruchomości do spłaty pozostało ok.1 miliona z 1,2 miliona kwoty kredytu. Dla mnie to już nie kwota, a jedynie liczba. Współczuję państwu X, tym bardziej, że jeszcze chyba nie dotarło do nich to, że są biedni i nawet 500+ stanowi dla nich ważne wsparcie.

Przez jakiś czas państwo X liczyli na to, że politycy coś wymyślą i ich kredyt zniknie. Bardzo liczyli tu na obietnice Andrzeja Dudy z czasów kampanii prezydenckiej. Wiadomo, że się zawiedli i to bardzo. Za to mają miłą niespodziankę w postaci 500+. Wydawać by się mogło, że idealnie wpisują się w elektorat PiS, ale to tylko pozory. Państwo X w ogóle nie chodzą na wybory. Owszem, mają swoje oczekiwania w stosunku do polityków, ale są one oparte na bazie życzeń w stosunku do całej klasy politycznej, a ponieważ się nie spełniają - mają pretensje. Też ogólne i w stosunku do wszystkich.


środa, 15 lutego 2017

Kto rządzi w Polsce? I dlaczego minister(!) Błaszczak o tym nie wie? Sądząc z jego wypowiedzi medialnych - ciągle sprawia wrażenie, że jest rzecznikiem partii głębokiej opozycji. Wszystko, co złe to nadal szeroko rozumiana "wina Tuska". A jak się już nie da inaczej - to skarży się na hejt "totalnej opozycji" i wyciąga przypadek Cyby. Czy nie pora z tym skończyć?

PiS (partyjek "koalicyjnych" Ziobry i Gowina nie warto liczyć) rządzi już od 16 miesięcy. To wystarczająco dużo czasu, żeby w końcu wziąć odpowiedzialność za to, co zrobiono i czego nie zrobiono. To, co było wcześniej jest już mało ważne. Nawet zakładając, że było to samo zło - to suweren wybrał zabierając władzę Platformie i oddał PiSowi. I raczej nie po to, aby słuchać historycznych wspominków z kampanii wyborczej, tylko po to, aby naprawiać "ruiny i zgliszcza". Moim osobistym zdaniem - póki co, to dotychczasowym efektem rządów PiS jest wręcz zastraszająco tempo niszczenia: demokracji, TK, niezawisłego sądownictwa, armii, gospodarki, służb specjalnych, prawa, oświaty, organizacji pozarządowych, środowiska, pozycji Polski w Europie i na świecie itd. Generalnie - nie jest to państwo, do którego można mieć zaufanie. Choć oczywiście z pewnością jest wiele osób, które są zadowolone z tych rządów i są to nie tylko beneficjenci 500+. Słupki poparcia dla władzy są takie, że często nie jestem w stanie zrozumieć skąd sondażownie biorą respondentów do badań?

Rozumiem, że PiS rozsyła partyjne przekazy dnia. Z pewnością sprawdza się to szczególnie w przypadku posłów dalszego szeregu - muszą być na bieżąco i wpisywać się w spójną narrację partii. Mimo wszystko jednak od rządu oczekiwałabym więcej informacji a mniej propagandy. I w tym momencie mało już nie interesuje to, jak złe były poprzednie rządy - chcę wiedzieć - co robi ten rząd. Konkretnie i rzeczowo.

A sam Błaszczak? Moim zdaniem zupełnie nie sprawdza się na stanowisku ministra. Ciągłe wpadki, bezsensowne wypowiedzi, pretensje o krytykę rządu. Ostatnio był oburzony, że adwokat broni swojego klienta. Powinien przyjąć jedynie słuszną wersję wydarzeń i wskazanie winnego, ogłoszone zresztą przez samego Błaszczaka?


niedziela, 15 stycznia 2017

WOŚP

Jedna z moich sąsiadek trafiła kilka miesięcy temu do Zakładu Opiekuńczo Leczniczego (ZOL). Wprawdzie kontakt z nią  jest utrudniony - nie zawsze i nie wszystkich poznaje, ale i tak ją od czasu do czasu odwiedzam. Tym bardziej, że w porównaniu z innymi pacjentkami na sali jest w całkiem dobrej formie fizycznej, ma wielki apetyt i aż miło patrzeć z jaką radością zajada np. mandarynki czy ulubiony jogurt. Gdy byłam tam przed świętami trafiłam na moment, gdy na salę wjechało jakieś ustrojstwo z zamocowanym czymś podobnym do hamaka z jedną z pacjentek. Sprawnie opuszczono ją na łóżko i ustrojstwo odjechało. To, co zrobiło na mnie wrażenie to przyklejony na nim znaczek WOŚP.... Z pewnością nie jest to to żaden nadzwyczajny widok na pediatrii, choć na oddziale dla seniorów zobaczyłam go pierwszy raz. W pierwszym odruchu chciałam nawet zrobić zdjęcie, ale powstrzymałam się - intymność starych, schorowanych i nieświadomych ludzi też trzeba szanować.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra już 25 lat. To długo i jakoś ciągle nie wygasa w nas chęć pomocy najsłabszym: dzieciom, a od kilku lat także i seniorom. I jakoś udaje nam się w tym przypadku złączyć ponad podziałami i wspólnie wrzucać pieniążki do puszek, brać udział w licytacjach, wysyłać SMS-y - jednym słowem budować coś naprawdę dobrego. I wprawdzie od kilku lat uaktywniają się ci, którzy nie tylko nie chcą pomagać (mają do tego prawo), ale także próbują przeszkadzać. Cóż, jest to smutne, ale co roku pokazujemy, że dajemy radę i zbieramy coraz więcej. A tym przeszkadzaczom warto przypomnieć, ze każdy z nich może kiedyś znaleźć się w takim ZOL-u i różnego rodzaju "ustrojstwa" i łóżka z naklejonym serduszkiem może mieć dla nich wielkie znaczenie.


Tagi: wośp
17:18, marzatela , Aktualności
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 09 stycznia 2017

mapa smogu

 kliknij na mapkę, aby przejść do aktualnej mapy na stronie GIOŚ

Tematem numer 1 od kilku dni jest alert smogowy.Czy to kolejny temat medialny czy zagrożenie jest rzeczywiście realne? Obawiam się, że jednak raczej to drugie: nasze powietrze jest bardzo zanieczyszczone i to nie tylko w ostatnich dniach, ale zawsze. sytuacja z pewnością się pogorszyła z powodu pogody (czyli mroźnego wyżu nad Polską), ale problem nie zniknie wraz nadejściem odwilży.

Czy to wina obecnej władzy? Cóż, pamiętając jak swego czasu PiS za wszystko obwiniał Tuska - można by teraz w prosty sposób też uderzać w rząd. Tym bardziej, że Jan Szyszko, obecny minister środowiska jest fatalny i sprawia wrażenie, że raczej walczy ze środowiskiem niż działa w jego obronie. Na portalach społecznościowych znowu odżyła sprawa zabranej dotacji na walkę ze smogiem w Krakowie i przekazania pieniędzy Rydzykowi.
Bagatelizujący problem minister zdrowia Radziwił też nie poprawia sytuacji - zdecydowanie oczekiwałabym innej reakcji.

Cóż, rząd się sam podkłada, choć moim zdaniem jednak trzeba na to spojrzeć szerzej. Zdaję sobie sprawę, że to truizm, ale braki w edukacji mają tu wielkie znaczenie. To, co spalamy w naszych piecach bezpośrednio i od razu wpływa na jakość powietrza w naszym otoczeniu. Moim zdaniem mniejsze znaczenie ma też to, jaki jest piec - istotne jest to, co do niego wrzucamy. A zdaje się, że nie z tym dobrze.
W moim rodzinnym domu było swego czasu tzw. ogrzewanie etażowe - jeden piec w kuchni i kaloryfery we wszystkich pomieszczeniach. Pamiętam, że faktycznie palono w tym piecu również śmieci, choć było one nieco inne niż obecnie. Zdecydowanie mniej wszystkiego rodzaju plastików, żadnych woreczków tylko szare torebki papierowe. Makulaturę się zbierało i oddawało do punktu skupu (obowiązek szkolny, a także możliwość wymiany na papier toaletowy). Generalnie paliło w tym piecu koksem - był droższy niż zwykły węgiel, ale był bardziej ekonomiczny. Nie wiem jaka praktyka jest teraz - od wielu już latam mieszkając w Gdańsku jestem podłączona do elektrociepłowni. Choć obserwując czasem unoszący się z kominów dym w starszych dzielnicach miasta, widzę, że może to być różnie. Mam wrażenie, że wynika to głównie z niewiedzy - przecież i tak segregujemy śmieci, więc po co je wrzucać do pieca? A może góruje tu lenistwo? Łatwiej wrzucić np. plastikową butelkę do pieca niż do kontenera na podwórku? Czy jednak nie powoduje to większego zanieczyszczenia samego pieca i komina? Mam wątpliwości, czy na pewno się to opłaca.

Już jako dziecka nie lubiłam silnych wiatrów. Patrząc jednak na mapkę zanieczyszczenia powietrza dochodzę do wniosku, że porządny sztorm ma swoje bardzo poważne plusy, przegania zanieczyszczenia.
A swoją drogą - ciekawe ile firm zaczyna właśnie produkować różnego rodzaju maseczki chroniące przed smogiem? Może być to bardzo opłacalny interes.


czwartek, 05 stycznia 2017

Każdy, kto uważa, że ubiegły rok był fatalny dla naszego życia publicznego z pewnością nie ma dobrego nastroju i z nadzieją nie patrzy w to, co przyniesie rok 2017. Niby nic wielkiego się nie dzieje, ale coś jednak zgrzyta. Ja osobiście czuję kluchę w gardle i wolałabym się nie zastanawiać nad tym, co myślę o niektórych sprawach. Wprawdzie zdaję sobie sprawę, że kwestia tego, co wyprawia władza jest zdecydowanie ważniejsze, a wpadki wizerunkowe opozycji są na tym tle są wręcz nieistotne, ale jednak czasem trzeba wyrzucić z siebie niepokoje związane z tym, co dzieje się "u naszych". Tym bardziej, że wydarzenia ostatnich kilku dni pokazują zdecydowanie, że w dzisiejszych czasach niewiele da się ukryć, więc lepiej się pilnować i być po prostu transparentnym.

Czy w tym kontekście patrząc wielkim błędem była portugalska wyprawa Ryszarda Petru i Joanny Szmidt? Cóż, na początku wydawało mi się, że zupełnie nie. Owszem, w ważnych chwilach zrozumiałe są oczekiwania wobec lidera, aby trwał na posterunku i moralnie wspierał, ale moim zdaniem wcale nie jest to wymóg konieczny. W końcu w poważnej sytuacji kryzysowej na urlop udał się także prezydent oraz marszałek sejmu. Może szkoda tylko, że nie uprzedzono tych posłanek i posłów, którzy na przełomie roku dyżurowali na sali plenarnej? Straty wizerunkowe były dużo mniejsze. Tym bardziej, że kwestią czasu jest pojawienie się problemu szefa i wiceszefowej partii. Jeżeli są/będą w mniej lub bardziej nieformalnym związku - może być to źródło kolejnych zadrażnień.

Od wczorajszego wieczoru czuję też się niefajnie z powodu newsa o fakturach wystawianych przez Mateusza Kijowskiego na rzecz KOD-u. Wrzucałam swoje datki do puszek, więc są to też moje środki i wcale nie mam pretensji o to, że sam Kijowski i ewentualnie inni członkowie zarządu są/byliby opłacani z uzbieranych środków. Owszem, wolontariat jest ceniony, ale nie da się stać na czele dużej organizacji na kilka godzin po pracy. Rozumiem też, że obsługa informatyczna KOD-u wymaga zaangażowania i to przez osoby zaufane. To są oczywistości. Jednak mimo wszystko szkoda, że przez cały czas nie było to jawne i transparentne.

Niby więc nic wielkiego się nie stało, ale jakiś niesmak jest. I ma swoje efekty. Opozycja znowu wydaje się podzielona, a i w KODzie jest też różnica zdań. Co będzie dalej? Aż strach się bać w przewidywaniach, ale wesoło nie będzie. Cieszy się tylko PiS, skutecznie odwracający uwagę od tego, co naprawdę ważne.

Dziś wieczorem w "Kropce nad i" będzie Mateusz Kijowski. Ciekawe, co powie - poranna konferencja prasowa moim zdaniem nie była zbyt przekonująca. Cały czas jednak pamiętajmy, że KOD to wiele tysięcy ludzi, nie tylko Mateusz Kijowski.


poniedziałek, 05 grudnia 2016

tablica

 

Reforma czy antyreforma edukacji? Pytanie jest kluczowe. Czy gimnazja są złe czy dobre? Tu akurat nie mam zdania i nie chciałabym się wypowiadać. Na pewno jednak nie tak powinno się reformować edukację. Arbitralne zmiany, bez analizy, oceny plusów i minusów i chęci poprawienia tego, co szwankuje, ale z jednoczesnym zachowaniem tego, co działa i przynosi rezultaty. To, co się dzieje obecnie na pewno nie przysłuży się poprawie poziomu szkolenia.

Zaklinanie rzeczywistości przez minister Zalewską zupełnie mnie nie przekonuje. Póki co - mamy jedynie słowa, że reforma jest przygotowana i zero konkretów. W dodatku mam dziwne wrażenie, że prawdziwe przyczyny tej reformy są dwie:

  • sentymentalny powrót do starego systemu szkolenia, bez refleksji związanej z tym, że pomiędzy XX i XXI jest bardzo głęboka przepaść. Obecnie żyjemy w świecie technologii cyfrowych i nie da się tego ignorować.
    Owszem, sama chodziłam do 8-klasowej podstawówki, skończyłam 5-letnie technikum, a pierwszy kontakt z komputerem (bez internetu) miałam dopiero na studiach. Uważam, że zostałam dobrze wykształcona, ale wcale nie wydaje mi się, aby był to model edukacji pasujący do współczesności. Mój sentyment ogranicza się do pisania piórem wiecznym (a zaczynałam od stalówki w obsadce, kałamarze były w ławkach szkolnych).
  • nowa podstawa programowa, zgodna z polityką historyczną obecnej władzy. Czy naprawdę ma się udać wymazywanie ważnych postaci z kart naszej historii? Cóż, ja mam wątpliwości, szczególnie w kontekście nachalności i całkowitego braku umiaru obecnej ekipy - widać to doskonale w mediach rządowych. Im bardziej będzie wciskana ciemnota, tym większy będzie skutek odwrotny od zamierzonego. 

A tak w ogóle to widać, że duch w narodzie nie ginie. Na Twitterze od kilku dni bardzo popularny jest hastag #NowaPodstawaProgramowa. Internauci naprawdę świetnie potrafią komentować to, czego będą uczyć się nasze dzieci.
Moje ulubione propozycje to:

  • Uczeń potrafi kupić dwa Mistrale za dolara
  • Uczeń Potrafi pokazać gdzie stał Jarosław Kaczyński a gdzie stało ZOMO 
  • Matematyka: Uczeń potrafi udowodnić, że dług państwa to w rzeczywistości zysk najbiedniejszych
  • Plastyka: Uczeń umie namalować "Polskę w ruinie"
  • Uczeń potrafi podpisać, bez czytania, każdy dokument słowami "Andrzej Duda"
  • Historia: Uczeń wie, że Lech Wałęsa jest postacią fikcyjną...
  • Historia Uczeń pogłębia wiedzę o Powstaniu Warszawskim w przedwojennych książkach.
  • Informatyka: Jak drukować, aby nie publikować
  • Fizyka: Uczeń rozumie zjawisko tęczy i potrafi ją podpalić
  • Matematyka: uczeń wie, która miesięcznica odbędzie się w maju 2082 roku

Wszystkie można znaleźć tu:

#NowaPodstawaProgramowa

 

Tagi: PIS rząd
12:47, marzatela
Link Komentarze (13) »
czwartek, 17 listopada 2016

W czasach bardzo dawno minionych walczono z kułakami, a każdy przedstawiciel "prywatnej inicjatywy" z definicji był traktowany podejrzliwie. Lud pracujący miast i wsi odbudowywał zrujnowany kraj, budował II Polskę, a badylarze i inne warchoły (przy wsparciu inteligencji, a jakże) knuli, nie chcąc popierać myślą i czynem jedynie słusznej linii partii.
A dziś? Lud został zastąpiony suwerenem, ale znowu mamy podobno Polskę w ruinie i trzeba ją odbudować, najważniejsze decyzje znowu zapadają w gremiach kierowniczych rządzącej partii, a Konstytucja to książeczka, którą nie warto się przejmować. W czasach PRL-u była nomenklatura partyjna, teraz mamy inwazję Misiewiczów i Pisiewiczów. Propaganda sukcesu kwitnie, a jeżeli już się zdarzy jakieś niepowodzenie - to odpowiedzialny za to wróg od razu zostaje wskazany. Przede wszystkim jednak znowu mamy sytuację, że reprezentowanie przez władzę państwo znowu wszystko wie lepiej....

W ramach tzw. "dobrej zmiany", na celowniku władzy znalazło się środowisko sędziowskie, na czele z Trybunałem Konstytucyjnym. Biorąc pod uwagę, że za kilka tygodni kończy się kadencja prezesa Rzeplińskiego - mamy pozamiatane. Pozostaje trybunał w Strasburgu? No, chyba że się okaże, że też wydaje tylko opinie.
Od wczoraj za to wiemy, że teraz na celowniku znajdą się przedsiębiorcy. Nie wszyscy, a tylko ci, którzy "są powiązani" z opozycją. Dokładne kryteria nie zostały jeszcze ogłoszone, ale może wystarczy klasyczna lojalka i publiczna deklaracja "kocham PiS"? Jak nie będzie zbyt wielkiego odzewu - może uchwali się odpowiednią ustawę? Bo to przecież oczywiste, że przedsiębiorca prowadząc firmę przede wszystkim myśli o ideologii i polityce, pomijając zupełnie takie sprawy jak podatki, wysokość składek ZUS czy tez przewidywalność obowiązujących przepisów i zasad prowadzenia działalności. To oczywista oczywistość, prawda?

Też prowadzę własną firmę, jednoosobową DG. Płacę PIT, w żaden sposób nie skorzystałam więc na obniżonej stawce CIT. Odczułabym za to podniesienie kwoty wolnej od podatku, ale akurat tej obietnicy PiS nie spełnił. Na szczęście nie zatrudniam pracowników, więc nie zwiększyły mi się koszty. Na koncie w banku zazwyczaj mam tak śmieszne kwoty, że lepiej nie mówić. Choć nie mogę powiedzieć, że się nie rozwijam. Robię to starając się uzupełniać i rozszerzać swoją wiedzę i kompetencje. Obawiam się jednak, że od tego gospodarka nie będzie rozwijać się bardziej i szybciej. Biorąc pod uwagę, że mam swoje poglądy i to zdecydowanie antyPiSowskie - czy trafię na czarną listę?


wtorek, 20 września 2016

Rząd PiS ostatnio nie ma najlepszej passy, co chwilę pojawiają się kolejne problemy. Największą wpadką ostatnich dni okazała się sprawa rzecznika MON, Bartłomieja Misiewicza. Stał się on symbolem zjawiska, trafnie nazwanego przez Pawła Kukiza jako "koryto plus". Takich "Misiewiczów" na różnych stanowiskach pojawiło się wielu: liczy się poparcie polityczne, a nie rzeczywiste kompetencje. Wprawdzie nie jest to zjawisko nowe, ale chyba żadna z ekip rządzących do tej pory nie robiła tego tak nachalnie, z taką butą i bezwzględnością. Czy tzw."dobra zmiana" nie miała tego zlikwidować? Czy partia odwołująca się w trakcie kampanii wyborczej do swojej "wyższości moralnej" nie miała zlikwidować tego zjawiska? I czy zamiast tego nie mamy tego samego tylko więcej, gorzej i z jeszcze większym zaangażowaniem partyjnym?

Nepotyzmem i kolesiostwem PiS sam się podkłada, nic więc dziwnego, że opozycja to wykorzystuje. Z tego, co obserwuję na TT - tym razem partie opozycyjne zdominowały narrację. Chronologicznie pierwsza była chyba Nowoczesna, która skutecznie wypromowała hashtag #Misiewicze. W sieci pojawiło się sporo wpisów pokazujących konkretne przykłady z różnych miejsc Polski, hasło zostało nagłośnione i dotarło chyba nawet do elektoratu PiS.
Podobną drogą, choć z lekkim opóźnieniem poszła też Platforma Obywatelska. Też wskazuje i piętnuje obsadzanie różnych stanowisk według klucza partyjnego, z całkowitym pominięciem kompetencji. Może tylko szkoda, że chcą się odróżnić od Nowoczesnej, używa hastagu #Pisiewicze? Czy w ten sposób efekt skali nie zostaje pomniejszony? Zmasowana, wspólna akcja obu partii opozycyjnej mogłaby być o wiele większym sukcesem. Tym bardziej, że do wyborów jeszcze sporo czasu i lepiej wykorzystać energię na punktowanie władzy niż do wzajemnego zwalczania się opozycji. 

A tak w ogóle to moim zdaniem odwołanie ministra Jackiewicza moim zdaniem niczego nie zmienia. Nawet jeżeli CBA cokolwiek znajdzie (pewnie będzie jakaś spółka, w której dojdzie do przetasowania) - to generalnie niewiele się zmieni i w większość przypadków obsadzone kluczem partyjnym stanowiska pozostaną bez zmiany.

A sam Misiewicz? Od wczoraj zawieszony na stanowiskach w MON, chyba nadal jest członkiem rady nadzorczej grupy zbrojeniowej? W każdym razie będzie miał teraz więcej czasu na naukę i dokończenie licencjatu.


czwartek, 08 września 2016

Dziś felieton Zbigniewa Hołdysa "Mój ruch oporu". Skopiowany w całości, bez przeróbek. Zamieszczam, gdyż moim zdaniem tekst warty przemyślenia.

Szóstego września prezydent Gdańska Paweł Adamowicz umieścił na twitterze dość bezradny wpis: „Stało się #MKIDN łączy od 1grudnia muzeum IIWś i Muzeum Westerplatte, to nie jest #dobrazmiana :(”. Odpowiedziało mu kilka kwęknięć w rodzaju „To niech zapłacą za działkę w takim razie” i to wszystko. Protest. Nikt nie napisał (sorki, ja w końcu napisałem) „Nie ma co biadolić tylko zapowiedzieć ponowne rozdzielenie, gdy stracą władzę. Połączenie nazwać chwilowym.” Kropka.

PIS okłada Polskę bejbzolem propagandy, Kukiz tańczy mu w rytm jak pajacyk na sznurkach, a opozycja bezradnie rozkłada ręce. Za chwilę Macierewicz każe odczytać apel „poległych w Smoleńsku” u wrót krematorium w Auschwitz – i nie będzie żadnej mocnej reakcji, poza wyrażonym niesmakiem na ekranach telewizji. Wkurza mnie to od wielu tygodni. Chyba od chwili nocnego gwałtu na sejmie w wykonaniu komunisty Piotrowicza, który nie obcyndalając się zbytnio rechotał, olewał głosy opozycji, rozdawał klapsy, manipulował pracami, odmawiał prawa wygłaszania zastrzeżeń, a gdy padały pytania o wyjaśnienie, mówił „Koniec dyskusji, przechodzimy do głosowania”. Tyle. Gdy raz głosowanie wyśliznęło mu się z rąk, uznał je za sfałszowane i wbrew prawu je powtórzył, a posłowie opozycji karnie wzięli w nim udział. Jak te biedne owce w „Milczeniu owiec”, które nie kwękając szły na rzeź. Nikt nie powiedział: „To, co robicie, jest nielegalne” i nie odmówił wzięcia udziału w farsie. Odwrotnie – wszyscy obecni ją przyklepali.

Opozycja kwili. Nie walczy. Nie ma programu. Nie szturmuje. Ba, nawet nie ma odpowiedzi, ani utalentowanych mówców-specjalistów od ripost, ani wspaniałych nośnych argumentów, które popłynęłyby samodzielnie w stronę społeczeństwa i stanowiły zasiew pod ruch oporu. Opozycja jest obijanym workiem bokserskim, w który wali byle kto, w rękawicach lub bez, a ona tylko dynda na sznurze i czasem się bujnie z wgniecionym nosem. Obita wydusza z siebie niczym wągra żałosne hasło „Zasługujecie na więcej”, po czym wyśmiana chowa je pod fartuszkiem (i słusznie, bo denne).

Walka to jest walka, a nie pokorne przyjmowanie wszystkich ciosów i akceptowanie fauli. To, że pisiści chcą strącić sędziów z boiska i zmienić przepisy gry, wymaga twardego odporu, a tu okazuje się, że tylko Nadzwyczajny Kongres Sędziów i niezmordowani prezesi – Pani Gersdorf, Panowie Stępień, Zoll, Safjan i Rzepliński – go okazali. Bezwzględny, mądry, taktowny, nie do obalenia. A teraz, gdy zaczyna się ich kompromitowanie – opozycja milczy. Żadna partia nie podjęła uchwały stającej naprzeciw szkalowaniu sędziów. Tak, jakby losy Trybunału były zadaniem tych paru sędziów, a nie członków opozycji i jakby nie chodziło o obronę demokracji w Polsce. Nikt nie wydał komunikatu: „Gdy dojdziemy do władzy, odwrócimy wszystkie nielegalnie podjęte przez PIS uchwały i ustawy, przywrócimy godność sponiewieranym ludziom. Unieważnimy podejmowane dziś decyzje, ich autorów postawimy przed sądem, przywrócimy prawdę i szacunek.”

W uroczystościach rocznicy Sierpnia Szydło nie wspomina ani słowem nazwiska Lecha Wałęsy. Dlaczego opozycja nie zorganizowała masowych pokazów filmu „Robotnicy ‘80”, gdzie z ekranu bije prawda o przebiegu strajku w 1980? Tam widać rolę Wałęsy, znakomite wystąpienia Andrzeja Gwiazdy i Anny Walentynowicz, Bogdana Lisa – i nie widać Kaczyńskich, bo ich tam nie było. Nie macie sal w miastach? Gdy zalinkowałem ten film w internecie, obejrzało go półtora tysiąca ludzi w dwa dni, z czego większość była zszokowana – są tak młodzi, że o jego istnieniu nie wiedzieli. A przecież to dokument historyczny! Dlaczego opozycja nie zawalczyła o prawdę przy pomocy tak bezdyskusyjnego i ośmieszającego pisowskich propagandystów dowodu?

Po premierze filmu „Smoleńsk” ministerka, która nie wie gdzie leży Jedwabne, zapowiada, że film powinna obejrzeć młodzież szkolna. Czytaj „należy jej wbić do głów, że był zamach i że Tusk maczał w tym palce”. Dlaczego opozycja nie zorganizuje w całej Polsce otwartych pokazów filmu „National Geographic” o katastrofie smoleńskiej, gdzie są pokazane dowody na jej przebieg? Dlaczego nie ustanowi Dnia Filmów Prawdy? Dyskusji nad nimi?

Przygotowywany jest program reformy edukacji, który nie ma nóg i rąk, chwilami zahacza o szaleństwo indoktrynacyjne, jego zapowiedzi demolują intelektualną siłę nowego pokolenia, wszczepia się jakieś nieokreślone idee patriotyczne, za którymi kryje się kłamstwo; tysiące nauczycieli wylecą na bruk, ci co zostaną, nie wiedzą czego będą uczyć i pod jaką polityczną presją. Co będzie teraz lekturą obowiązkową w szkołach? Książki Wildsteina? Czym będzie Okrągły Stół? Stołem zdrady? Dlaczego opozycja miauczy i biernie się przygląda skutkom tej mentalnej dintojry? Dlaczego jedynie odwarkuje, że "to jest nieprzygotowane"? Dlaczego nie podejmuje uchwały i deklaracji w brzmieniu: „Gdy dojdziemy do władzy przywrócimy z powrotem właściwy system edukacyjny, a ten narzucany dziś siłą chory eksperyment zlikwidujemy na pewno. Damy szansę młodzieży, by dołączyła szybko do reszty świata”

KOD był nadzieją wielu ludzi. Wędruje ulicami coraz mniejszymi grupami, niekiedy w niejasnym celu, dla samego protestu bez tytułu, ktoś przemawia na placach o konieczności obony demokracji, chwilami wydaje się, że ruch KOD jest coraz bardziej wątły, a na pewno nie ma żadnej projekcji na przyszłość. Obrona demokracji to dość ogólne hasło. Dla niektórych aktywność w tym względzie sprowadza się do klikania lajków w internecie, dla innych zaledwie do czytania tam treści, śmielsi coś wystukają na twitterze. Tyle. Kiedy ma miejsce protest w Teatrze Polskim we Wrocławiu, gdzie zachodzi podejrzenie poważnego naruszenia zasad demokracji – nie słychać, żeby zjawił się tam obserwator KOD, który by przyjrzał się protestowi, zbadał atmosferę, przekazywał obiektywne raporty reszcie społeczeństwa i ewentualnie zaapelował do centrali KOD o wsparcie. Żeby aktorzy wiedzieli, że mają to wsparcie, żeby społeczeństwo wiedziało, że KOD wykonuje pracę na jego rzecz. Że w ramach obrony demokracji broni praw pracowniczych i twórczych innych ludzi, a nie jedynie zaprasza ich na kolejne manifestacje. Kiedy powstał praojciec KOD-u, KOR (Komitet Obrony Robotników), jego wysłannicy jeździli na procesy protestujących robotników Radomia i Ursusa, obserwowali je, zdawali stamtąd relacje (ryzykując aresztowania), na tej podstawie wysyłano znakomitych adwokatów-społeczników, zbierano fundusze na zapomogi dla rodzin ludzi osadzonych w więzieniach. Tak zaczynał Ludwik Dorn, świeżo upieczony długowłosy maturzysta czy 25-letni instruktor harcerstwa Andrzej Celiński. Wydawano biuletyny o prześladowaniach, ludzie je sobie przekazywali z rąk do rąk. Nawet dziś chętnie bym dostał zadrukowaną kartkę papieru z opisami tego, co się w Polsce złego dzieje i co KOD dobrego robi, internet jest zbyt rozproszony, a na dodatek natychmiast jest kontrowany zniewagami, zarzutami o kłamstwo. Papier to papier. Dziś jedynie frunie komunikat „Spotykamy się pod siedzibą Trybunału w niedzielę” - to wszystko. To nie jest praca u podstaw. Nie tak ją sobie wyobrażałem. Nie chodzę na marsze KOD.

Podczas spotkania z młodymi ludźmi KOD zachęcałem ich do stworzenia występu parateatralnego, który by całą Polskę rzucił na kolana. Jak kiedyś Kaczmarski czy Kleyff i jak dziś ruch „Black Live Matters” (Czarne Życie Ma Znaczenie). Jęknęli z podziwu (pokazałem im jak protestuje młodzież w USA) i… wymiękli. Nie oddzwonili, woleli stanąć obok Mateusza na manifestacji i pomachać chorągiewką. Tak wygląda ich praca od postaw. Włożyć nieco trudu, stworzyć wiersz, pieśń, pantomimę, zgrabne hasło, wybębnić je i zaśpiewać je tak, by wzbudzić podziw milionów innych młodych Polaków, okazało się za trudne. Instruktorów w ich otoczeniu zabrakło. A to jest właśnie praca u podstaw. A wyzwanie dla młodych - postawienie nowej sceny na manifie i pokazanie jak walczy Generacja Y.

KOR i jego otoczenie stworzyło tzw. Latający Uniwersytet, a potem Towarzystwo Kursów Naukowych, przenoszone z mieszkania do mieszkania wykłady z rożnych dziedzin, spotkania z autorytetami na tematy merytoryczne; coś, co w jakimś sensie i ogromnej skali powtórzyłem jako Akademia Sztuk Przepięknych na Przystanku Woodstock. Na wykłady ASP przybywają tysiące – tak są spragnieni prawdy i wymiany myśli. Swoje niby „ASP” miał PIS w postaci Klubu Ronina, gdzie brednie i jad gromadziły tysiące ludzi – i tak tworzyły się kręgi aktywistów tej partii. Gdzie mają się spotkać dzisiejsi zagubieni? Nikt się nimi nie interesuje. Kto ich poprowadzi? Tych, co się nie godzą na PISowską ideologię kłamstwa, poszukiwacze prawdy i sprzeczności? Przywódców stada nie ma. Ani wykładowców, ani miejsca, choć tyle kawiarni powstało… Mógłbym tak klepać bez końca, ale nie chodzi o to, bym tu wrzucił katalog bezczynności – chodzi o to, by partie polityczne i ruchy protestu skumały, że klepanie treści w internecie to nie jest ruch oporu. Polityka i służba narodowi to nie jest udzielanie wywiadów. Udział w programie Olejnik czy Lisa to nie jest aktywność polityczna i działalność społeczna. Aktywność polityczna Kuronia zgodna była z jego hasłem „stawiajmy własne komitety”, wraz z przyjaciółmi tworzył świetnie zorganizowaną siatkę pomocy wszelkiej (był harcerzem, może tu tkwi przyczyna?), prawnej, informacyjnej, finansowej, organizacyjnej. Z tą wiedzą wspierali ludzi doraźnie, edukowali młodych robotników, którzy potem stanęli na czele strajków, a kiedy trzeba było zjechali do Stoczni Gdańskiej doradcy z kręgu KOR i świata nauki, tytani wiedzy – to oni uczynili protest robotników jednym najbardziej efektownych i efektywnych wydarzeń w historii ruchów oporu XX wieku.

Dziś w Polsce indoktrynacja ruszyła pełną parą. Żadna z grup opozycyjnych nie ma swoich oddziałów szybkiego reagowania. Od kilku miesięcy jesteśmy pojeni nową historią Polski. To takie zjawisko, jak przy oraniu ciężkimi pługami płytkiej gleby, gdzie pozostałości upraw, korzenie, resztki łodyg i rżyska po wywróceniu znajdują się pół metra pod ziemią, zmieszane z gliną i przestają być naturalnym nawozem. Tak powstaje ugór. Jeśli się go nie obsieje choćby łubinem, nic z tej ziemi nie zostanie i nic na niej nie urośnie. A chętnych do orki i siania nie ma. Kreacji - zero. Trwa ślizganie się od studia do studia. Opozycja jest chętna do zebrania plonów, ale nie do pracy od podstaw.

Zbigniew Hołdys



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 130











ministat liczniki.org


Komentarze.eu - Przegląd polskiej blogosfery
Blogi Polityczne