Żyję tu i teraz i nie jest mi wszystko jedno co się dzieje wokół mnie . To moje subiektywne spojrzenie na Rzeczypospolite ...
poniedziałek, 05 grudnia 2016

tablica

 

Reforma czy antyreforma edukacji? Pytanie jest kluczowe. Czy gimnazja są złe czy dobre? Tu akurat nie mam zdania i nie chciałabym się wypowiadać. Na pewno jednak nie tak powinno się reformować edukację. Arbitralne zmiany, bez analizy, oceny plusów i minusów i chęci poprawienia tego, co szwankuje, ale z jednoczesnym zachowaniem tego, co działa i przynosi rezultaty. To, co się dzieje obecnie na pewno nie przysłuży się poprawie poziomu szkolenia.

Zaklinanie rzeczywistości przez minister Zalewską zupełnie mnie nie przekonuje. Póki co - mamy jedynie słowa, że reforma jest przygotowana i zero konkretów. W dodatku mam dziwne wrażenie, że prawdziwe przyczyny tej reformy są dwie:

  • sentymentalny powrót do starego systemu szkolenia, bez refleksji związanej z tym, że pomiędzy XX i XXI jest bardzo głęboka przepaść. Obecnie żyjemy w świecie technologii cyfrowych i nie da się tego ignorować.
    Owszem, sama chodziłam do 8-klasowej podstawówki, skończyłam 5-letnie technikum, a pierwszy kontakt z komputerem (bez internetu) miałam dopiero na studiach. Uważam, że zostałam dobrze wykształcona, ale wcale nie wydaje mi się, aby był to model edukacji pasujący do współczesności. Mój sentyment ogranicza się do pisania piórem wiecznym (a zaczynałam od stalówki w obsadce, kałamarze były w ławkach szkolnych).
  • nowa podstawa programowa, zgodna z polityką historyczną obecnej władzy. Czy naprawdę ma się udać wymazywanie ważnych postaci z kart naszej historii? Cóż, ja mam wątpliwości, szczególnie w kontekście nachalności i całkowitego braku umiaru obecnej ekipy - widać to doskonale w mediach rządowych. Im bardziej będzie wciskana ciemnota, tym większy będzie skutek odwrotny od zamierzonego. 

A tak w ogóle to widać, że duch w narodzie nie ginie. Na Twitterze od kilku dni bardzo popularny jest hastag #NowaPodstawaProgramowa. Internauci naprawdę świetnie potrafią komentować to, czego będą uczyć się nasze dzieci.
Moje ulubione propozycje to:

  • Uczeń potrafi kupić dwa Mistrale za dolara
  • Uczeń Potrafi pokazać gdzie stał Jarosław Kaczyński a gdzie stało ZOMO 
  • Matematyka: Uczeń potrafi udowodnić, że dług państwa to w rzeczywistości zysk najbiedniejszych
  • Plastyka: Uczeń umie namalować "Polskę w ruinie"
  • Uczeń potrafi podpisać, bez czytania, każdy dokument słowami "Andrzej Duda"
  • Historia: Uczeń wie, że Lech Wałęsa jest postacią fikcyjną...
  • Historia Uczeń pogłębia wiedzę o Powstaniu Warszawskim w przedwojennych książkach.
  • Informatyka: Jak drukować, aby nie publikować
  • Fizyka: Uczeń rozumie zjawisko tęczy i potrafi ją podpalić
  • Matematyka: uczeń wie, która miesięcznica odbędzie się w maju 2082 roku

Wszystkie można znaleźć tu:

#NowaPodstawaProgramowa

 

Tagi: PIS rząd
12:47, marzatela
Link Komentarze (8) »
czwartek, 17 listopada 2016

W czasach bardzo dawno minionych walczono z kułakami, a każdy przedstawiciel "prywatnej inicjatywy" z definicji był traktowany podejrzliwie. Lud pracujący miast i wsi odbudowywał zrujnowany kraj, budował II Polskę, a badylarze i inne warchoły (przy wsparciu inteligencji, a jakże) knuli, nie chcąc popierać myślą i czynem jedynie słusznej linii partii.
A dziś? Lud został zastąpiony suwerenem, ale znowu mamy podobno Polskę w ruinie i trzeba ją odbudować, najważniejsze decyzje znowu zapadają w gremiach kierowniczych rządzącej partii, a Konstytucja to książeczka, którą nie warto się przejmować. W czasach PRL-u była nomenklatura partyjna, teraz mamy inwazję Misiewiczów i Pisiewiczów. Propaganda sukcesu kwitnie, a jeżeli już się zdarzy jakieś niepowodzenie - to odpowiedzialny za to wróg od razu zostaje wskazany. Przede wszystkim jednak znowu mamy sytuację, że reprezentowanie przez władzę państwo znowu wszystko wie lepiej....

W ramach tzw. "dobrej zmiany", na celowniku władzy znalazło się środowisko sędziowskie, na czele z Trybunałem Konstytucyjnym. Biorąc pod uwagę, że za kilka tygodni kończy się kadencja prezesa Rzeplińskiego - mamy pozamiatane. Pozostaje trybunał w Strasburgu? No, chyba że się okaże, że też wydaje tylko opinie.
Od wczoraj za to wiemy, że teraz na celowniku znajdą się przedsiębiorcy. Nie wszyscy, a tylko ci, którzy "są powiązani" z opozycją. Dokładne kryteria nie zostały jeszcze ogłoszone, ale może wystarczy klasyczna lojalka i publiczna deklaracja "kocham PiS"? Jak nie będzie zbyt wielkiego odzewu - może uchwali się odpowiednią ustawę? Bo to przecież oczywiste, że przedsiębiorca prowadząc firmę przede wszystkim myśli o ideologii i polityce, pomijając zupełnie takie sprawy jak podatki, wysokość składek ZUS czy tez przewidywalność obowiązujących przepisów i zasad prowadzenia działalności. To oczywista oczywistość, prawda?

Też prowadzę własną firmę, jednoosobową DG. Płacę PIT, w żaden sposób nie skorzystałam więc na obniżonej stawce CIT. Odczułabym za to podniesienie kwoty wolnej od podatku, ale akurat tej obietnicy PiS nie spełnił. Na szczęście nie zatrudniam pracowników, więc nie zwiększyły mi się koszty. Na koncie w banku zazwyczaj mam tak śmieszne kwoty, że lepiej nie mówić. Choć nie mogę powiedzieć, że się nie rozwijam. Robię to starając się uzupełniać i rozszerzać swoją wiedzę i kompetencje. Obawiam się jednak, że od tego gospodarka nie będzie rozwijać się bardziej i szybciej. Biorąc pod uwagę, że mam swoje poglądy i to zdecydowanie antyPiSowskie - czy trafię na czarną listę?


wtorek, 20 września 2016

Rząd PiS ostatnio nie ma najlepszej passy, co chwilę pojawiają się kolejne problemy. Największą wpadką ostatnich dni okazała się sprawa rzecznika MON, Bartłomieja Misiewicza. Stał się on symbolem zjawiska, trafnie nazwanego przez Pawła Kukiza jako "koryto plus". Takich "Misiewiczów" na różnych stanowiskach pojawiło się wielu: liczy się poparcie polityczne, a nie rzeczywiste kompetencje. Wprawdzie nie jest to zjawisko nowe, ale chyba żadna z ekip rządzących do tej pory nie robiła tego tak nachalnie, z taką butą i bezwzględnością. Czy tzw."dobra zmiana" nie miała tego zlikwidować? Czy partia odwołująca się w trakcie kampanii wyborczej do swojej "wyższości moralnej" nie miała zlikwidować tego zjawiska? I czy zamiast tego nie mamy tego samego tylko więcej, gorzej i z jeszcze większym zaangażowaniem partyjnym?

Nepotyzmem i kolesiostwem PiS sam się podkłada, nic więc dziwnego, że opozycja to wykorzystuje. Z tego, co obserwuję na TT - tym razem partie opozycyjne zdominowały narrację. Chronologicznie pierwsza była chyba Nowoczesna, która skutecznie wypromowała hashtag #Misiewicze. W sieci pojawiło się sporo wpisów pokazujących konkretne przykłady z różnych miejsc Polski, hasło zostało nagłośnione i dotarło chyba nawet do elektoratu PiS.
Podobną drogą, choć z lekkim opóźnieniem poszła też Platforma Obywatelska. Też wskazuje i piętnuje obsadzanie różnych stanowisk według klucza partyjnego, z całkowitym pominięciem kompetencji. Może tylko szkoda, że chcą się odróżnić od Nowoczesnej, używa hastagu #Pisiewicze? Czy w ten sposób efekt skali nie zostaje pomniejszony? Zmasowana, wspólna akcja obu partii opozycyjnej mogłaby być o wiele większym sukcesem. Tym bardziej, że do wyborów jeszcze sporo czasu i lepiej wykorzystać energię na punktowanie władzy niż do wzajemnego zwalczania się opozycji. 

A tak w ogóle to moim zdaniem odwołanie ministra Jackiewicza moim zdaniem niczego nie zmienia. Nawet jeżeli CBA cokolwiek znajdzie (pewnie będzie jakaś spółka, w której dojdzie do przetasowania) - to generalnie niewiele się zmieni i w większość przypadków obsadzone kluczem partyjnym stanowiska pozostaną bez zmiany.

A sam Misiewicz? Od wczoraj zawieszony na stanowiskach w MON, chyba nadal jest członkiem rady nadzorczej grupy zbrojeniowej? W każdym razie będzie miał teraz więcej czasu na naukę i dokończenie licencjatu.


czwartek, 08 września 2016

Dziś felieton Zbigniewa Hołdysa "Mój ruch oporu". Skopiowany w całości, bez przeróbek. Zamieszczam, gdyż moim zdaniem tekst warty przemyślenia.

Szóstego września prezydent Gdańska Paweł Adamowicz umieścił na twitterze dość bezradny wpis: „Stało się #MKIDN łączy od 1grudnia muzeum IIWś i Muzeum Westerplatte, to nie jest #dobrazmiana :(”. Odpowiedziało mu kilka kwęknięć w rodzaju „To niech zapłacą za działkę w takim razie” i to wszystko. Protest. Nikt nie napisał (sorki, ja w końcu napisałem) „Nie ma co biadolić tylko zapowiedzieć ponowne rozdzielenie, gdy stracą władzę. Połączenie nazwać chwilowym.” Kropka.

PIS okłada Polskę bejbzolem propagandy, Kukiz tańczy mu w rytm jak pajacyk na sznurkach, a opozycja bezradnie rozkłada ręce. Za chwilę Macierewicz każe odczytać apel „poległych w Smoleńsku” u wrót krematorium w Auschwitz – i nie będzie żadnej mocnej reakcji, poza wyrażonym niesmakiem na ekranach telewizji. Wkurza mnie to od wielu tygodni. Chyba od chwili nocnego gwałtu na sejmie w wykonaniu komunisty Piotrowicza, który nie obcyndalając się zbytnio rechotał, olewał głosy opozycji, rozdawał klapsy, manipulował pracami, odmawiał prawa wygłaszania zastrzeżeń, a gdy padały pytania o wyjaśnienie, mówił „Koniec dyskusji, przechodzimy do głosowania”. Tyle. Gdy raz głosowanie wyśliznęło mu się z rąk, uznał je za sfałszowane i wbrew prawu je powtórzył, a posłowie opozycji karnie wzięli w nim udział. Jak te biedne owce w „Milczeniu owiec”, które nie kwękając szły na rzeź. Nikt nie powiedział: „To, co robicie, jest nielegalne” i nie odmówił wzięcia udziału w farsie. Odwrotnie – wszyscy obecni ją przyklepali.

Opozycja kwili. Nie walczy. Nie ma programu. Nie szturmuje. Ba, nawet nie ma odpowiedzi, ani utalentowanych mówców-specjalistów od ripost, ani wspaniałych nośnych argumentów, które popłynęłyby samodzielnie w stronę społeczeństwa i stanowiły zasiew pod ruch oporu. Opozycja jest obijanym workiem bokserskim, w który wali byle kto, w rękawicach lub bez, a ona tylko dynda na sznurze i czasem się bujnie z wgniecionym nosem. Obita wydusza z siebie niczym wągra żałosne hasło „Zasługujecie na więcej”, po czym wyśmiana chowa je pod fartuszkiem (i słusznie, bo denne).

Walka to jest walka, a nie pokorne przyjmowanie wszystkich ciosów i akceptowanie fauli. To, że pisiści chcą strącić sędziów z boiska i zmienić przepisy gry, wymaga twardego odporu, a tu okazuje się, że tylko Nadzwyczajny Kongres Sędziów i niezmordowani prezesi – Pani Gersdorf, Panowie Stępień, Zoll, Safjan i Rzepliński – go okazali. Bezwzględny, mądry, taktowny, nie do obalenia. A teraz, gdy zaczyna się ich kompromitowanie – opozycja milczy. Żadna partia nie podjęła uchwały stającej naprzeciw szkalowaniu sędziów. Tak, jakby losy Trybunału były zadaniem tych paru sędziów, a nie członków opozycji i jakby nie chodziło o obronę demokracji w Polsce. Nikt nie wydał komunikatu: „Gdy dojdziemy do władzy, odwrócimy wszystkie nielegalnie podjęte przez PIS uchwały i ustawy, przywrócimy godność sponiewieranym ludziom. Unieważnimy podejmowane dziś decyzje, ich autorów postawimy przed sądem, przywrócimy prawdę i szacunek.”

W uroczystościach rocznicy Sierpnia Szydło nie wspomina ani słowem nazwiska Lecha Wałęsy. Dlaczego opozycja nie zorganizowała masowych pokazów filmu „Robotnicy ‘80”, gdzie z ekranu bije prawda o przebiegu strajku w 1980? Tam widać rolę Wałęsy, znakomite wystąpienia Andrzeja Gwiazdy i Anny Walentynowicz, Bogdana Lisa – i nie widać Kaczyńskich, bo ich tam nie było. Nie macie sal w miastach? Gdy zalinkowałem ten film w internecie, obejrzało go półtora tysiąca ludzi w dwa dni, z czego większość była zszokowana – są tak młodzi, że o jego istnieniu nie wiedzieli. A przecież to dokument historyczny! Dlaczego opozycja nie zawalczyła o prawdę przy pomocy tak bezdyskusyjnego i ośmieszającego pisowskich propagandystów dowodu?

Po premierze filmu „Smoleńsk” ministerka, która nie wie gdzie leży Jedwabne, zapowiada, że film powinna obejrzeć młodzież szkolna. Czytaj „należy jej wbić do głów, że był zamach i że Tusk maczał w tym palce”. Dlaczego opozycja nie zorganizuje w całej Polsce otwartych pokazów filmu „National Geographic” o katastrofie smoleńskiej, gdzie są pokazane dowody na jej przebieg? Dlaczego nie ustanowi Dnia Filmów Prawdy? Dyskusji nad nimi?

Przygotowywany jest program reformy edukacji, który nie ma nóg i rąk, chwilami zahacza o szaleństwo indoktrynacyjne, jego zapowiedzi demolują intelektualną siłę nowego pokolenia, wszczepia się jakieś nieokreślone idee patriotyczne, za którymi kryje się kłamstwo; tysiące nauczycieli wylecą na bruk, ci co zostaną, nie wiedzą czego będą uczyć i pod jaką polityczną presją. Co będzie teraz lekturą obowiązkową w szkołach? Książki Wildsteina? Czym będzie Okrągły Stół? Stołem zdrady? Dlaczego opozycja miauczy i biernie się przygląda skutkom tej mentalnej dintojry? Dlaczego jedynie odwarkuje, że "to jest nieprzygotowane"? Dlaczego nie podejmuje uchwały i deklaracji w brzmieniu: „Gdy dojdziemy do władzy przywrócimy z powrotem właściwy system edukacyjny, a ten narzucany dziś siłą chory eksperyment zlikwidujemy na pewno. Damy szansę młodzieży, by dołączyła szybko do reszty świata”

KOD był nadzieją wielu ludzi. Wędruje ulicami coraz mniejszymi grupami, niekiedy w niejasnym celu, dla samego protestu bez tytułu, ktoś przemawia na placach o konieczności obony demokracji, chwilami wydaje się, że ruch KOD jest coraz bardziej wątły, a na pewno nie ma żadnej projekcji na przyszłość. Obrona demokracji to dość ogólne hasło. Dla niektórych aktywność w tym względzie sprowadza się do klikania lajków w internecie, dla innych zaledwie do czytania tam treści, śmielsi coś wystukają na twitterze. Tyle. Kiedy ma miejsce protest w Teatrze Polskim we Wrocławiu, gdzie zachodzi podejrzenie poważnego naruszenia zasad demokracji – nie słychać, żeby zjawił się tam obserwator KOD, który by przyjrzał się protestowi, zbadał atmosferę, przekazywał obiektywne raporty reszcie społeczeństwa i ewentualnie zaapelował do centrali KOD o wsparcie. Żeby aktorzy wiedzieli, że mają to wsparcie, żeby społeczeństwo wiedziało, że KOD wykonuje pracę na jego rzecz. Że w ramach obrony demokracji broni praw pracowniczych i twórczych innych ludzi, a nie jedynie zaprasza ich na kolejne manifestacje. Kiedy powstał praojciec KOD-u, KOR (Komitet Obrony Robotników), jego wysłannicy jeździli na procesy protestujących robotników Radomia i Ursusa, obserwowali je, zdawali stamtąd relacje (ryzykując aresztowania), na tej podstawie wysyłano znakomitych adwokatów-społeczników, zbierano fundusze na zapomogi dla rodzin ludzi osadzonych w więzieniach. Tak zaczynał Ludwik Dorn, świeżo upieczony długowłosy maturzysta czy 25-letni instruktor harcerstwa Andrzej Celiński. Wydawano biuletyny o prześladowaniach, ludzie je sobie przekazywali z rąk do rąk. Nawet dziś chętnie bym dostał zadrukowaną kartkę papieru z opisami tego, co się w Polsce złego dzieje i co KOD dobrego robi, internet jest zbyt rozproszony, a na dodatek natychmiast jest kontrowany zniewagami, zarzutami o kłamstwo. Papier to papier. Dziś jedynie frunie komunikat „Spotykamy się pod siedzibą Trybunału w niedzielę” - to wszystko. To nie jest praca u podstaw. Nie tak ją sobie wyobrażałem. Nie chodzę na marsze KOD.

Podczas spotkania z młodymi ludźmi KOD zachęcałem ich do stworzenia występu parateatralnego, który by całą Polskę rzucił na kolana. Jak kiedyś Kaczmarski czy Kleyff i jak dziś ruch „Black Live Matters” (Czarne Życie Ma Znaczenie). Jęknęli z podziwu (pokazałem im jak protestuje młodzież w USA) i… wymiękli. Nie oddzwonili, woleli stanąć obok Mateusza na manifestacji i pomachać chorągiewką. Tak wygląda ich praca od postaw. Włożyć nieco trudu, stworzyć wiersz, pieśń, pantomimę, zgrabne hasło, wybębnić je i zaśpiewać je tak, by wzbudzić podziw milionów innych młodych Polaków, okazało się za trudne. Instruktorów w ich otoczeniu zabrakło. A to jest właśnie praca u podstaw. A wyzwanie dla młodych - postawienie nowej sceny na manifie i pokazanie jak walczy Generacja Y.

KOR i jego otoczenie stworzyło tzw. Latający Uniwersytet, a potem Towarzystwo Kursów Naukowych, przenoszone z mieszkania do mieszkania wykłady z rożnych dziedzin, spotkania z autorytetami na tematy merytoryczne; coś, co w jakimś sensie i ogromnej skali powtórzyłem jako Akademia Sztuk Przepięknych na Przystanku Woodstock. Na wykłady ASP przybywają tysiące – tak są spragnieni prawdy i wymiany myśli. Swoje niby „ASP” miał PIS w postaci Klubu Ronina, gdzie brednie i jad gromadziły tysiące ludzi – i tak tworzyły się kręgi aktywistów tej partii. Gdzie mają się spotkać dzisiejsi zagubieni? Nikt się nimi nie interesuje. Kto ich poprowadzi? Tych, co się nie godzą na PISowską ideologię kłamstwa, poszukiwacze prawdy i sprzeczności? Przywódców stada nie ma. Ani wykładowców, ani miejsca, choć tyle kawiarni powstało… Mógłbym tak klepać bez końca, ale nie chodzi o to, bym tu wrzucił katalog bezczynności – chodzi o to, by partie polityczne i ruchy protestu skumały, że klepanie treści w internecie to nie jest ruch oporu. Polityka i służba narodowi to nie jest udzielanie wywiadów. Udział w programie Olejnik czy Lisa to nie jest aktywność polityczna i działalność społeczna. Aktywność polityczna Kuronia zgodna była z jego hasłem „stawiajmy własne komitety”, wraz z przyjaciółmi tworzył świetnie zorganizowaną siatkę pomocy wszelkiej (był harcerzem, może tu tkwi przyczyna?), prawnej, informacyjnej, finansowej, organizacyjnej. Z tą wiedzą wspierali ludzi doraźnie, edukowali młodych robotników, którzy potem stanęli na czele strajków, a kiedy trzeba było zjechali do Stoczni Gdańskiej doradcy z kręgu KOR i świata nauki, tytani wiedzy – to oni uczynili protest robotników jednym najbardziej efektownych i efektywnych wydarzeń w historii ruchów oporu XX wieku.

Dziś w Polsce indoktrynacja ruszyła pełną parą. Żadna z grup opozycyjnych nie ma swoich oddziałów szybkiego reagowania. Od kilku miesięcy jesteśmy pojeni nową historią Polski. To takie zjawisko, jak przy oraniu ciężkimi pługami płytkiej gleby, gdzie pozostałości upraw, korzenie, resztki łodyg i rżyska po wywróceniu znajdują się pół metra pod ziemią, zmieszane z gliną i przestają być naturalnym nawozem. Tak powstaje ugór. Jeśli się go nie obsieje choćby łubinem, nic z tej ziemi nie zostanie i nic na niej nie urośnie. A chętnych do orki i siania nie ma. Kreacji - zero. Trwa ślizganie się od studia do studia. Opozycja jest chętna do zebrania plonów, ale nie do pracy od podstaw.

Zbigniew Hołdys



środa, 31 sierpnia 2016

Blog Day 2016

Ostatni dzień sierpnia to tradycyjne już święto blogerów - Blog Day. Tego dnia każdy bloger powinien umieścić na swoim blogu notkę polecającą 5 innych blogów.
W zasadzie nie powinny to być zaprzyjaźnione blogi - czyli takie, na które zaglądamy na co dzień, ale takie, które dopiero co odkryliśmy w ramach przeglądu szerszej części blogowiska. Jeszcze kilka lat temu tak robiłam, ale wydaje mi się, ze w tym roku sytuacja jest wyjątkowa - nasza debata polityczna jest już na takim etapie, że na każdym kroku musimy bronić demokracji. Ten blog jest blogiem politycznym, więc w ramach promocji właśnie tej kategorii blogów, chciałabym polecić 5 blogów, na które na pewno warto zajrzeć:

  1. Zrównoważyć budżet
    bieżąca polityka i to, co się dzieje okiem budowlańca. A jako że autor blogu to inżynier - to ocena jest racjonalna, konkretna i rzeczowa.
  2. Mały rozumek nie wszystko rozumie
    kiedyś na Bloxie, teraz na Blogspocie. Ilenka świetnie komentuje naszą rzeczywistość, zadając proste pytania i próbując na nie odpowiedzieć. Skutki są naprawdę ciekawe.
  3. Retrospekcje Wolanda
    podziwiam Wolanda za pracowitość przy pisaniu notek. Nie tylko, że pisze dużo i często, ale w dodatku zamieszcza wiele linków do źródeł opisywanych przez siebie wydarzeń. Każda notka naprawdę jest przemyślana i dobrze opracowana.
    Skąd on bierze na to wszystko czas?
  4. Karuzela polityczna
    ten blog to naprawdę solidne kompedium wiedzy z życia partii politycznych. Wiele faktów, opisów tego, co dzieje się w polityce, w tym także o partiach, o których już zapomnieliśmy, choć istnieją.
  5. Aby moje wnuki żyły w lepszym kraju
    Krzysztof jest bardzo uporządkowany i konkretny. Przedstawia wiele bardzo rozsądnych propozycji rozwiązujących poszczególne problemy. Nie ma emocji i politycznych ataków, są rzeczowe argumenty.

Zgodnie z zasadą Blog Day - można promować tylko 5 blogów. Moja lista ulubionych jest zdecydowanie dłuższa (w bocznej kolumnie jest ich wykaz). Mam tylko cichą nadzieję, że ich autorzy nie obrażą się  na mnie...

Wesołego Dnia Blogera! Choć tak naprawdę - to dla blogerów politycznych to wcale nie są wesołe czasy. Tematy dnia codziennego są raczej smutne i dołujące.


Tagi: blogday
14:29, marzatela , Aktualności
Link Komentarze (7) »
czwartek, 25 sierpnia 2016

Jednym z bardzo popularnych określeń w naszej debacie publicznej jest słowo narracja.
W stosunku do tych samych faktów stosuje się różne narracje, najczęściej zdecydowanie zniekształcające przekaz. Jestem stronnicza, ale mam wrażenie, że od dawna króluje tu PiS, dysponujący naprawdę olbrzymią i niezwykle skuteczną machiną propagandową. Czy jednak musimy pozwalać na narzucanie sobie tej "jedynie słusznej" narracji? Może jednak pora, aby przywrócić właściwe znaczenie słowom, ignorując ich wymyślone przez polityków homonimy?

Pamiętamy oczywiście #Polskęwruinie, prawda? Cokolwiek miało to znaczyć w ustach polityków PiS - zupełnie nie znajdowało odzwierciedlenia w otaczającej nas rzeczywistości. Póki co - za rok o tej porze może się okazać, że jednak coś jest na rzeczy. A tzw. #dobrazmiana? Owszem, zmiany są, może nawet i dobre - pozostaje pytanie: dla kogo?
Czy nie na tym polega narracja PiS?

Na pierwszy plan z pewnością wysuwa się także czasownik "polec". Słownik Języka Polskiego jest tu jednoznaczny - polec to zginąć w walce. Ofiary wypadku/katastrofy lotniczej nie mieszczą się w tej definicji (no, może kamikadze? Choć to zupełnie inna historia). Niezależnie więc od wciskanych przy każdej możliwej i niemożliwej okazji tzw."apeli smoleńskich" - Macierewicz używa tu narracji o "poległych pod Smoleńskiem" całkowicie niegodnie z znaczeniem tego pojęcia.

Irytuje mnie także używanie określenia "prezes" w stosunku do Jarosława Kaczyńskiego. To akurat inny przypadek. Kaczyński jest prezesem partii, ale może mieć to znaczenie dla członków, ewentualnie sympatyków PiS. A cała reszta? Moim zdaniem najwłaściwsze jest tu określenie poseł Kaczyński. W końcu każdy parlamentarzysta, niezależnie od poglądów, został wybrany w demokratycznych wyborach i jest to wielki zaszczyt.
Oczywiście odrzucam także określenia typu "prezes Polski" czy "naczelnik państwa" - zupełnie nie mają żadnego oparcia w rzeczywistości.

Czas najwyższy, aby naprawdę przestać ulegać tej propagandzie i używać słów zgodnie z ich prawidłowym znaczeniem. Wbrew propagandzie i "narracji" partii rządzącej.


sobota, 06 sierpnia 2016

Sezon wakacyjny w pełni, aż chciałoby się zająć tylko ogórkami czy wielorybami płynącymi w górę Wisły, ale niestety - ne da się. Dzieje się tak dużo, że nawet nie ma czasu na komentowanie całej tej naszej politycznej bieżączki.
Zdecydowanie jednak nie można pominąć przypadającej na dziś 1 rocznicy objęcia urzędu Prezydenta RP przez Andrzeja Dudę. I to wcale nie dlatego, że jest to znaczące wydarzenia, ale wyłącznie dla zapamiętania - jaka nie powinna prezydentura.

Niestety, ale Andrzej Duda absolutnie nie sprawdził się jako prezydent. Nie chodzi tu nawet o to, że zupełnie nie realizuje swoich obietnic z czasów kampanii prezydenckiej. Owszem, obiecywał dużo, zupełnie bez pokrycia i bez oparcia w kompetencjach prezydenta, ale jak to ostatnio skomentował jeden z prezydenckich ministrów, Andrzej Dera:

Inaczej się patrzy na stan państwa będąc kandydatem na prezydenta, a inaczej jak się już jest prezydentem i widząc, jakie skutki to przynosi. 

Można to podsumować krótko: w kampanii można obiecywać wszystko, twierdzić, że damy radę, uda się itp.itd., a potem po prostu stwierdzić, że się nie da i już. Tzw. "lepszy sort" zapomni czy wszystko wybaczy? Cóż, w dobie internetu sprawdzenie, co Duda obiecywał - to tylko jedno kliknięcie:

Obietnice

Nawet nie ma sensu analizować kolejnych punktów - robią to wszystkie media i bilans wypada fatalnie dla Dudy. Co gorsza - perspektywy są równie kiepskie - nie widać najmniejszej zapowiedzi, że cokolwiek zmieni się tu na lepsze. Moim zdaniem - największym problemem jest tu jednak to, że nastąpiła całkowita utrata szacunku nie tylko do samego Andrzeja Dudy, ale także do urzędu prezydenta.
Co z tego, że nie głosowałam na Dudę? Demokracja ma swoje zasady i z jej wyrokami się godzę. I wprawdzie zupełnie nie zgadzam się z jego poglądami (podobnie jak z całym PiSem) - to jednak wydawało mi się, że są jakieś szanse na to, żeby mógł stać się, przynajmniej formalnie, Prezydentem Wszystkich Polaków. Niestety, mimo wielu szumnych zapowiedzi, praktyka pokazała coś zupełnie innego. Mamy prezydenta uganiającego się za uściskiem dłoni szeregowego posła największej obecnie partii parlamentarnej (prezesem jest dla członków PiS), będącego na jego usługi przez całą dobę. Strażnik Konstytucji? Wolne żarty. Teoretycznie jest prawnikiem, więc oczywista wydaje się świadomość, że łamie Konstytucję. Czemu więc to robi? Ze strachu przed Kaczyńskim? Jak będzie się tłumaczył przed Trybunałem Stanu?
Zero refleksji, zastanowienia, ślepe wykonywanie poleceń i podpisywanie wszystkiego jak leci - to na tym polega niezłomność? Co z tym budowaniem wspólnoty? Bo póki co mamy ataki na tych, którzy nie popierają PiSu i nocne, bardzo dwuznaczne pogaduchy z nastolatkami na Twitterze. No niestety, ale prezydentem jest się przez całą dobę, do końca kadencji trzeba dać sobie na wstrzymanie. Mogę zrozumieć, że noce spędzane na oczekiwaniu na konieczność zaprzysiężenia sędziów czy szybkie podpisanie ustawy mogą być nużące, ale może lepiej spędzić ten czas na czytaniu? Na przykład Konstytucji?

Osobiście denerwuje mnie także to ciągłe wymachiwanie rękoma - zdecydowanie powinien zmienić doradcę od wizerunku - mowa ciała nie polega na aż takiej przesadzie, wypada to strasznie nienaturalnie. A zdarzające się i to wcale nie tak rzadko mówienie o sobie w trzeciej osobie - to już zwykła bufonada...


piątek, 22 lipca 2016

Coraz częściej mam wątpliwości, czy nasza Konstytucja jeszcze obowiązuje, czy jest już tylko fasadą, którą obecna władza zupełnie się nie przejmuje i nawet nie udaje, że jest inaczej. Wprawdzie została przyjęta w referendum, ale ze strony obecnie rządzących jakoś zupełnie nie słychać w tym kontekście nic na temat woli suwerena.
Załóżmy jednak teoretycznie, że nasza ustawa zasadnicza jest nadal źródłem obowiązującego prawa. Jeżeli nie przegapiłam jakiejś nocnej ustawy, to zwierzchnikiem sił zbrojnych jest u nas nadal Prezydent? 

Jakie jest zdanie Andrzeja Dudy na nachalne i siłowe włączanie apelu smoleńskiego do wszystkich ważnych wydarzeń historycznych? Czy jest w stanie sprzeciwić się Macierewiczowi i spowodować, że 1 sierpnia uczcimy godnie pamięć Powstańców Warszawskich, z asystą wojskową i bez podczepiania zmarłych w katastrofie samolotowej?

Zastanawia mnie także to, czy na pewno wszyscy członkowie i zwolennicy PiS nie widzą w tym nic złego. Moim zdaniem jest to po prostu uwłaczające i to zarówno pamięci Powstańców, jak i ofiarom katastrofy smoleńskiej. Jest to tak żenujące, że aż trudno uwierzyć, że nie protestują bliscy uczestników tego tragicznego lotu. I mam tu na myśli głównie tych powiązanych z PiSem. - naprawdę nie czują niesmaku, że ich pamięć ich bliskich jest tak wykorzystywana politycznie i wzbudza tylko niesmak i niechęć? Wydaje mi się, że niezależnie od opcji politycznej, nie zasługują na to.

Już za chwile będziemy podsumowywać pierwszy rok prezydentury PAD-a. Póki co, bilans jest fatalny i zdaje się, że nie szanują go nawet ci, którzy na niego głosowali. W niełasce u Kaczyńskiego już jest i tak, właściwie nie ma więc nic do stracenia, mógłby więc choć raz pokazać, że nie jest tylko długoPISem prezesa i jako zwierzchnik sił zbrojnych zdecydować o asyście wojskowej przy upamiętnianiu Godziny W.
Mógłby, ale szanse na to są w promilach, a nie procentach.


sobota, 04 czerwca 2016

Dzień Wolności i Praw Obywatelskich

Mamy dziś święto - jak najbardziej oficjalne i państwowe:
Dzień Wolności i Praw Obywatelskich
Ustanowiono je uchwałą Sejmu w 2013r. Jest bardzo nietypowe na liście naszych świąt - jest radosne i możemy się cieszyć, a nie opłakiwać ofiary, składając kwiaty na ich grobach.

W tym roku święto to nabiera dodatkowego wymiaru - okazuje się niestety, że zarówno wolność jak i prawa obywatelskie całkiem łatwo mogą być ograniczane/zabierane przez władzę. I musimy się o nie upominać...
W całym kraju, w wielu miastach są dziś organizowane różnego rodzaju wydarzenia związane obchodami rocznicy pierwszych, częściowo wolnych wyborów parlamentarnych - naszego pierwszego kroku do uzyskania suwerenności. Organizuje je KOD, ale przyłączyć może się  każdy. To święto nas wszystkich, bez względu na poglądy polityczne.
Szkoda, że obecnie rządząca władza nie chce/nie potrafi świętować razem z nami. PAD na wycieczce, PBS też gdzieś się schowała. Jednak damy radę, do prawdziwego świętowania wcale nie są potrzebne rządowe  rozporządzenia.

Ja,w Gdańsku będę tu:

Piknik "Wszyscy dla Wolności"

Wszystkiego Najlepszego dla Wszystkich!
I miłego świętowania

piątek, 03 czerwca 2016

Mamy kolejny już projekt ustawy o TK - zgłoszony przez grupę posłów PiS. Dla zainteresowanych - druk sejmowy nr 558. Treść wrzuciłam też tu:

Druk sejmowy 558 - projekt PiS O TK

Kto wie,jakie zmiany zajdą w trakcie procedowania? Tym bardziej, że rzeczniczka tej partii już zapowiedziała, że poproszą marszałka Kuchcińskiego o procedowanie tej ustawy już na przyszłotygodniowym posiedzeniu sejmu. Nie słyszałam, aby ktoś obstawiał, że Kuchciński stanie ponad podziałami i do procedowania dopuści wcześniejsze projekty ustaw o TK - autorstwa innych partii , a także projekt obywatelski, wniesiony przez KOD. Oznacza to, że na najbliższym posiedzeniu sejmu znowu trzeba się liczyć z kolejną już odsłoną #nocnejzmiany i ekspresowym tempem uchwalenia projektu PiSowskiego. I tylko Kosiniak-Kamysz liczy jeszcze na to, że skoro poseł Kaczyński mu obiecał prace nad ustawą PSL, to jest to wiążące...

A co by było, gdyby tak wprowadzić kolejkowanie ustaw? Skoro PiS tak bardzo się upiera przy takim trybie pracy w Trybunale, to może warto go wdrożyć również w sejmie? Skończy się zamrażarka, omijanie kolejki po partyjnej znajomości itp. Sejm będzie się zajmował ustawami w takiej kolejności, jak wpłynęły do laski marszałkowskiej. Pozwoli to także na konsultacje i sporządzenie niezbędnych ekspertyz prawnych.

W dodatku w ten sposób podobno "słuchający suwerena" PiS pochylić się z troską nad projektem obywatelskim. Bo przecież go nie odrzucą, prawda?


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 130











ministat liczniki.org


Komentarze.eu - Przegląd polskiej blogosfery
Blogi Polityczne