Żyję tu i teraz i nie jest mi wszystko jedno co się dzieje wokół mnie . To moje subiektywne spojrzenie na Rzeczypospolite ...
czwartek, 24 maja 2012

Wykończyć Tuska! Za wszelką cenę! To zdaje się najnowsze hasło Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry, przynajmniej tak wynika z najnowszego wpisu na blogu Ludwika Dorna:

Prezes PiS - ostatnia nadzieja PO

Próbowałam znaleźć szczegóły dyskusji na forum parlamentarnym, ale niestety stenogarmów jeszcze nie ma.
Sprawa jest tak kuriozalna, że aż mi się nie chce wierzyć, że to możliwe. Czy w walce z przeciwnikiem politycznym wszystkie chwyty sa dozwolone? I dlaczego mają za to płacić Chorwaci? Owszem, arytmetyka sejmowa wskazuje, że SPZZ razem z PiS są w stanie odrzucić ratyfikację traktatu akcesyjnego Chorwacji, ale czy wpływ na głozowanie za lub przeciw nie powinien wynikać z pobudek merytoryczych, a nie chęci "zaszkodzenia Tuskowi na salonach Europy"?

Premierzy się zmieniają, opinia Polski w Europie pozostanie na długo. Pamiętam też, jak swego czasu drżeliśmy o wynik referendum irlandzkiego - w sprawie naszego wejścia do UE.
Czy Ludwik Dorn i reszta polityków tej partii w innych głosowaniach też podejmuje decyzje wynikające tylko z chęci dokopania innym? Nie świadczy to zbyt dobrze o SPZZ.
W końcu chyba nie po to wysyłamy swoich przedstawicieli do sejmu, aby załatwiali swoje porachunki, a po to, aby stanowili dobre prawo dla nas wszystkich.

 

niedziela, 20 maja 2012

Jaki jest Janusz Palikot - wiadomo. To, jak ważny jest dla niego show medialny też jest sprawą znaną od dawna. Ostatnio jednak mam wrażenie, że każdy kolejny happening ma być przelicytowywaniem samego siebie, ale zaczyna brakować pomysłów. Kiepsko też ze skutecznością, gdyż działania obliczone tylko jako medialny pokaz rzadko kiedy są efektywne w świecie realnym.
Wczorajsze widowisko odbywało się pod hasłem "Janusz Palikot dokonuje apostazji". Nie ma w tym nic dziwnego i nadzwyczajnego - powolna ateizacja naszego społeczeństwo jest faktem, choć większość po prostu przestaje chodzić do kościoła, nie zawracając sobie głowy formalnościami związanymi z oficjalną apostazją. Zgodnie z prawem kościelnym - akt apostazji polega na złożeniu w swojej parafii, w obecności dwóch świadków oświadczenia woli o wystąpieniu z Kościoła. Potrzebne jest także świadectwa chrztu. Informacja o apostazji zostaje odnotowana w księgach. I już.
Moim zdaniem jest to bardziej gest symboliczny niż realny, ale może być niektórym potrzebny i nie widzę powodu, aby to utrudniać. Nie liczyłabym jednak na powołanie specjalnej służby kościelnej sprawdzającej, czy gdzieś na drzwiach któregoś z kościołów nie został przybity jakiś taki wniosek i po sprawdzeniu jego autentyczności - nadaniu mu formalnego biegu.

Janusz Palikot miał wczoraj pretensje również o to, że Kościół nie chce zwrócić jego aktu chrztu, a przecież to jego własność. Tego zupełnie nie rozumiem - co konkretnie chciałby dostać do ręki? Księgi chrzcielne dokumentujące wszystkie chrzty w określonym przedziale czasu? A jeśli kiedyś będzie chciał np. wyjechać z kraju, rezygnując z obywatelstwa - zażąda wydania ksiąg urodzeń z USC? Przecież to jakaś paranoja, a konkretnie - działanie obliczone na pokaz i medialny show. I zupełnie nie uwiarygadnia Palikota jako poważnego polityka.
W dodatku w ten sposób osłabia siłę własnego przekazu, a konkretne zarzuty skierowane pod adresem Kościoła i hierarchów, siła rzeczy też zostaną potraktowane jako błazenada, a nie poważny temat do przemyśleń.

Coraz częściej mam wrażenie, że prawdziwa polityka zdecydowanie nudzi Janusza Palikota. Samo kreowanie się na medialną gwiazdę na dłuższą metę może być natomiast nużące zarówno dla tych, którzy na niego zagłosowali, jak i tych, którzy wchodząc do jego ruchu - naprawdę chcą co zdziałać, a nie tylko robić konferencje prasowe.


czwartek, 17 maja 2012

Sąd ogłosił wyrok: Beata Sawicka jest winna korupcji i została skazana na 3 lata więzienia. Oskarżony w tej samej sprawie burmistrz Helu dostał 2 lata w zawieszeniu.
Ledwie sąd skończył przemawiać (a przynajmniej TVN24 przestał transmitować) już na konferencji prasowej pokazał się Zbigniew Ziobro. Ogłosił własny sukces, choć moim zdaniem - powinien siedzieć cicho.
Ja widzę tu dwie oddzielne sparwy.

Beata Sawicka dała się skusić i wzięła łapówkę. Czy naganny, powinna zostać ukarana. Przyjęta linia obrony infantylna. Owszem, dała się omotać, ale przecież nie jest nastolatką. Ma 48 lat, męża i dzieci i powinna być zdecydowanie rozsądniejsza. Czy gdyby rozkochiwał ją w sobie nie agent CBA, ale jakiś biznesmen szukający nieformalnych dojść - to byłaby niewinna? I kara nie należalby sie jej, gdyż "była zakochana"?

Zupełnie inną kwestią są tu natomiast działania CBA. W tej części czuję pewien niedosyt, być może wynikajacy z tego, że wszystkie informacje jakie mam na ten temat to newsy medialne. Nadal nie wiem - dlaczego i na jakiej podstawie wytypowano Sawicką do sprawdzenia odporności na korupcję? Czy były jakieś podstawy czy działano na zasadzie "na kogo wypadnie, na tego bęc"? Jeżeli to drugie - to jako podatnik, będąc sponsorem CBA - nie zgadzam się na to. Zbyt wysokie koszty sprawdzania - po ilu prezentach i przy jakiej kwocie ktoś w końcu ulegnie. Jeżeli korupcja rzeczywisćie jest tak wielkim problemem w naszym kraju - to z pewnością o wiele łatwiej da się wytypować kogoś, wobec kogo są podstawy do sparwdzania jego wiarygodności. Moeże bezie to mniej medialne i trudne do wykorzystania politycznego tak jak zrobił to Mariusz Kamiński 3 dni przed wyborami, ale z pewnością bardziej skuteczne w rzeczywistym zwalczaniu korupcji.

 

poniedziałek, 14 maja 2012

Włączyłam TVN24 i znowu mam wrażenie, że to wszystko co widzę i słyszę nie może się dziać naprawdę. Przecież to jedna wielka paranoja.
Mam gorzką satysfakcję, że od zawsze powtarzałam, że najlepszy wśród partii politycznych PR stosuje PiS, a inni mogą się od nich tylko uczyć.

W ostatni piątek wiele się działo. Przekroczone zostały wszelkie normy i zasady świata cywilizowanego, a także prawo. Żadna ze stron sporu politycznego nie ma czystego sumienia. Nawet na sali sejmowej padło tak wiele zlych słów, że lepiej ich nie przytaczać, gdyż stanowią bardzo niepochlebny obraz naszych wybrańców narodu. Nie da się o tym nawet mówić w kategoriach kultury - to tylko mniejsze i większe natężenie chamstwa i wulgarności. Walka polityczna nie ma ograniczeń?
Czy słuchając tego co działo się na sali sejmowej - można było oczekiwać zasad cywilizowanego państwa prawa na ulicy? Wystarczyło rzucić hasło, aby znaleźli się tacy, którzy poczuli się władcami ulicy decydującymi kto, co i kiedy ma robić. W dodatku mają wsparcie polityczne, sankcjonujące takie postępowanie.
Hipkryzja, fałsz i obłuda PiS-u nie zna rzeczywiście granic. Rozpętany przez tę partię jazgot to już naprawdę absurdalna paranoja, bardzo wybiórcza i zakrywająca wszystko to, co dla tej partii niewygodne.

Owszem, nie podobało mi się zachowanie Stefana Niesiołowskiego. Od dawna już bardzo nie lubię słuchać jego wypowiedzi medialnych, gdyż nie toleruję używanego przez niego języka. W dodatku uważam, że od posła trzeba wymagać więcej. Tak jak nie podobało mi się legendarne już "Spieprzaj, dziadu", tak nie podoba mi się "Won do PiSu". Niestety, powinien zachować spokój i nawet jeżeli wielokrotnie odmawiał wypowiedzi (dziwnym trafem ten cały początek jakoś od wczoraj nie jest już emitowany w mediach), a Ewa Stankiewicz nie reagowała - to sila spokoju jest w takich sytuacjach bezcenna. Dał się sprowokać i teraz mamy wielką aferę Niesiołowskiego. Kto pamięta już o wszystkim innym, co wydarzyło się tamtego dnia? O eutanazji, nienawiści do narodu polskiego? O odwoływaniu się do marzeń Hitlera? O zbieraniu bagnetów, gdyż każdy się przyda? Mamy za to wielki medialny show ze składaniem doniesienia do prokuratury na Niesiołowskiego....
PiS tak bardzo skupił się na ataku na niego, że nie dostrzega nic innego.
Matka karmiąca dziecko nie mogła wyjść z sejmu? Przecież mogła pójść do innego "posterunku związkowego" i tam poprosić. Posłanka została opluta? Kogo to obchodzi? Poseł uderzony i zepchnięty z barierki? Po co się pchał, spotkał go "słuszny gniew".
Propagandowe mistrzostwo, prawda?
Czy my naprawdę pozwolimy sobie wmawiać, że białe jest czarne, a czarne białe? Może jednak stać nas wszystkich na samodzielną ocenę sytuacji? Z zachowaniem proporcji? Biorąc pod uwagę obłudę? Sklerozy nie mam - pamiętam jak w ubiegłym roku pobito dziennikarkę na stadionie, czy jak 11-go listopada spalono wóz TVN Meteo. Posłowie PiSu chyba o tym nie wiedzieli, gdyż tak jak dziś biegną z doniesieniem do prokuratury (i to tylko opierajac się na nakręconym materiale filmowym), tak pewnie by wówczas też by zareagowali, prawda?
No, chyba że Ewa Stankiewicz też może więcej? Tak jak "więcej może" np.  Jarosław Kaczyński (bo jego brat zginął), Jan Tomaszewski (bo jest legendą sportu) czy związkowcy Solidarności (bo słuszny gniew). 

Zastanawiam się, jaki kubeł zimnej wody potrzebny jest na stanwoczo zbyt rozpalone głowy polityków? Co mogłoby spowodować, żeby otrzeźwieli i przestali się nawzajem okładać, rozpalać emocje i wciągać nas w swoje rozgrywki? My, tu w realnym świecie mamy naprawdę sporo problemów na co dzień. Może pora przypomnieć naszym wybrańcom po ich wysłaliśmy ich do sejmu?

piątek, 11 maja 2012

Dzisiejszy dzień to jedna wielka awantura sejmowa. TVN24 ma nawet wydanie specjalne, na żywo nadając relacje z Sejmu oraz z tego, co dzieje się wokół Sejmu.
To, co działo się na sali plenarnej było widowiskiem naprawdę żenującym, a obrady jeszcze się nie skończyły. Podejrzewam, że gdyby nie właśnie ta transmisja telewizyjna - byłoby mniej emocji i mniej wystąpień obliczonych tylko i wyłącznie na pokazanie się na sejmowej mównicy. Głosowanie poszłoby szybciej i sprawniej. Czy byłoby to lepsze? Nie jestem pewna.
Rozumiem argumenty i konieczność przedłużenia wieku emerytalnego, umiem liczyć i potrafię zrozumieć ekonomiczne skutki pewnych decyzji, ale jakoś mało przekonuje mnie sam bardzo przyspieszony tryb procedowania tej ustawy. Niestety, po raz kolejny okazuje się, że polityka informacyjna rządu jest fatalna. Tak ważne dla nas wszystkich ustawy wymagają szerokiej akcji popularyzacyjnej, rozwiania wszystkich obaw i przedstawienia chociażby zarysów ustaw okołoemerytalnych.  Tego wszystkiego mi zabrakło, niestety.
Nie wiem, czy wynika to z niekompetencji? Mam jednak nadzieję, że nie z arogancji.

Zupełnie inną sprawą jest jednak to, co dzieje się wokół Sejmu. Słuchając doniesień zastanawiam się, czy przypadkiem nie zostały już wyczerpane znamiona zamachu stanu? Związek Zawodowy "Solidarność" jest jedną z wielu organizacji, liczną i głośną. W demokracji ma prawo wyrażać swoje opinie i demonstrować. Na pewno jednak nie ma prawa ograniczać wolności i nietykalności innych, w tym demokratycznie wybranych przedstawicieli narodu.
Na jakiej podstawie i w czyim imieniu to robią?

Przez wiele lat byłam członkiem "Solidarności", widziałam jak to wygląda od środka. Może nie jest tak wszędzie, ale to co ja widziałam - to jedno wielkie kolesiostwo, nic niemające wspólnego z rzeczywistą reprezentacją członków związku. I to niezależnie od tego, że wielu ludzi pracujących może być przeciwko ustawie emerytalnej.
Czy Komisja Krajowa "Solidarności" chce nam teraz wprowadzić swoją dyktaturę?

czwartek, 10 maja 2012

W każdym kraju opozycja ma na większosć spraw zupęłnie inne zdanie niż rząd. To normalne, czymś trzeba się przecież odróżniać, przedstawiać własne propozycje i rozwiązania i w ten sposób starać się zdobywać społeczne poparcie konieczne do wygrania wyborów i zdobycia władzy. Oczywiście, są sprawy, w których wszystkie siły polityczne powinny szukać porozumienia i mówić jednym głosem - szczególnie na forum międzynarodowym.
Jak na tym tle wygląda PiS? Totalna opozycja, mająca prostą zasadę działania: zawsze mówić odwrotnie niz rząd, z szczególnym uwzglednieniem "Tuska" - słowo premier jakoś Kaczyńskiemu nie przechodzi przez gardło. W ten sposób ciągle mamy do czynienia z różnymi wariancjami hasła "to wina Tuska" - świat jest prosty, uporządkowany, a wróg precyzyjnie wskazany.

Ostatnio mam wrażenie, że nawet uwzględniając PiSowskie standardy, zarówno Kaczyński jak i jego zaufani klakierzy pogubili się w swojej ocenie rzeczywistości. To już nawet nie jest kwestia bezpodstawnie nadymanego ego, doszukującego się wpływu ogłoszonego przez PiS bojkotu EURO 2012 na odwołanie przez Janukowycza szczytu w Jałcie. Totalna negacja zaczyna dotykać już zupełnie wszystkiego, zupełnie się zapętlili.
Czy to naprawdę tak trudno zrozumieć, że EURO to sprawa nas wszystkich, nie tylko rządu? Cała infrastruktura wybudowana w ramach przygotowań będzie wykorzystywana przez nas wszystkich i to nie tylko do dojazdu na mecze. Owszem, wiele rzeczy się nie udało, z wieloma nie zdążyliśmy, ale wielka radość ze wskazywania tego co nie wyszło jest już przesadna, nawet z uwzględnieniem świętej wiary, że gdyby rządził "jedyny prawdziwy premier IV RP" - wszystko byłoby doskonałe i na czas.
Jak można cieszyć się z tego, że coś NAM, POLAKOM nie wychodzi? Kibicować każdej porażce? Trzymać kciuki za każdą wpadkę? To już zdecydowanie przekroczyło krytykę rządu Czy PiSowski lud smoleński naprawdę nie czuje już żadnego poczucia wspólnoty z całą resztą narodu?
Jeśli coś nie wychodzi - to nam, Polakom. Nawet przyjmując, że jesteśmy źle rządzeni - to my sami sobie wybraliśmy taki rząd. Jeżeli w drużynie narodowej jest kilku piłkarzy mających polskie tylko korzenie - to znaczy, że wśród nas nie udało się znaleźć takich, którzy potrafią grac w piłkę.
Nie wiem jak wielu działaczy i zwolenników PiS zgadza się z posłem tej partii Janem Tomaszewskim:
Wstyd mi, że kiedykolwiek grałem w reprezentacji Polski 
Jeśli jednak znajdzie szeroki odzew - to są szanse, że na stadionach i wzdłuż autostrad będzie mozna ustawić billbordy "Strefa wolna od PiSu". W trakcie meczów naszej reprezentacji powinno też być spokojniej  na ulicach. Wszyscy będą siedzieć przez telewizorami i oglądając transmisję zaklinać "skuś baba na dziada".
Zaraz po EURO prezes będzie przecież musiał ogłosić swoje kolejne zwycięstwo.... 

 

poniedziałek, 07 maja 2012

Długa majówka rozleniwiła wszystkich, choć politycznie działo się dużo - i w kraju i za granicą. Dużo czasu poświęcono Ukrainie i kwestii ewentualnego bojkotu ukraińskiej części EURO 2012. W tej akurat sprawie wypowiadają się nie tylko politycy polscy ale również europejscy i podejrzewam, że będzie coraz głośniej.

Ja sama mam mieszane uczucia i próbuję sobie jakoś uporządkować to wszystko.
Z punktu widzenia Europy - Ukraina jest krajem starającym sie o przyłączenie do Unii Europejskiej. Przynajmniej tak to wygląda formalnie.
Nie znam dobrze stosunków panujących na Ukrainie, czy na pewno wszyscy Ukraińcy też tego chcą? Ci ze wschodniej części tego kraju również? Pamiętając eurosceptycyzm znacznej części naszego społeczeństwa (co jakiś czas rozbudzany również dziś) wcale nie mam takiej pewności. Niezależnie jednak od tego - warto się zastanowić, w kogo uderzy ten bojkot? Przecież nie w Janukowycza, który zawsze jeszcze może pójść drogą Łukaszenki. Bojkot EURO może być jednak wyraźnym sygnałem dla samych Ukraińców, którzy mogą się poczuć po prostu odtrąceni przez Europę. Eurosceptycy w tym kraju z pewnością też to wykorzystają. Tym bardziej, że może być to uważane za znaczącą ingerencję w wewnętrzne sprawy kraju. 
Z formalnego punktu widzenia Julia Tymoszenko została skazana wyrokiem niezawisłego sądu i trudno oczekiwać, że interwencja polityków może wpłynąć na unieważnienie tego wyroku. Pamiętając nasze standardy z czasów minionych - można podejrzewać, że ta niezawisłość sądu to raczej tylko formalne hasło i po prostu spełniono polityczne oczekiwanie ukraińskich władz, ale formalnie wszystko jest zgodnie z prawem - Ukraina nie ma Trybunału Stanu, polityków osądzają sądy powszechne. Zakładając, że Janukowycz przestraszyłby się bojkotu i ostracyzmu - co miałby zrobić? Wydać polecenie, żeby odwołać wyrok? Tym samym potwierdzając dyspozycjność sądów? Teoretycznie jest jeszcze możliwość ułaskawienia, ale na użytek wewnętrzny, w świetle zbliżających się wyborów na Ukrainie - może być to oznaka słabości czyli polityczny błąd. Obawiam się, że raczej nie zdecyduje się więc na to.
Z bardzo formalnego punktu widzenia zastanawiam się także - jaki efekt chcą osiagnąć politycy europoejscy? Hasło "Wypuścić Julię Tymoszenko!" jest z pewnością bardzo nośne, ale w praktyce co jest celem? Unieważnienie wyroku w wyniku ręcznego sterowania przez polityków europejskich? Pokazanie, że polityk mający znajomości nie ponosi odpowiedzialności? Jak na europejskie standardy - nie wygląda to zbyt dobrze. A może chodzi tylko o jej leczenie w którejś z zachodnich klinik? Propagandowo da się to ładnie wykorzystać do walki z opozycją: popatrzcie, nasze szpitale jej się nie podobają, czuje się lepsza i ważniejsza....
W tym wszystkim mam też wątpliwości związane z pobiciem Julii Tymoszenko. Oczywiście, jest to karygdone i na pewno godne potępienia, obawiam się jednak, że jest to zgodne z ukraińskimi standardami. Czy protest w stosunku do byłej premier może je zmienić i poprawić los innych skazanych? Wątpię. Przy okazji jednak od razu przychodzi mi na myśl Chodorkowski. Czy w jego przypadku też planowany jest jakiś bojkot?

Moim zdaniem - najlepszym sposobem na wdrożenie cywilizowanych standardów na Ukrainie jest ich pokazanie. Europa musi rozmawiać z Ukrainą i tłumaczyć, na czym one polegają. Dotyczy to nie tylko władz, ale przede wszystkim samych Ukraińców. Julia Tymoszenko nie jest brutalnie traktowana przez samego Janukowycza, ale przez jakiegoś strażnika, dla którego sprawą oczywistą jest to, że skoro nie chciała pójść sama - to trzeba było użyć siły. To temu przysłowiowemu strażnikowi (a szanse na to, że bedzie na meczu są duże)  trzeba pokazać, że więźniowie też mają swoją godność i prawo do nietykalności.

Patrząc natomiast na bojkot z polskiego punku widzenia - przyniesie nam tylko szkody. Nie miejmy złudzeń, że szary kibic będzie dokladnie patrzeć na mapę, aby sprawdzić po której stronie granicy UE jest Warszawa, a po której Kijów. Niedawne wybuchy w Dniepropietrowsku jeszcze pogarszają sytuację i budzą obawy. Nie miejmy złudzeń - skoro EURO 2012 będzie bojkotowane - to w całości, a nie tylko wybrane mecze (w tym finał).  

 

środa, 02 maja 2012

Minister Gowin ostro zabrał się za deregulację i to w znacznie szerszym zakresie niż mogło się wydawać na początku. To już nie chodzi tylko o zniesienie licencjonowania niektórych zawodów. Jak na Ministra Sprawiedliwości przystało - przyjrzał się także kodeksowi karnemu. Efektem jest propozycja depenalizacji niektórych przestępstw.  
Sam pomysł być może słuszny, ale punkt wyjścia do oceny, które czyny nie mają już być przestępstwami budzi i zdziwienie i kontorwersje. Czy na pewno wyznacznikiem powinna być tu ilość skazań?  

Jeżeli fałszywych deklaracji majątkowych składanych przez polityków, samorządowców i inne osoby do tego zobowiązane jest niewielka - to cieszmy się z tego. Może udaje nam się wybierać ludzi uczciwych? 
Gowin chce zniesienia kar
Nawet więc jeżeli ten przepis jest martwy - to niech sobie będzie. Nie kuśmy tych, którzy powstrzymują się przed chęcią "zapomnienia" jakiegoś istotnego składnika majątku właśnie z obawy przed karą. Poza tym osoby decydującę się na służbę publiczną - powinny być jednak transparentne w swpich działanaich, również w dziedzienei dorabiania się.

Kuriozum jest dla mnie także cheć zniesienia karania za ujawnienie tajemnicy bankowej:
Gowin chce odtajnić konta bankowe
Uzasadnienie - jak poprzednio. To już kompletny absurd. Też mam konto bankowe i nie chciałabym, aby ktoś nieupoważniony miał możliwość zajrzenia do niego i sprawdzenia wysokości mojego debetu.

Nawet jeżeli jakiś przepis kodeksu karnego jest rzadko stosowany - nie oznacza to, że powinien zostać usunięty. Nie to kryterium powinno być punktem wyjścia.
Jakoś nie kojarzę sobie, aby w ostatnich latach było u nas wiele skazań za terroryzm. Czy też trafi na listę do depenalizacji?

 

Święto Pracy już za nami, choć Wielka Majówka nadal w pełnym rozkwicie. Jak to słusznie zauważył intel-e-gent dzień ten został całkowicie zignorowany przez władzę, utrwalając w ten sposób wizerunek 1 Maja jako święta lewicy.
Lewica wykorzystała szansę i skupiła na sobie uwagę mediów. Był i pochód, był kongres, a i atk najważniejsze okazało się to, co dzieli, a nie to, co łączy.

Czy partie określajace się jako lewicowe mają nam coś konkretnego do zaproponowania? Do mnie nie trafiają ze swoim przekazem.
Patrzac na Leszka Millera i osoby stojące w jego najbliższym otoczeniu, słysząc Międzynarodówkę nie mam wątpliwości o zdecydowanym postkomuniźmie dominującym w tej partii. Nawet sobotni kongres, nieomal jednomyślne (przy braku konktrakandytów) głosowanie na Leszka Millera, marzenia o wielomilionowym poparciu i to na tle OPZZ - to  wszystko kojarzy się ze starymi sprawdzonymi metodami,  Wyraźnie widać tam tęsknotę, może nawet nie do PRL-u, a do rządów  SLD. Wygląda jednak na to, że tym razem Leszek Miller nie chce z nikim dzielić się władzą (nawet Jóżef Oleksy jako wiceprzewodniczący mało mu się podoba), Aleksandra Kwaśniewskiego nie zaprosił - ma swoich starych wypróbowanych towarzyszy. Pozostaje jeszcze tylko dorbna kwestia: póki co - nie ma czym się dzielić, zła passa SLD trwa w najlepsze, a samo zaklinanie rzeczywistości nic nie pomoże. Nie da się myśleć o politycznym sukcesie, z góry odcinając się od innych. Wiemy, z kim Leszek Miller nie chce i nie będzie współpracować i to tylko na podstawie personalnych animozji.
Moim zdaniem - zdecydowanie efktywniejsze było wskazanie - w jakich sprawach bedzie szukać poparcia również  u innych, nawet gdyby miał to być Zbigniew Ziobro.

Do swojej wizji nie przekonał mnie również Janusz Palikot. Wprawdzie słuchałam go wyrywkowo, ale odniosłąm wrażenie, że walcząc o "kapitalizm z ludzką twarzą" chce zrobić jednocześnie rewolucję w finansach państwa. Przy okazji zdaje się też, że chce zasłużyć na ekonomicznego Nobla (lub anty-Nobla, bez różnicy).  Zerowe bezrobocie w gospodarce wolnorynkowej? Oczywiście wszyscy bedziemy godnie zarabiać i stać będzie na coraz więcej? Na drugą kadencję swoich ewentualnych rządów zaproponuje ściganie "niebieskich ptakó" czy zacznie sprowadzać siłę roboczą z zagranicy?
Dla każdego coś miłego, do wyboru, do koloru. Nawet antyklerykaliści usłyszeli o biskupie Tusku i papieżu Kaczyńskim. 

Jedno szczęście, że nigdy nie byłam elektoratem lewicowym. Czułabym się załamana.  

wtorek, 01 maja 2012

1Maja

Majowy maraton świąteczny w pełni. W tym roku kalendarz wyjątkowo mu sprzyja, gdyż nawet ci, którzy nie mają wolnego -  w większości wypadków pracują na pół gwizdka: klienci i petenci wyjechali na majówkę, Nie dotyczy to oczywiście sklepów mających w swoje ofercie karkówkę, piwo i inne akcesoria niezbędne do grillowania.

Dzień 1 maja, świąteczny także w PRL-u to oczywiście Święto Pracy. Z czasów słusznie minionych tradycja świętowania kojarzy się z pochodami ludu pracującego miast i wsi, z nieodłącznymi szturmówkami. Udział obowiązkowy, przywódcy narodu na trybunie, wielogodzinne transmisje telewizyjne, a na okrasę - stoiska z artykułami niedostępnymi na co dzień w gospodarce powszechnego niedoboru wszystkiego.

Czy mając to w pamięci - można chcieć świętować Święto Pracy? Moim zdaniem tak. Zawłaszczone przez "komuchów" święto powinno wrócić do tych, którym się należy. Współczesność nieco przedefiniowała pojęcie pracy i robotnika, ale nadal aktualna jest prawda, że "bez pracy nie ma kołaczy". Powinni o tym pamiętać przywódcy wszystkich partii - to wcale nie jest święto tylko partii uważających się za lewicowe.

Świętować warto tym bardziej, że 8 lat temu, właśnie 1 maja obudziliśmy się jako pełnoprawni obywatele Unii Europejskiej. I nawet, gdy czasem narzekamy na nią - to jak byłoby nam bez niej? W szybkim tempie gonimy Europę i świat, żyje nam się coraz lepiej (choć kryteria lepiej i gorzej też ulegają ciągłym zmianom, średnia odniesienia podnosi się i wydaje nam się, że jesteśmy pod kreską).
Mamy co świętować. I zawdzięczamy to swojej własnej pracy - nikt nam nie przyniósł osiągnięć na kolbach bagnetów, nie musieliśmy zdobywać wolności bratobójczą walka. Po prostu zorganizowaliśmy się i zapracowaliśmy na nią.

Niech się święci 1 Maja! To nasze święto.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 100













Darmowy PageRank
Komentarze.eu - Przegląd polskiej blogosfery
Blogi Polityczne





Autorski katalog www