Żyję tu i teraz i nie jest mi wszystko jedno co się dzieje wokół mnie . To moje subiektywne spojrzenie na Rzeczypospolite ...
sobota, 02 marca 2019

Użytkownicy platformy Blox od kilku dni już wiedzą: pora zwijać blogi i szukać nowego miejsca w sieci. Szkoda, dobrze się tam pisało - system łatwy w obsłudze, intuicyjny i mimo chwilowych wariacji serwera, przyjazny dla użytkownika.
Sam Blox doradza przeprowadzkę na Wordpressa. Korzystam z tej rady, choć nie w przypadku wszystkich blogów. Przy okazji robię też wielki remanent i w kilku przypadkach zamiast przenosić stary blog, startuję od nowa. Zobaczymy, co z tego wyjdzie dalej.

A dla tych, którzy się zastanawiają jak to zrobić - cykl porad od czego zacząć i jak się poruszać na nowym miejscu tu:

https://komputerowepoczatki.wordpress.com

Nowe miejsce tego blogu będzie tu:

 https://mojapolskadomowa.wordpress.com

A wszystkich zaprzyjaźnionych blogerów proszę o podawanie swoich namiarów w komentarzach - musimy się przecież odnaleźć na nowym miejscu.

Tagi: blox
11:58, marzatela , Aktualności
Link Komentarze (4) »
piątek, 18 stycznia 2019

Niedziela 13-go stycznia 2019, godziny popołudniowe, centrum Gdańska. Pada deszcz, ale w żaden sposób nie wpływa to na spacerujących ludzi: wszyscy radośni, uśmiechnięci, oklejeni serduszkami WOŚP. Wspaniała atmosfera....
Przechodziłam też obok sceny na Targu Węglowym - trwały tam przygotowania na wieczorny finał. Obok stały 2 karetki, widziałam też wóz strażacki, Ochrona także była widoczna, choć nie w formie jakiś quasi-komandosów, bardziej przypominali służbę porządkową. No, ale przecież co złego może się stać - w tak wspaniały dzień, wśród tak pełnych dobrych emocji ludzi?

Kilka godzin później okazało się jednak, że nawet tak wspaniale symboliczna chwila jak światełko do nieba, może mieć swój dramatycznie tragiczny wymiar....
Byłam już w domu i nawet telewizor miałam wyłączony. Informacje przekazał mi syn i gdy włączyłam TVN24 i zaczęłam śledzić wiadomości, początkowo nie docierało to do mnie. Zbyt wielki kontrast w stosunku do tego, co w tamtym miejscu widziałam kilka godzin wcześniej. 

Tak, Paweł Adamowicz był symbolem Gdańska, a w Gdańsku na każdym kroku widać symbole Jego prezydentury. I to nie tylko w wymiarze bardzo rzeczowym, liczonym w ilości wybudowanych/wyremontowanych obiektów, kilometrów ścieżek rowerowych itp. To wszystko jest bardzo ważne i sprawia, że na co dzień żyje się nam lepiej. Myślę, że co najmniej równie ważne jest także to, że Gdańsk jest naprawdę miastem przyjaznym, otwartym i solidarnym, naprawdę cudownym. I tu nasz Prezydent ma swoje niezaprzeczalne zasługi, uczył nas tego swoim działaniem. I mam nadzieję, że zostanie w nas to na dłużej.
Może nawet już to widać? Tłumy na ulicach (i przecież nie tylko w Gdańsku, widać to także w wielu innych miastach Polski), wspominające Pawła Adamowicza, układające wielkie serca ze zniczy nie są nienawistne. Nie widać nienawistnych banerów, nie słychać pełnych nienawiści przemówień polityków. Są po prostu płaczący, zadumani ludzie, którzy w tak trudnych chwilach chcą być razem z innymi. I jest cisza....

Sound of Silence

I chyba ta cisza właśnie brzmi tak głośno, wywołując dodatkowo echo. Na jak długo? Obawiam się, że najwyżej kilka dni. Potem wrócimy do codzienności, w której autorytety jednych są wrogami do zniszczenia dla drugich, a agresywny język nienawiści dominuje w debacie publicznej. A przecież można inaczej, trzeba tylko chcieć. Można przeżywać żałobę bez partyjnych flag, wysłać rządowy samolot po żonę zmarłego Prezydenta czy spotkać się z matką mordercy. Można też inaczej: minutę milczenia zastąpić minutą spóźnienia.

Gdańsk to cudowne miasto i cieszę się, że tu żyję. Cieszy mnie też to, że potrafimy się organizować i w ważnych chwilach nie potrzebujemy odgórnych wytycznych, jak, gdzie i kiedy przeżywać żałobę. Społeczeństwo obywatelskie chyba właśnie na tym polega.


poniedziałek, 24 grudnia 2018

Boże Narodzenie 2018

Niezależnie od wyznawanej wiary czy poglądów - wszystkim życzę Radosnych Świąt.
Bez polityki i kłótni - rządy przemijają, politycy odchodzą. Choć przez chwilę pomyślmy o tych, z którymi siedzimy razem przy choince....


czwartek, 06 grudnia 2018

Od wczoraj w naszym Sejmie funkcjonuje nowy klub parlamentarny PO-KO. Rozumiejąc sens samej Koalicji Obywatelskiej, która sprawdziła się chociażby w ostatnich wyborach samorządowych się, nie mam pojęcia - czemu ma służyć ten wspólny klub? Nawet przy założeniu, że wewnątrz Nowoczesnej nie ma żadnych tarć wewnętrznych, a współpraca w ramach KO układa się modelowo - trudno tu dostrzec korzyści. Jeden klub zamiast dwóch powoduje, że znika jedno stanowisko wicemarszałka, traci się przywileje typu biura, czas w debatach itp.itd. Co w zamian? Jaka jest tu wartość dodana? Bo przecież chyba nikt nie liczy na jakiś bonus sondażowy wynikający z tego połączenia? To już się zrealizowało w ramach koalicji  i elektorat obydwu ugrupowań ocenił to w wyborach. A nawet gdyby miało dojść do ostatecznego połączenia partii, to raczej nie teraz i na pewno nie w takiej formie.

Teraz mleko się rozlało i wyszło fatalnie. Nie wiem kto kłamie i czy Katarzyna Lubnauer rzeczywiście planowała samodzielny start w eurowyborach? Trudno w to uwierzyć, ale w tym momencie i tak nie ma to większego znaczenia. Wyjście grupy posłów z klubu Nowoczesnej jako alternatywa do dyskusji i przekonywania, nie jest najlepszym wyjściem. Grzegorz Schetyna też się tu nie popisał: owszem przyjął posłów, klub PO się powiększył, ale w przestrzeni publicznej i medialnej góruje obecnie narracja o zjadaniu przystawek, a to nie rokuje dobrze dla budowania szerokiego obozu antyPiS.

Pamiętajmy, że na to wszystko patrzą też wyborcy. I widzą głównie jakieś personalne przepychanki i oskarżenia. W ostatnich wyborach parlamentarnych, czując się zawiedziona Platformą, oddałam swój głos na Nowoczesną. A teraz? Gdyby wybory były dziś - miałabym poważny dylemat. Katarzyna Lubnauer kiepsko radzi sobie na czele Nowoczesnej i zupełnie do mnie nie przemawia. Jednocześnie jednak wcale nie jestem zachwycona Grzegorzem Schetyną. Nawet jeżeli potrafi w miarę ogarnąć partię, to chyba ma jakiś problem w kontaktowaniu się z elektoratem, zupełnie nie porywa. Owszem, sprawą oczywistą jest zbudowanie szerokiego porozumienia po stronie opozycyjnej, ale trzeba robić to mądrze i z sensem.


poniedziałek, 03 września 2018

21 października to dzień, kiedy udamy się do lokali wyborczych, by oddać swój głos w wyborach samorządowych.W tym roku będą to jednak wybory inne niż zwykle. Owszem, wybieramy wójtów/burmistrzów/prezydentów miast i radnych czyli władzę będącą bardzo blisko nas i mającą największy wpływ na nasze małe ojczyzny, ale tym razem znaczenie tych naszych wyborów ma jeszcze dodatkowy wymiar. W znacznej mierze to rzeczywiście referendum, w którym opowiemy się za lub przeciw PiS. Czyli albo ciesząc się z 500+ zamykamy oczy na niszczenie demokracji, niezależnego sądownictwa, wyprowadzania nas z UE i praktyczny powrót do czasów PRL, albo ceniąc to, co udało nam się osiągnąć od 1989 roku, nie zgodzimy się na utratę demokratycznego państwa prawa.
Brzmi górnolotnie? Być może, ale przed takimi wyborem rzeczywiście stoimy. Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim - bezwzględnie musimy pójść na wybory. Tu absolutnie nie ma usprawiedliwień - niezależnie od pogody, wyjazdów itp.itd. Wiedząc, że 21 października będziemy daleko od miejsca zamieszkania (a w zasadzie - zameldowania) - możemy wcześniej pobrać zaświadczenie i głosować tam, gdzie będziemy. Dotyczy to także II tury czyli 4 listopada. Trzymając już w ręku kartę do głosowania - szukamy listy "antyPiS". Czy nam się to podoba czy nie - największe szanse ma tu Koalicja Obywatelska oparta na porozumieniu PO i Nowoczesnej. Dopiero wśród zgłoszonych przez nią kandydatów szukamy konkretnego nazwiska osoby, która naszym zdaniem będzie naszym najlepszym reprezentantem. I to na wszystkich szczeblach - na wójta, burmistrza czy prezydenta miasta, do Rady Miasta lub Gminy i do sejmików wojewódzkich.  Warto zainteresować się wcześniej - w dobie internetu nie trzeba nawet chodzić na spotkania z kandydatami, wszystko można znaleźć w sieci.

Czy takie podejście do wyborów jest sprawiedliwe? Obawiam się, że nie do końca. Z pewnością ucierpią na tym wszystkie ruchy lokalne bez etykietek partyjnych. Jest tam z pewnością wielu wartościowych działaczy, których w ten sposób wyeliminujemy. Niestety, te wybory są jednak zupełnie inne niż wszystkie. Cel nadrzędny czyli odsunięcie PiS ma tu jednak kluczowe znaczenie.


poniedziałek, 06 sierpnia 2018

Dziś, 6 sierpnia 2018r. to trzecia rocznica zaprzysiężenia Andrzeja Dudy na stanowisko Prezydenta RP. Jak ją ocenić? Dla mnie to marna prezydentura żałosnego prezydenta. Ktoś jeszcze pamięta, jaki miał być niezłomny? Jak się zarzekał, że nie będzie notariuszem rządu? Rzeczywistość okazała się zupełnie inna, niestety. I nawet biorąc pod uwagę lojalność wobec środowiska, które go poparło - to zdecydowanie przesadza w swojej nadgorliwości. Zero samodzielności i pomysłu na własną prezydenturę. Wychylił się tylko raz - wetując ustawę degradacyjną. Jego autorski pomysł referendum okazał się takim niewypałem, że nawet nie da się go poważnie skomentować.
Owszem, ma szansę na przejście do historii - jako ten, który wielokrotnie złamał Konstytucję i aktywnie przyczynił się do zdemolowania trójpodziału władzy w Polsce. Mam wątpliwości, czy warto było? Tym bardziej, że po skończonej kadencji coś będzie musiał z sobą zrobić. Wróci na uczelnię? I będzie liczyć na szacunek studentów?
Choć trzeba przyznać, że się uczy. Ostatnio coraz mniej macha łapami, ogranicza się do zaciśniętej pięści. Ciągle jednak krzyczy i to robi też fatalne wrażenie.

Jestem uprzedzona? Z pewnością, to moja subiektywna ocena. Nie głosowałam na niego, a sam Andrzej Duda nawet nie próbuje udawać, że chce/może/potrafi być prezydentem wszystkich Polaków. Trudno. Przeczekamy.

niedziela, 10 czerwca 2018

Czasy tzw. "dobrej zmiany" to bardzo burzliwy okres w naszym kraju. Co chwila aż się prosi o reakcję, komentarz, spisanie, żeby nie zapomnieć. Czemu więc mam wrażenie, że polityczna część blogosfery coraz bardziej gaśnie, zanika, nie reaguje na bieżące wydarzenia? Dotyczy to także mnie samej - ostatnia notka na blogu ma datę z grudnia ub.r. A przecież przez ostatnie pół roku tyle się działo... Likowanie na FB czy RT na TT na pewno niczego nie załatwiają, aby głośno mówić o tym, co nam się nie podoba. I wprawdzie na początku maja nagle posypało mi zdrowie, niespodziewanie wylądowałam też w szpitalu, ale nie jest to żadne usprawiedliwienie. Kryzys zaczął się już wcześniej.

Chyba czas najwyższy wziąć się w garść - zachęcam też innych blogerów. Za kilka miesięcy wybory samorządowe - to będzie ważny sprawdzian stanu demokracji w Polsce. Nie powinniśmy tego odpuszczać, musimy zacząć pisać/działać/pilnować/nagłaśniać. To minimum, które możemy zrobić. W końcu teraz decyduje się to, w jakim kraju będziemy żyć przez najbliższe lata - póki co to odbudowujemy czasy słusznie minione, w których władza wie lepiej i decyduje za nas. Pamiętam czasy PRL-u i nie chciałabym już do tego wracać, a tym bardziej fundować tego przyszłym pokoleniom.

Jednym słowem - blogerzy do notek i "spisujemy słowa i czyny".

niedziela, 24 grudnia 2017

Z "Przewodnika Katolickiego" z 28 grudnia 1930 roku

Zwyczaje i obrzędy ludowe w Będziemyślu, pow.ropczycki, woj.krakowskie

W dzień wigilijny już przed świtem zrywają się wszyscy z posłania, wierząc, że "kto w wiliję wstaje raniuśko, ten tyz wcas bedzie wstawał bez caluśki rok ..." . Wszyscy pilnie i ochoczo zabierają sie do pracy, bo tak pójdzie im ona przez cały rok, a co się w tym dniu przydarzy, tak też dziać się będzie przez wszystkie następne dni do następnej wiliji.... Od samego ranka panuje wielki ruch w chatach. Gosposie z córeczkami pieką "podpłomyki" na śniadanie dla domowników, z białej "kupnej" mąki pieką placki, kukiełki, a z domowej - chleby na cały tydzień. Gospodarz z chłopcami lub parobkiem rąbie drzewo, rżnie sieczkę na trzy dni. Wszyscy poszczą cały dzień, a nawet "suszą" o kawałku chleba, lub o pieczonych ziemniakach - aż do wieczerzy....
Gdy gospodyni upora sie z plackami, zaczyna gdzieś koło "połednia" warzyć po trochu z każdej potrawy, jakiej w ciągu roku będą używać.
Południowego jadła, - obiadu - dziś niema, więc apetyty "zaostrzone" po jałowem, suchem śniadaniu i wszystko z utęsknieniem oczekuje tradycyjnej wigilijnej wieczerzy, na która przecie mają przybyć "kumowie", najbliżsi krewni i sąsiedzi.
Skoro się ściemni i pierwsza gwiazda ukaże się na niebie, wnosi gospodarz do izby snopek owsa, wiązkę słomy i siana. Snopek owsa stawia w kacie izby, siano kładzie na stół, który "gospoś" nakrywa obrusem; część siana rzuca pod stół. Dziewczęta tymczasem kończą starannie zamiatanie izby, boc przez następny dzień święta Bożego Narodzenia nie wolno będzie ruszać miotły.
Przed "pośnikiem" wszyscy wymyci i wypucowani klęcząc odmawiają pacierz i proszą Boga, by im raczył błogosławić w pracy przez cały rok. Gdy się zjawią zaproszeni goście, łamią sie wszyscy w milczeniu opłatkiem, życząc sobie szczęścia, zdrowia, "fortuny, a po śmierci niebieskiej korony" i doczekania drugiej wiliji ....
Dejsze nam, Boże, scęśliwie dockać drugie wilije i drugiego Bożego Narodzenia - odzywa się poważnie głowa rodziny.
- O, dej-ze nom, dej - dorzuca babunia-staruszka.
Wszyscy zasiadają do stołu - do postniku; jedynie małe dziecięta - z łyżkami w rękach stoja przy stole (...)
"Pośnik" wigilijny składać się musi ze wszystkich potraw, które się jada cały rok. A każdy je powoli, z rozwagą i namaszczeniem pewnem, boć to przecie nie zwykła wieczerza, ale rodzaj uroczystego obrządku ludowego. I przynosi skrzetna mamusia - z kuchni - "z blachy" miske za miską, z któej wszyscy społęm, w zgodzie zajadać mają. A więc najpierw barszcz z grzybami, potem ziemniaki lnianym olejem namszczone, następnie kapusta z grochem, paluszki z olejem, fasola, pęcak z jabłkami suszonemi, kaszą jaglaną, kluski, kasza hreczana z ugotowanemi śliwkami suszonemi, pierogi z kapustą, lub z powidłem.
Zaczynając "pośnik" - mówi gospodarz domu:
- Wilcku, wilcku, chodź-ze do pośnicku ! Jak nie przyjdzies dzisioj, to nie przychodź nigdy.
Gdy jedzą kapustę, gospodarz bierze za głowę najbliżej siedzącego, mówiąc: "Składaj się kapustko, składaj, byś tako urosła, jak głowa człowieka". To samo robią i inni domownicy między sobą. Kiedy zajedzą groch, pociagaja się za włosy, mówiąc: "Wij się, grosku, wij" - lub - "wiąz się grosku, wiąz". Podczas jedzenia kaszy jaglanej, uderzają się lekko po głowach, móiąc: "Kiść się, proso, kiść!". Gdy jedzą ziemniaki, mówią: "Ródźcie się, ziemniocki, ródźcie !". Przy jedzeniu zaś potraw mącznych mówią: "Pleń sie, zboze, pleń!".
Wzięła mamusia miskę ze stołu - a z nią i kawałek opłatka, podłozonego umyślnie pod miskę.
- O, widzis, staro - mówi ojciec - plenie będzie proso, bo sie przylepiuł opłatek do miski.
- A zimnioki tyz plenie bedą - odzywa się mały Wojtuś - bo jaze dwa kawołecki opłatka przylepiły sie.
- A - nie dziwota - mówi Marysia - bo mądry Wojtuś pośliniuł pewnikiem opłatek.
- A juści - wtrąca się Kasia Wilczeńsconka - ma dużo śliny w gambie, bo napiuł się wody podczas pośniku i teraz do bedzie bez cały rok zgaga paliła.
- Nie baj baja - mói rozsądny ojciec. Nie wywołuj wilka z lasu - przemawia od "blachy" matka. Zakolendujcie co - to bendzie lepiej. I poważnym głosem zaczyna ojciec kolędę: Wśród nocnej ciszy ....
Po skończonej wieczerzy i pacierzu zasiadają na ławach i zaczynają śpiewać przepiękne kolędy i pastorałki. Babcia wzięła do ręki kantyczkę i jęła śpiewać z wnuczętami jedną po drugim pastorałkę, aż jej głos zachrypł.
Dziewczęta jakoś nie mogą usiedzieć na miejscu, toz wybiegają na podwórko i nadsłuchują; z której strony pies zaszczeka, z tej strony przyjdzie chłopieć przeznaczony na męża. Gospodarz zaś lub jego synowie robią wróżby: rzucają ździebłą żytniej słomy na pułap - za tragarz; ile ździebeł słomy zatrzyma się za tragarzem, tyle kop żyta będzie w przyszłym roku.
Potem wychodzą do sadu owocowego. Parobek, idąc naprzód, uderza siekierą w drzewo i zapytuje się: - "Bedzies rodzić cy nie, bo cie zetne ?" - Drugi zaś, idąc za nim, odpowiada: "Oj, nie ścinaj go tyz, bo jesce bedzie rodziło", - i obwiązują drzewo powrósłem, aby silniej owocowało. Inni zaś znów obsypują drzewo makiem, aby tyle owoców było na niem, ile ziarnek maku ...

Ks. Jan Wacławski

Czasem fajnie jest zobaczyć, jak to kiedyś bywało, szczególnie w kontraście z współczesną komercją.

Wszystkim życzę, aby w te Święta Bożego Narodzenia znaleźli to, co dla nich najważniejsze. I aby to trwało jak najdłużej....

Tagi: wigilia
08:45, marzatela , II RP
Link Komentarze (50) »
wtorek, 28 listopada 2017

Przez ostatnie dwa lata, na każdym kroku, obecna władza próbuje nam urządzać życie, decydując za nas co, jak i kiedy powinniśmy robić. Dotyczy to także sposobów spędzania niedzieli. Sorry, ale walka o wolne niedziele dla pracowników niektórych(!) sklepów to dla mnie zasłona dymna, za dużo jest tych dziwnych wyjątków pozwalających na otwarcie danej placówki handlowej. Podobno, ze względu na wypiek pieczywa, łapie się nawet Biedronka i Lidl. Jeżeli więc celem ma być uwolnienie części pracowników handlu od pracy w niedziele - to jakoś mało sprawiedliwie to wygląda.

Rzadko wybieram się na zakupy w niedziele, choć często zdarza mi się wejść do sklepu na osiedlu po jakiś sok, ciastka czy papierosy. Ostatnia niedziela była pod tym względem wyjątkowa, chciałam skorzystać z promocji związanych z przedłużonym na cały weekend Black Friday. Zaplanowałam konkretnie zakup jeansów, więc wspólnie z synem i jego dziewczyną postanowiliśmy wybrać się do jednej z większych gdańskich galerii handlowych.
Zaczęliśmy od pójścia na mszę do kościoła - tu żadna ustawa nie jest mi potrzebna, chodzę, bo chcę. Jak ktoś nie chce - to na pewno nie da się go do tego zmusić. Pogoda była całkiem znośna, więc zaraz potem spacerkiem udaliśmy się do galerii. Wkrótce po wejściu spotkaliśmy mojego brata i bratową, więc od razu poszliśmy na kawę. Było rodzinnie i sympatycznie, pogadaliśmy sobie na spokojnie. Potem pochodziliśmy po sklepach, a na końcu postanowiliśmy zjeść obiad. Padło na Pizzę Hut. Gdy stamtąd wychodziliśmy nie było już wolnych stolików, a przed wejściem stała kolejka chętnych do wejścia.

W drodze powrotnej do domu dyskutowaliśmy o tym, jak to będzie wyglądało po wprowadzeniu niedzielnego zakazu handlu? Akurat ta galeria raczej będzie zamknięta. Wprawdzie jest tam sporo lokali usługowych, cukierni, kawiarni i lokali gastronomicznych, ale jeżeli sklepy będą zamknięte - szanse na ich zapełnienie będą niewielkie. Tym bardziej, że w pobliżu jest dworzec PKP z inną galerią, która będzie pewnie czynna, więc spokojnie będzie można się tam udać na zakupy. Bardzo prawdopodobne więc, że wzrosną ceny i to na pewno nie jest optymistyczne. Zmniejszy się też zatrudnienie, zarówno w sklepach jak i lokalach. Ucierpią na tym najbardziej dorabiający w weekendy studenci. A kościoły i tak się od tego nie zapełnią....

Innym wymiarem tej swoistej "bitwy o handel" jest wprowadzenie prohibicji w godzinach od 22.00 do 6.00. W niedalekiej okolicy od mojego domu jest kilka sklepów zamykanych późno lub czynnych całodobowo. Wprawdzie nie zdarza mi się tam chodzić w środku nocy (a tym bardziej po alkohol), ale podejrzewam, że też znacznie ograniczą czas handlu. W końcu ile osób może w środku nocy chcieć kupić mleko, mrożoną pizzę czy słoik pulpetów w sosie pomidorowym? A ci, którym zabraknie alkoholu - spokojnie dadzą sobie radę. Nawet w czasach, gdy był on na kartki, też nie było większego problemu.

Po co więc to wszystko? Tęsknota za PRL i chęć powrotu do tamtych rozwiązań? Czy też przekonanie obecnej władzy, że ma monopol na jedynie słuszny styl życia? Wprowadzają, bo mając większość w parlamencie mogą?

PS. Jeszcze jedna mała uwaga: przez wiele lat pracując w telekomunikacji, pracowałam w systemie całodobowym. Doskonale więc wiem, co oznacza praca nie tylko w niedziele czy w nocy, ale także w święta typu Wigilia, Sylwester itp.


piątek, 20 października 2017

Czwartkowe popołudnie, 19 października 2017, Pl. Defilad w Warszawie - oblany jakąś łatwopalną substancją mężczyzna sam się podpala. Szybko zostaje ugaszony, zabiera go pogotowie, jest w stanie ciężkim. W pobliżu znajduje się list mężczyzny ujawniający powody, dla których to zrobił.

Treść listu mężczyzny, który podpalił się przed PKiN

Zdjęcia listu szybko pojawiły się w mediach społecznościowych. Nie trafiłam natomiast na żadne zdjęcie samej tragedii, choć nie wiem, czy miałam szczęście, czy rzeczywiście nikt nie wrzucił do sieci? To chyba dobry objaw - tragedia nie może być traktowana jako źródło sensacji.
W stosunku do samego listu mam nieco inny stosunek, tym bardziej, że autor sam prosi w nim o jego rozpropagowanie. List ma jednoznacznie polityczny charakter - całą winą obarczony zostaje niszczący wszystkie fundamenty demokracji PiS.

"Chciałbym, żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach. 

Czy ta tragedia powinna być raczej przemilczana czy nagłaśniana? Moim zdaniem - nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. To jednak akt niesamowitej desperacji - próba samobójcza w tak straszliwym wykonaniu jest nie do wyobrażenia. Na pewno nie powinien to być wzór do naśladowania i to niezależnie od mniej czy bardziej szlachetnych intencji czy poglądów politycznych. Może to jest przyczyną tego, że media raczej oszczędnie informują o tym wydarzeniu?
Z drugiej strony - jeżeli ktoś zdobywa się na taki krok, z pewnością liczy na wstrząs i nagłośnienie ważnych dla siebie wartości. Co więc powinien zrobić każdy zgadzający się z tymi wartościami? Chyba jednak nie można przemilczać tego przesłania - zbyt wysoką i bolesną cenę za nie zapłacono.

Adresaci listu czyli władza jakoś generalnie pomija to wydarzenie (podobnie zresztą jak głodujących rezydentów). Na pewno niewygodny temat, więc lepiej go wyciszyć i zagłuszyć falą hejtu. Wolność, równość, demokracja wymagają jednak czasem więcej niż tylko Like'a na Facebooku czy FF na TT. Mamy szanse na pobudkę i zaangażowanie w ich obronie?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 132











ministat liczniki.org


Komentarze.eu - Przegląd polskiej blogosfery
Blogi Polityczne