Żyję tu i teraz i nie jest mi wszystko jedno co się dzieje wokół mnie . To moje subiektywne spojrzenie na Rzeczypospolite ...
sobota, 02 kwietnia 2016

Tzw.kompromis aborcyjny obowiązuje w naszym prawie już od wielu lat. Do tej pory wszelkie próby zmiany ustawy decydującej o dopuszczalności przerwania ciąży, zawsze kończyły się stwierdzeniem - jest kompromis, nie ruszajmy go. Co ważne - mówiły to wszystkie strony, niezależnie od światopoglądu. Wygląda jednak na to, że takie podejście mamy już za sobą, przyszła pora na "ruszenie kompromisu". A to oznacza, że czeka nas wielka debata światopoglądowa, pełna emocji i ostrych słów. Obawiam się, że wszelkie inne spory bieżącej polityki zostaną przez to usunięte w cień, na wszelki wypadek więc pamiętajmy: to Trybunał Konstytucyjny stoi dziś na straży Konstytucji, obowiązkiem rządu jest niezwłoczne publikowanie jego wyroków.

W połowie marca br. organizacje pro-life oficjalnie zawiadomiły marszałka sejmu o powołaniu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Stop aborcji". Teraz zbierane są głosy pod tym projektem - potrzebnych jest ich 100 tysięcy. Projekt zmian w ustawie jest tu:

Ochrona życia - projekt 2016

Jestem wielką zwolenniczką społeczeństwa obywatelskiego, więc nie będę krytykować tej inicjatywy. Każdy ma prawo do własnych poglądów i szukania dla nich poparcia. Choć sama nie podpiszę się pod tym projektem, głównie dlatego, że jestem katoliczką. Wystarczy mi piąte przykazanie Dekalogu, a obowiązujące obecnie prawo państwowe nie zmusza nikogo do aborcji, a jedynie w określonych przypadkach daje po prostu taką możliwość - tu nie ma żadnego dylematu Antygony. Jednocześnie jednak zupełnie nie czuję się uprawniona do decydowania za kogoś innego zgodnie z moim światopoglądem.

W kościołach w całej Polsce będzie czytany list KEP. Jego treść to:

Komunikat Prezydium KEP w sprawie pełnej ochrony życia człowieka 

Na dobrą sprawę też nie miałabym tu zastrzeżeń. Biskupi mają prawo pisać listy, a odczytywanie ich w trakcie mszy, w kościele, automatycznie powoduje, że ich adresatami są wierni, w dodatku praktykujący. Rozczarowana jestem tu jednak jego treścią: dlaczego KEP nie odwołuje się do sumienia, zasad wiary i Dekalogu? Czy prawo ludzkie, zapisane w kodeksach powinno być dla katolików ważniejsze niż prawo Boskie? Z mojego punktu widzenia powinno być to raczej odwrotnie. Może podobnie jak z rozwodami? Jestem katoliczką, więc niezależnie od możliwości prawnej rozwodu "nie opuszczam aż do śmierci", starając się przy okazji o unieważnienie ślubu kościelnego, by za chwilę ponownie stanąć na ślubnym kobiercu.
Przez internet przelewają się informacje, aby jutro w trakcie odczytywania tego listu demonstracyjnie wstać i wyjść z kościoła. Akcja zdecydowanie zyskuje na popularności, ale moim zdaniem jej efekt nie będzie zbyt spektakularny. Głównie dlatego, że list KEP jest krótki i nie będzie odczytywany w ramach kazania, a jedynie w trakcie ogłoszeń czyli już pod koniec mszy.

Nie wiem, czym to się ostatecznie skończy, ale wygląda na to, że otwieramy puszkę Pandory, która jeszcze bardziej podniesie temperaturę sporu w społeczeństwie. Już trwają przygotowania do obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej liberalizującej ustawę aborcyjną. Skoro obecny kompromis już nie jest nietykalny, to kto wie jaki będzie efekt końcowy?


sobota, 26 marca 2016
wtorek, 22 marca 2016

atak terrorystyczny w Brukseli

 

Wisława Szymborska

Terrorysta, on patrzy.

Bomba wybuchnie w barze trzynasta dwadzieścia.
Teraz mamy dopiero trzynastą szesnaście.
Niektórzy zdążą jeszcze wejść.
Niektórzy wyjść.

Terrorysta już przeszedł na drugą stronę ulicy.
Ta odległość go chroni od wszelkiego złego
no i widok jak w kinie:

Kobieta w żółtej kurtce, ona wchodzi.
Mężczyzna w ciemnych okularach, on wychodzi.
Chłopaki w dżinsach, oni rozmawiają.
Trzynasta siedemnaście i cztery sekundy.
Ten niższy to ma szczęście i wsiada na skuter,
a ten wyższy to wchodzi.

Trzynasta siedemnaście i czterdzieści sekund.
Dziewczyna, ona idzie z zieloną wstążką we włosach.
Tylko że ten autobus nagle ją zasłania.

Trzynasta osiemnaście.
Już nie ma dziewczyny.
Czy była taka głupia i weszła, czy nie,
to się zobaczy, jak będą wynosić.

Trzynasta dziewiętnaście.
Nikt jakoś nie wchodzi.
Za to jeszcze wychodzi jeden gruby łysy.
Ale tak, jakby szukał czegoś po kieszeniach i
o trzynastej dwadzieścia bez dziesięciu sekund
wraca po te swoje marne rękawiczki.

Jest trzynasta dwadzieścia.
Czas, jak on się wlecze.
Już chyba teraz.
Jeszcze nie teraz.
Tak, teraz.
Bomba, ona wybucha.


niedziela, 13 marca 2016

Do napisanie tej notki przymierzałam się już od tygodnia - gdy w TVN24 usłyszałam o propozycji tzw.kompromisu przedstawionego przez Michała Ujazdowskiego. Temat jest nadal aktualny, a w świetle ostatnich wydarzeń - może nawet jeszcze bardziej?

Przede wszystkim podstawowym nieporozumieniem jest to, że politycy PiS, ale także ugrupowania Kukiz'15 sprowadzają problem Trybunału Konstytucyjnego do personaliów. Z całym szacunkiem dla sędziów TK, ale nie ma znaczenia, czy zasiada tam sędzia Kowalski czy Malinowski. wybrany głosami takiej czy innej większości parlamentarnej. Grudniowa nowela ustawy o TK paraliżuje ich wszystkich tak samo, niezależnie od "nadania politycznego". Kolejność rozpatrywania spraw wg kolejności zgłoszeń powoduje, że TK po prostu staje się niewydolny. Jak to opisała jedna z zaprzyjaźnionych blogerek w notce Co by było gdyby - dobrym porównaniem jest szpitalna izba przyjęć. Jeśli zawałowca czy ofiarę wypadku ustawimy na końcu kolejki, gdyż kilku pacjentów z katarem lub chorym palcem przyszło wcześniej - to efekty będą fatalne. Dokładając do tego wymóg, że każdy pacjent musi być przebadany przez grupę 5 lekarzy różnych specjalności - może się okazać, że nawet ci pacjenci z katarem zanim uzyskają poradę, będą mieć już zapalenie płuc.

Z Trybunałem Konstytucyjnym jest tak samo - są sprawy mniejszej i większej wagi, wymagające więcej lub mniej czasu oraz różnego zaangażowania sędziów. Nie da się wprowadzić tu urawniłowki. I to na tym właśnie polega prawdziwy i faktyczny paraliż TK, całkowicie uniemożliwiający mu pracę. O jakim kompromisie można więc tu mówić? I jaki wpływ na rozwiązanie problemu mogłoby tu mieć poparcie polityczne udzielone poszczególnym sędziom?
9 marca 2016r. TK wydał wyrok: nowelizacja ustawy o Trybunale Konstytucyjnym jest niezgodna z Konstytucją. I tyle. Orzeczenie to nie wymaga już żadnego zatwierdzania - ani przez prezydenta, ani premiera ani szefa partii mającej większość w sejmie. Teraz pozostała do wykonania tylko czynność techniczna: publikacja w Dzienniku Ustaw.

Być może warto się zastanowić nad zmianami w Trybunale Konstytucyjnym, a konkretnie nad sposobem powoływania sędziów, tak, aby pozbyć się wszelkich politycznych konotacji. Tu z pewnością może być miejsce na kompromis i ponadpartyjne porozumienie.
A przy okazji: w polskim prawie obowiązuje domniemanie, że póki TK nie zdecyduje inaczej - każda ustawa jest zgodna z Konstytucją. Ta sama zasada obowiązywała również w poprzedniej kadencji sejmu, gdy Andrzej Duda nie zaprzysiągł sędziów wybranych przez  koalicję PO-PSL. Szkoda, że wówczas nikt nie pamiętał o tej zasadzie,

A na zakończenie (choć może od tego powinnam zacząć?) - wielkie uznanie dla Profesora Andrzeja Rzeplińskiego. Jest dziś symbolem walki o państwo prawa i prawdziwym strażnikiem Konstytucji. Należy mu się nasz szacunek i wsparcie.


środa, 09 marca 2016

Andrzej Duda

 

Nie głosowałam na Andrzeja Dudę, PiS to zupełnie nie moja bajka. Jakoś tak jednak tkwi we mnie szacunek dla urzędu Prezydenta RP i niezależnie od tego, czy mi się to podoba - jest to także mój prezydent. Przynajmniej tak mi się wydawało teoretycznie - po wczorajszych słowach PAD-a w Otwocku zostałam pozbawiona złudzeń. Człowiek stojący na czele mojej ojczyzny wyraża się o mnie "ci ludzie... ".
Tak, należę do KODu, biorę udział w demonstracjach. Nigdy nie byłam beneficjentką żadnego układu. Wszystko co mam (niewiele tego) zawdzięczam swojej własnej pracy i to nie w sektorze państwowym. Nie modlę się o powrót "dojnej ojczyzny", gdyż nigdy tak nie patrzyłam na Polskę. Nie wiem, na jakiej podstawie i w oparciu o jakie kryteria Andrzej Duda uważa się za "pierwszą kategorię" i kogo ma na myśli mówiąc "my"? Wyraźnie i zdecydowanie widać jednak, że albo zrezygnował z budowania "wspólnoty", albo ogranicza ją tylko do zwolenników jednej partii. Swoją "niezłomność" też ograniczył: niezłomnie i niezwłocznie, wbrew wszystkim opiniom prawnym, wykonuje wszystkie polecenia otrzymane od swojej partii.  

Tak, czuję, że w wyniku tzw. "dobrej zmiany" straciłam i to coś bardzo ważnego: zaufanie do państwa i jego prawa. Obecna większość parlamentarna, działając chyłkiem, pod osłoną nocy, gwałci prawo i to na czele z konstytucją i to bardzo mi się nie podoba. To, że (jeszcze) mogę demonstrować wcale nie świadczy o tym, że żyjemy w demokratycznym państwie prawa. Jest wiele innych aspektów - jak choćby paraliż Trybunału Konstytucyjnego, które świadczą o tym, że demokracja w naszym kraju wcale nie ma się dobrze.

Szanuję urząd Prezydenta, ale całkowicie straciłam szacunek do Andrzeja Dudy. Zapamiętam go jako pierwszego (i mam nadzieję - jedynego) prezydenta, który zamiast łączyć - dzieli i obraża tych, którzy mają inne poglądy i nie popierają PiS.

Nie będę natomiast komentować obraźliwych i nienawistnych słów Jarosława Kaczyńskiego. Z mojego punktu widzenia - to szeregowy poseł (prezesem jest dla członków PiS) - nie jest jedyny. Posłów wypowiadających się w narracji przemysłu pogardy, nienawiści i atakowania inaczej myślących w sejmie nie brakuje. Szkoda nerwów,aby się nimi zajmować.

flaga Polski

czwartek, 03 marca 2016

W ramach budowania przez PiS i prezydenta tzw. wspólnoty jesteśmy coraz bardziej podzieleni, w dodatku bez najmniejszych perspektyw wyjścia i chociażby prób zasypania ogromnej, dzielącej nas przepaści. Coraz częściej mam wrażenie, że stoimy na krawędzi wojny domowej.
I dramatycznie brakuje nam autorytetu, który mógłby przemówić, odwołując się do tego, że wszyscy jesteśmy Polakami.

Niestety, nie brakuje nam za to tych, którzy jeszcze podgrzewają atmosferę i to w sposób przekraczający wszelkie granice. Dziś na Twitterze znalazłam to:

Ziemkiewicz

Owszem, wiadomo jaki jest Ziemkiewicz, słynie z dosadnych i nieetycznych wypowiedzi, ale lansowanie się nawoływaniem do śmierci to już jednak całkowita ohyda. Nawet trudno to skomentować. I szczerze mówiąc - nie mam pomysłu jaka powinna być reakcja na takie słowa? Chyba tylko dokumentowanie, aby gdzieś nie zniknęło w otmętach internetu. Kiedyś może to być potrzebne.
A idąc tokiem rozumowania RAZ-a - czy powołano już komisję szukającą miejsca na Wawelu?

wtorek, 01 marca 2016

Polska murem za Wałęsą

Prezydent Lech Wałęsa, udzielając wczoraj wywiadu Monice Olejnik, na zakończenie zadał jej pytanie, czy ją przekonał? Całkiem dobre pytanie - ja nie potrafię odpowiedzieć na nie jednoznacznie. Tym bardziej, że w tym przypadku nie oczekuję tego, żeby ktoś mnie przekonywał do swoich racji. To jednak wcale nie o to chodzi.

Byłam na gdańskiej manifestacji KOD, relacja jest tu:

Manifestacja KOD w Gdańsku

Tak, stoję murem za Wałęsą, doceniając to, co zrobił dla odzyskania niepodległości, tego że żyję w wolnym kraju, jesteśmy członkiem UE, a zamiast stacjonujących u nas wojsk radzieckich jesteśmy członkiem NATO. Gdyby nie Lech Wałęsa - wszystko to mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. To wszystko działo się na moich oczach i żadna "nowa polityka historyczna" nie spowoduje u mnie amnezji i przyjęcia narracji jednej partii politycznej. Nawet, gdy prezydencki doradca Zybertowicz uważa mnie za element prowadzonej przez Rosję wojny hybrydowej. Cóż, moje uczestnictwo w manifestacjach jest moją suwerenną decyzją i wynika tylko z chęci obrony ważnych dla mnie wartości, deptanych i niszczonych przez obecną władzę. I cieszę się, że tak wiele osób myśli podobnie i udało nam się odnaleźć i wspólnie zamanifestować. Także w obronie Lecha Wałęsy, który niezależnie od tego, co znajduje się w tej mniej lub bardziej wiarygodnej teczce - jest symbolem tych zmian.

Problem jednak w tym, że śledząc ostatnie wypowiedzi LW, w tym także wczorajszą specjalną "Kropkę nad i" - znowu poczułam taką mało przyjemną kluchę w gardle, którą pamiętam z czasów prezydentury. Nie wiem, na czym to polega, ale Lech Wałęsa jest/był doskonałym mówcą na wiecach, a jakoś nie wychodzą mu wypowiedzi ani w internecie, ani w wywiadach telewizyjnych. Przykre to, ale to wszystko powoduje jeszcze większy zamęt, a w dodatku jest wykorzystywane przez tych, którzy dyskredytując Lecha Wałęsę, sami chcą w ten sposób podwyższyć swoje znaczenie. Jednocześnie jednak mało mi się podobało rzucanie oskarżeń wobec Anny Walentynowicz czy Krzysztofa Wyszkowskiego. Biorąc pod uwagę, że prezydent sam jest teraz zaszczuwany, nie powinien robić tego w stosunku do innych. Mało też mi się podobało ta legendarna już megalomania, choć do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić.

Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem bardzo krytyczna w stosunku do Lecha Wałęsy.
A jednak nadal stoję za nim murem, doceniając to wszystko, co zrobił dla Polski.

środa, 24 lutego 2016

Może to pora, aby Andrzej Wajda nakręcił nowy film? Kolejny z serii "Człowiek z ..."? Tym razem - "Człowiek z krwi i kości"? Będący w swojej wymowie przeciwieństwem Człowieka z brązu, nieskazitelnego i bez wad?
Mamy w sobie coś takiego, że lubimy widzieć i świat i ludzi wyłącznie w barwach czarno - białych, nie dopuszczając żadnych stanów pośrednich. Jeśli kogoś uznajemy za bohatera - to zdecydowanie nie dopuszczamy do siebie myśli, że mógłby mieć jakąkolwiek słabość, wadę. W drugą stronę też to działa - antybohater nie może mieć najmniejszej zalety, potępiamy go w całości. Działa to zarówno w stosunku do pojedynczych osób, jak i Polaków jako narodu. Stąd wspominanie i podkreślanie Westerplatte, Powstania Warszawskiego, Monte Cassino i całkowite odrzucanie np. Jedwabnego.
Oglądałam ostatnio film "Wywiad ze słońcem narodu", opowiadający o przywódcy Korei Północnej. Moim zdaniem film kiepski i w ogóle mi się nie podobał. Skojarzył mi się jednak, gdyż pokazany tam Kim Dzong Un w oficjalnej propagandzie był uważany za istotę bez potrzeb fizjologicznych. Wielki przywódca jest tak zapracowany dla dobra narodu, że nie ma czasu na tak banalne sprawy. Pamiętając powszechne oburzenie związane z naszym polskim filmem "Tajemnica Westerplatte", w którym nasi żołnierze nie tylko bohatersko walczą w obronie ojczyzny, ale także klną, mają chwile słabości, piją alkohol - mam wrażenie, że w zakresie uprawiania propagandy mamy wiele wspólnego z Koreą.

Patrząc na to, co dzieje się ostatnio wokół Lecha Wałęsy - widać to jak w soczewce. Skoro jest symbolem naszej wolności, nie zgadzamy się absolutnie na to, aby miał w swoim życiu jakiekolwiek słabości, chwile załamania czy też wady. A gdy okazuje się, że jest to po prostu człowiek z krwi i kości, wcale nie chodząca doskonałość i spiżowa postać, to potępiamy go w czambuł, całkowicie odrzucając również to, co wielkie, wspaniałe i  co mu zawdzięczamy. Kompletna paranoja.
Nie myli się ten, kto nic nie robi. Człowiek aktywny może mylić się w swoich wyborach, popełniać błędy - liczy się, jakie wnioski z nich wyciąga i jaki jest ostateczny bilans. Wyraźnie zapominają o tym wszyscy ci, którzy dziś tak łatwo wydają sądy i potępiają Lecha Wałęsę. Szkoda, że w stosunku do siebie samych są równie krytyczni.

Lech Wałęsa ma swoje miejsce w historii i to nie tylko Polski, ale Europy i świata. Nie da się tego "odkręcić" przez żadną ofensywę propagandy i tzw. "polityki historycznej". Tym bardziej, że dotyczy to naszej historii najnowszej, a wydarzenia te toczyły się na oczach wielu milionów Polaków. Doceniając jego rolę, nie byłam zachwycona prezydenturą, nie uważam go za wzór moralności, dostrzegam liczne wady. Nie czuję się kompetentna w ocenie materiałów znalezionych w szafie Kiszczaka, zresztą nawet ich nie przeglądałam. Nie ma to dla mnie znaczenia - to dzięki Lechowi Wałęsie żyję dziś w wolnym i niepodległym kraju.  Zdecydowanie sprzeciwiam się linczowaniu naszego bohatera i sprowadzaniu go obrazu wynikającego z teczek SB z początku lat 70-tych.

I dlatego w najbliższą niedzielę będę tu:

Polska murem za Wałęsą 


czwartek, 18 lutego 2016

Trzy miesiące temu, 18 listopada 2015r., został zaprzysiężony rząd Beaty Szydło. Wprawdzie zwyczajowo pierwsze oceny pojawiają się w w okolicach "studniówki", ale biorąc pod uwagę, że PiS lubuje się w miesięcznicach - może to dobry czas na pierwsze podsumowania? Tym bardziej, ze działo się w tym czasie aż nazbyt wiele, choć akurat niekoniecznie za przyczyną rządu. Owszem, posłowie i senatorowie zarwali wiele nocy procedując cała serie ustaw, ale nie były to propozycje rządowe, tylko grupy posłów. Jak na eksponowaną w trakcie kampanii wyborczej teczkę pełną projektów ustaw na pierwsze sto dni rządów - realizacja wygląda kiepsko. Wprawdzie zostało jeszcze kila dni, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby rząd zdążył uchwalić w tym czasie jakąś znaczącą ustawę.

Owszem, sztandarowy projekt 500+ został uchwalony i jak zwykle od razu podpisany przez prezydenta (pod tym względem rzeczywiście jest niezłomny). Jednak biorąc pod uwagę, że na początku była mowa o 500zl na każde dziecko, a uchwalono ustawę 500zł na niektóre (i to wcale nie najbiedniejsze) dzieci - tu też coś nie do końca zagrało. No, ale liczy się efekt. W ramach programu 500+ są już nawet pierwsze wydatki a'konto przyszłych świadczeń:

Spodziewane efekty 500+

W dodatku nadciąga wiele czarnych chmur i problemów, a jeszcze tak wiele obietnic wyborczych zostało do załatwienia.
Póki co, to przez te 3 miesiące rząd i jego poszczególni członkowie zasłynęli z:

  • kolekcji broszek, dzięki którym premier Beata Szydło zyskała ksywkę Pani Broszka;
  • próby wprowadzenia cenzury w teatrach - tu zasługi ma minister Gliński;
  • lustracji przodków - te obowiązki wziął na siebie Jarosław Gowin;
  • zgłoszenia Polski do udziału w wojnie z ISIS - minister Macierewicz.
    Biorąc pod uwagę, że mój syn znowu(!) dostał wezwanie na ćwiczenia wojskowe - jakoś mało mnie to bawi;
  • wprowadzenia kompletnego chaosu w policji - co ten Błaszczak wyprawia?
  • nie odzyskaliśmy wraku, a teraz nawet nasze ciężarówki nie mogą wjeżdżać do Rosji;

Co będzie dalej?

teczki SB

Wygląda na to, że w naszej debacie publicznej znowu znaczącą role zaczynają odgrywać teczki. O dziwo, chyba tym razem wcale nie w wyniku działania Macierewicza, a tak całkiem po prostu. Ukryte gdzieś w szafie Kiszczaka dokumenty z pewnością nie jest banalne i mało znaczące - makulatury z pewnością nie zabrał na przechowanie. Może chciał się w ten sposób zabezpieczyć? Zapewnić sobie nietykalność? Tego już się nie dowiemy, zresztą nie ma już to znaczenia.
Zakładam, że IPN przejrzy te materiały i wkrótce dowiemy się, co tam jest. Problem ich wiarygodności czyli kwestia tego, czy są to prawdziwe dokumenty czy też wyprodukowane przez SB fałszywki tak naprawdę nie ma też znaczenia. Zbyt wiele razy okazywało się, że są osoby, dla których teczki bezpieki i tak są najwyższą wyrocznią i wszelka dyskusja na ten temat jest bezskuteczna. 

Czy i co podpisał Lech Wałęsa? Jakoś mało mnie to obchodzi. Jeżeli nawet w trakcie strajków 1980 byłby sterowany przez SB (moim zdaniem zdecydowanie nie) - to oznacza to tyle, że powinniśmy postawić pomnik SB. W wyniku tych działań odzyskaliśmy niepodległość. Poza tym jestem jakoś pełna pokory w stosunku do tego - jak ja sama zachowałabym się w takiej sytuacji? Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.Ja miałam szczęście - nikt nigdy nie próbował mnie werbować. W latach 70-tych z racji wieku - dzieci w szkole nie były raczej TW. A w latach 80-tych - były już inne czasy i inna świadomość, widać było, że tamten system zaczyna się powoli rozpadać. Inna sprawa (w zasadzie zasadnicza), ze byłam małym żuczkiem, nie działałam w żadnej konspiracji, więc byłam poza zasięgiem zainteresowania wszelkich służb.

W tym wszystkim mało mi się podoba reakcja samego Lecha Wałęsy. Jeszcze niedawno był gotów do publicznej debaty na temat "Bolka", a teraz jedyne, co ma do powiedzenia, to "zwycięzcy się nie osądza". Rozumiem, że może już być tym znużony, ile lat można się tłumaczyć? Jednak mimo wszystko odbieram to trochę jako arogancję, od razu wykorzystywaną przez jego wrogów. Niestety, frustratów którym zabrakło odwagi, charyzmy, zdolności i nie odegrali w tamtych latach znaczącej roli nie brakuje. Nawet w znacznie młodszym pokoleniu sporo jest też takich, którym się wydaje, że gdyby żyli/nie byli dziećmi w tamtych czasach - byliby z pewnością bohaterami.

A sama Maria Kiszczak? Cóż, wygląda jednak na to, że górują tu powody materialne. Rozumiem to - po śmierci męża też miałam sporo wydatków, nagrobek też nie był tani. Na zatrudnienie Ukrainki, nawet na czarno, do tej pory mnie nie stać.
Nie dziwię się też, że próbuje chronić i dbać o dobre imię swojego zmarłego męża, to naturalne. Jednak zdecydowanie powinna uważać, aby nie przesadzić. Twierdzenie, że Lech Wałęsa zawdzięcza Nagrodę Nobla Kiszczakowi mieści się w kategoriach śmieszności.














ministat liczniki.org


Komentarze.eu - Przegląd polskiej blogosfery
Blogi Polityczne