Żyję tu i teraz i nie jest mi wszystko jedno co się dzieje wokół mnie . To moje subiektywne spojrzenie na Rzeczypospolite ...
wtorek, 28 listopada 2017

Przez ostatnie dwa lata, na każdym kroku, obecna władza próbuje nam urządzać życie, decydując za nas co, jak i kiedy powinniśmy robić. Dotyczy to także sposobów spędzania niedzieli. Sorry, ale walka o wolne niedziele dla pracowników niektórych(!) sklepów to dla mnie zasłona dymna, za dużo jest tych dziwnych wyjątków pozwalających na otwarcie danej placówki handlowej. Podobno, ze względu na wypiek pieczywa, łapie się nawet Biedronka i Lidl. Jeżeli więc celem ma być uwolnienie części pracowników handlu od pracy w niedziele - to jakoś mało sprawiedliwie to wygląda.

Rzadko wybieram się na zakupy w niedziele, choć często zdarza mi się wejść do sklepu na osiedlu po jakiś sok, ciastka czy papierosy. Ostatnia niedziela była pod tym względem wyjątkowa, chciałam skorzystać z promocji związanych z przedłużonym na cały weekend Black Friday. Zaplanowałam konkretnie zakup jeansów, więc wspólnie z synem i jego dziewczyną postanowiliśmy wybrać się do jednej z większych gdańskich galerii handlowych.
Zaczęliśmy od pójścia na mszę do kościoła - tu żadna ustawa nie jest mi potrzebna, chodzę, bo chcę. Jak ktoś nie chce - to na pewno nie da się go do tego zmusić. Pogoda była całkiem znośna, więc zaraz potem spacerkiem udaliśmy się do galerii. Wkrótce po wejściu spotkaliśmy mojego brata i bratową, więc od razu poszliśmy na kawę. Było rodzinnie i sympatycznie, pogadaliśmy sobie na spokojnie. Potem pochodziliśmy po sklepach, a na końcu postanowiliśmy zjeść obiad. Padło na Pizzę Hut. Gdy stamtąd wychodziliśmy nie było już wolnych stolików, a przed wejściem stała kolejka chętnych do wejścia.

W drodze powrotnej do domu dyskutowaliśmy o tym, jak to będzie wyglądało po wprowadzeniu niedzielnego zakazu handlu? Akurat ta galeria raczej będzie zamknięta. Wprawdzie jest tam sporo lokali usługowych, cukierni, kawiarni i lokali gastronomicznych, ale jeżeli sklepy będą zamknięte - szanse na ich zapełnienie będą niewielkie. Tym bardziej, że w pobliżu jest dworzec PKP z inną galerią, która będzie pewnie czynna, więc spokojnie będzie można się tam udać na zakupy. Bardzo prawdopodobne więc, że wzrosną ceny i to na pewno nie jest optymistyczne. Zmniejszy się też zatrudnienie, zarówno w sklepach jak i lokalach. Ucierpią na tym najbardziej dorabiający w weekendy studenci. A kościoły i tak się od tego nie zapełnią....

Innym wymiarem tej swoistej "bitwy o handel" jest wprowadzenie prohibicji w godzinach od 22.00 do 6.00. W niedalekiej okolicy od mojego domu jest kilka sklepów zamykanych późno lub czynnych całodobowo. Wprawdzie nie zdarza mi się tam chodzić w środku nocy (a tym bardziej po alkohol), ale podejrzewam, że też znacznie ograniczą czas handlu. W końcu ile osób może w środku nocy chcieć kupić mleko, mrożoną pizzę czy słoik pulpetów w sosie pomidorowym? A ci, którym zabraknie alkoholu - spokojnie dadzą sobie radę. Nawet w czasach, gdy był on na kartki, też nie było większego problemu.

Po co więc to wszystko? Tęsknota za PRL i chęć powrotu do tamtych rozwiązań? Czy też przekonanie obecnej władzy, że ma monopol na jedynie słuszny styl życia? Wprowadzają, bo mając większość w parlamencie mogą?

PS. Jeszcze jedna mała uwaga: przez wiele lat pracując w telekomunikacji, pracowałam w systemie całodobowym. Doskonale więc wiem, co oznacza praca nie tylko w niedziele czy w nocy, ale także w święta typu Wigilia, Sylwester itp.













ministat liczniki.org


Komentarze.eu - Przegląd polskiej blogosfery
Blogi Polityczne