Żyję tu i teraz i nie jest mi wszystko jedno co się dzieje wokół mnie . To moje subiektywne spojrzenie na Rzeczypospolite ...
czwartek, 13 lipca 2017

Przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się, że Polska to demokratyczne państwo prawa. Od wczoraj to już niestety przeszłość. Wprawdzie uchwalone wczoraj ustawy musi jeszcze przyklepać senat i podpisać prezydent, ale to już tylko standardowe formalności. Trójpodział władzy nie istnieje, a władza sądownicza (w tym już za kilka dni także Sąd Najwyższy) zostaje całkowicie podporządkowana jednej partii politycznej, o ironio, mającej w nazwie prawo i sprawiedliwość.
Program PRL+ w pełnym rozkwicie i byłoby to śmieszne, gdyby nie było tak straszne.

Co dalej nas czeka? Czy za rok o tej porze będziemy jeszcze w UE? Wyjdziemy sami - na podstawie ustawy grupy posłów czy też wyrzucą nas za brak podstawowych standardów demokracji? A może wprowadzony zostanie stan wojenny/wyjątkowy?
Wcale nie mam poczucia przesady - czy 2 lata temu ktoś przewidywał, że sami sobie, w demokratycznych wyborach, zafundujemy władzę, która w ogóle nie będzie przestrzegać żadnych reguł? I zacznie reaktywować standardy znane z czasów słusznie minionych?

Co teraz powinniśmy robić? Jak obronić to, co udało nam się zbudować przez ostatnich 28 lat? Przede wszystkim wolność? Budowa szerokiego frontu antyPiS? Owszem, jest to potrzebne, ale to stanowczo za mało. Szeroko rozumiana opozycja musi się zjednoczyć i nawet zachowując własną odrębność partyjną - przedstawić priorytety umożliwiające odbudowę zrujnowanego państwa prawa. I to już teraz, nie czekając na wybory - wcale nie jest pewne, czy i kiedy będą. No i trzeba edukować, edukować i jeszcze raz edukować oraz tłumaczyć, co dla nas wszystkich oznacza likwidacja państwa prawa i demokracji. Ten obowiązek spoczywa też na nas wszystkich, dla których są to wartości ważne. Na szczęście mamy XXI wiek i treści w internecie nie da się zagłuszyć tak łatwo jak kiedyś radia Wolna Europa.
Kryterium uliczne nie jest na pewno żadnym wyjściem - tym bardziej, że prowokacje władzy są całkiem prawdopodobne. Jednak póki jeszcze można - powinniśmy manifestować i to jak najbardziej masowo. Nie tylko w Warszawie, w całej Polsce. Oczywiście pokojowo i bez agresji.

W tym wszystkim najbardziej mnie przygnębiają sondaże. PiS cały czas w nich góruje, niestety. I mam wrażenie, że to nie tylko efekt 500+. Beneficjenci tego programu raczej już się przyzwyczaili do tych pieniędzy i nie odczuwają ich jako coś specjalnego. W dodatku rosnące ceny podstawowych artykułów realnie pomniejszają wartość nabywczą dodatku. Moim zdaniem tu chodzi o coś więcej. Może zwolennikom PiSu spodobały się słowa o "wstawaniu z kolan"? I przy okazji możliwość dokopania i upokorzenia tych, którym w życiu się powiodło? Takie swoiste odreagowywanie kompleksów?













ministat liczniki.org


Komentarze.eu - Przegląd polskiej blogosfery
Blogi Polityczne