Żyję tu i teraz i nie jest mi wszystko jedno co się dzieje wokół mnie . To moje subiektywne spojrzenie na Rzeczypospolite ...

II RP

środa, 25 listopada 2015

Z "Przewodnika Katolickiego" z 28 września 1930 roku

Chmury od zachodu

Są to jednak nikłe promyki słońca wobec chmur, zasępiających się nad naszym krajem i ciemnego widnokręgu od zachodu. Od Niemiec? Tak! Umiarkowani Niemcy przyznają, że niedziela 14 września, dzień wyborów do ich sejmu, była zaiste "czarną niedzielą". Przyniosła ona olbrzymie zwycięstwo bolszewicko nastrojonym narodowym socjalistom, tak zwanym hitlerowcom. Hitlerowcy mieli przedtem w sejmie Rzeszy 12 posłów, teraz 107. Na ich ludzi padło zgóra 6 milionów głosów. Narodowi socjaliści do niedawana głosili przewrót w kraju, wywłaszczenie wielkiej własności, zagrabienie banków, niepłacenie za szkody wojenne. Obecnie jakoby cofali się ze stanowiska rewolucyjnego i umawiają się ze skrajną prawicą "wielkopańską" o połączenie. Byłoby to wtedy pierwsza partia w sejmie Rzeszy. Poza tem wybory w Niemczech wykazały duży przyrost komunistów - półtora miliona głosów. Straciły zato stronnictwa mieszczańskie i po części socjaliści.

Dla interesu głoszą narazie pokój

Zwycięstwo skrajnej prawicy w Niemczech wywarło jak najgorsze wrażenie w Anglii, we Francji oraz w Lidze Narodów. Niemiecki minister Curtius starał się to wrażenie zamazać. Oświadczył, że Niemcy nie myślą o wojnie. Chcą wspólnie pracować w utworzeniu wszech-Europy. Żądają zato stałej komisji przy Lidze, któraby opiekowała się mniejszościami. Minister Zaleski nie wyzyskał gnębienia Polaków w Niemczech i pominął tajne zbrojenia Rzeszy. Słowem, pozory pokoju zostały zachowane, ale nikt nie myśli o rozbrojeniu.

Pisownia oryginalna - przepisałam dosłownie. Czy powinniśmy mieć współczesne skojarzenia do niemieckich wyborów sprzed 85 lat? Moim zdaniem to zbyt daleko idące wnioski, ale warto czasem zdobyć się na refleksję, że głosy wrzucone do urny mogą mieć dalekosiężne skutki i to również w skali globalnej.... 


19:59, marzatela , II RP
Link Komentarze (23) »
wtorek, 23 grudnia 2014

Z "Przewodnika Katolickiego" z 28 grudnia 1930 roku

Zwyczaje i obrzędy ludowe w Będziemyślu, pow.ropczycki, woj.krakowskie

W dzień wigilijny już przed świtem zrywają się wszyscy z posłania, wierząc, że "kto w wiliję wstaje raniuśko, ten tyz wcas bedzie wstawał bez caluśki rok ..." . Wszyscy pilnie i ochoczo zabierają sie do pracy, bo tak pójdzie im ona przez cały rok, a co się w tym dniu przydarzy, tak też dziać się będzie przez wszystkie następne dni do następnej wiliji.... Od samego ranka panuje wielki ruch w chatach. Gosposie z córeczkami pieką "podpłomyki" na śniadanie dla domowników, z białej "kupnej" mąki pieką placki, kukiełki, a z domowej - chleby na cały tydzień. Gospodarz z chłopcami lub parobkiem rąbie drzewo, rżnie sieczkę na trzy dni. Wszyscy poszczą cały dzień, a nawet "suszą" o kawałku chleba, lub o pieczonych ziemniakach - aż do wieczerzy....
Gdy gospodyni upora sie z plackami, zaczyna gdzieś koło "połednia" warzyć po trochu z każdej potrawy, jakiej w ciągu roku będą używać.
Południowego jadła, - obiadu - dziś niema, więc apetyty "zaostrzone" po jałowem, suchem śniadaniu i wszystko z utęsknieniem oczekuje tradycyjnej wigilijnej wieczerzy, na która przecie mają przybyć "kumowie", najbliżsi krewni i sąsiedzi.
Skoro się ściemni i pierwsza gwiazda ukaże się na niebie, wnosi gospodarz do izby snopek owsa, wiązkę słomy i siana. Snopek owsa stawia w kacie izby, siano kładzie na stół, który "gospoś" nakrywa obrusem; część siana rzuca pod stół. Dziewczęta tymczasem kończą starannie zamiatanie izby, boc przez następny dzień święta Bożego Narodzenia nie wolno będzie ruszać miotły.
Przed "pośnikiem" wszyscy wymyci i wypucowani klęcząc odmawiają pacierz i proszą Boga, by im raczył błogosławić w pracy przez cały rok. Gdy się zjawią zaproszeni goście, łamią sie wszyscy w milczeniu opłatkiem, życząc sobie szczęścia, zdrowia, "fortuny, a po śmierci niebieskiej korony" i doczekania drugiej wiliji ....
Dejsze nam, Boże, scęśliwie dockać drugie wilije i drugiego Bożego Narodzenia - odzywa się poważnie głowa rodziny.
- O, dej-ze nom, dej - dorzuca babunia-staruszka.
Wszyscy zasiadają do stołu - do postniku; jedynie małe dziecięta - z łyżkami w rękach stoja przy stole (...)
"Pośnik" wigilijny składać się musi ze wszystkich potraw, które się jada cały rok. A każdy je powoli, z rozwagą i namaszczeniem pewnem, boć to przecie nie zwykła wieczerza, ale rodzaj uroczystego obrządku ludowego. I przynosi skrzetna mamusia - z kuchni - "z blachy" miske za miską, z któej wszyscy społęm, w zgodzie zajadać mają. A więc najpierw barszcz z grzybami, potem ziemniaki lnianym olejem namszczone, następnie kapusta z grochem, paluszki z olejem, fasola, pęcak z jabłkami suszonemi, kaszą jaglaną, kluski, kasza hreczana z ugotowanemi śliwkami suszonemi, pierogi z kapustą, lub z powidłem.
Zaczynając "pośnik" - mówi gospodarz domu:
- Wilcku, wilcku, chodź-ze do pośnicku ! Jak nie przyjdzies dzisioj, to nie przychodź nigdy.
Gdy jedzą kapustę, gospodarz bierze za głowę najbliżej siedzącego, mówiąc: "Składaj się kapustko, składaj, byś tako urosła, jak głowa człowieka". To samo robią i inni domownicy między sobą. Kiedy zajedzą groch, pociagaja się za włosy, mówiąc: "Wij się, grosku, wij" - lub - "wiąz się grosku, wiąz". Podczas jedzenia kaszy jaglanej, uderzają się lekko po głowach, móiąc: "Kiść się, proso, kiść!". Gdy jedzą ziemniaki, mówią: "Ródźcie się, ziemniocki, ródźcie !". Przy jedzeniu zaś potraw mącznych mówią: "Pleń sie, zboze, pleń!".
Wzięła mamusia miskę ze stołu - a z nią i kawałek opłatka, podłozonego umyślnie pod miskę.
- O, widzis, staro - mówi ojciec - plenie będzie proso, bo sie przylepiuł opłatek do miski.
- A zimnioki tyz plenie bedą - odzywa się mały Wojtuś - bo jaze dwa kawołecki opłatka przylepiły sie.
- A - nie dziwota - mówi Marysia - bo mądry Wojtuś pośliniuł pewnikiem opłatek.
- A juści - wtrąca się Kasia Wilczeńsconka - ma dużo śliny w gambie, bo napiuł się wody podczas pośniku i teraz do bedzie bez cały rok zgaga paliła.
- Nie baj baja - mói rozsądny ojciec. Nie wywołuj wilka z lasu - przemawia od "blachy" matka. Zakolendujcie co - to bendzie lepiej. I poważnym głosem zaczyna ojciec kolędę: Wśród nocnej ciszy ....
Po skończonej wieczerzy i pacierzu zasiadają na ławach i zaczynają śpiewać przepiękne kolędy i pastorałki. Babcia wzięła do ręki kantyczkę i jęła śpiewać z wnuczętami jedną po drugim pastorałkę, aż jej głos zachrypł.
Dziewczęta jakoś nie mogą usiedzieć na miejscu, toz wybiegają na podwórko i nadsłuchują; z której strony pies zaszczeka, z tej strony przyjdzie chłopieć przeznaczony na męża. Gospodarz zaś lub jego synowie robią wróżby: rzucają ździebłą żytniej słomy na pułap - za tragarz; ile ździebeł słomy zatrzyma się za tragarzem, tyle kop żyta będzie w przyszłym roku.
Potem wychodzą do sadu owocowego. Parobek, idąc naprzód, uderza siekierą w drzewo i zapytuje się: - "Bedzies rodzić cy nie, bo cie zetne ?" - Drugi zaś, idąc za nim, odpowiada: "Oj, nie ścinaj go tyz, bo jesce bedzie rodziło", - i obwiązują drzewo powrósłem, aby silniej owocowało. Inni zaś znów obsypują drzewo makiem, aby tyle owoców było na niem, ile ziarnek maku ...

Ks. Jan Wacławski

Kiedyś to były Wigilie...

Teraz chwilami mam wrażenie, że sama Wigilia to osobne, najważniejsze święto, ważniejsze niż samo Boże Narodzenie. Coś w tym chyba jest, że ma tak wyraźny, rodzinny charakter.

Wszystkim życzę, aby w te Święta Bożego Narodzenia znaleźli to, co dla nich najważniejsze. I aby to trwało jak najdłużej....

Tagi: wigilia
08:49, marzatela , II RP
Link Komentarze (10) »
niedziela, 23 czerwca 2013

Z "Przewodnika Katolickiego" z 28 września 1930 roku

Chmury od zachodu

Są to jednak nikłe promyki słońca wobec chmur, zasępiających się nad naszym krajem i ciemnego widnokręgu od zachodu. Od Niemiec? Tak! Umiarkowani Niemcy przyznają, że niedziela 14 września, dzień wyborów do ich sejmu, była zaiste "czarną niedzielą". Przyniosła ona olbrzymie zwycięstwo bolszewicko nastrojonym narodowym socjalistom, tak zwanym hitlerowcom. Hitlerowcy mieli przedtem w sejmie Rzeszy 12 posłów, teraz 107. Na ich ludzi padło zgóra 6 milionów głosów. Narodowi socjaliści do niedawana głosili przewrót w kraju, wywłaszczenie wielkiej własności, zagrabienie banków, niepłacenie za szkody wojenne. Obecnie jakoby cofali się ze stanowiska rewolucyjnego i umawiają się ze skrajną prawicą "wielkopańską" o połączenie. Byłoby to wtedy pierwsza partia w sejmie Rzeszy. Poza tem wybory w Niemczech wykazały duży przyrost komunistów - półtora miliona głosów. Straciły zato stronnictwa mieszczańskie i po części socjaliści.

Dla interesu głoszą narazie pokój

Zwycięstwo skrajnej prawicy w Niemczech wywarło jak najgorsze wrażenie w Anglii, we Francji oraz w Lidze Narodów. Niemiecki minister Curtius starał się to wrażenie zamazać. Oświadczył, że Niemcy nie myślą o wojnie. Chcą wspólnie pracować w utworzeniu wszech-Europy. Żądają zato stałej komisji przy Lidze, któraby opiekowała się mniejszościami. Minister Zaleski nie wyzyskał gnębienia Polaków w Niemczech i pominął tajne zbrojenia Rzeszy. Słowem, pozory pokoju zostały zachowane, ale nikt nie myśli o rozbrojeniu.

Ta notka w pewien sposób jest odniesieniem do dyskusji pod poprzednią notką. Czy nie właśnie w tym momencie to, co wcześniej było tylko jakimś nieistotnym marginesem stało się na tyle silne, że trudno było już się zatrzymać?
Biorąc pod uwagę coraz bardziej rosnące w siłę ruchy narodowe u nas, może warto się nad tym zastanowić i wyciągnąć wnioski? W tym kontekście patrząc wieści z Białegostoku nabierają zupełnie innego, znacznie groźniejszego wymiaru. Dokładając do tego bojówki narodowców na uniwersytetach, chyba czas najwyższy? Potem może być już za późno.
Jako naród odczuliśmy tragiczne skutki dwudziestowiecznego faszyzmu. Czyżby nie zniechęciło nas to do eksperymentów i w wieku XXI spróbujemy stworzyć faszyzm made in Poland?


Tagi: RN
10:18, marzatela , II RP
Link Komentarze (24) »
czwartek, 09 maja 2013

Z "Przewodnika Katolickiego" z 1 czerwca 1930 roku :

Co to jest pan-Europa ?

W tej myśli Briand, francuski minister spraw zagranicznych, przesłał rządowi pomysł "pan-Europy". Co to jest "pan" ? Nie jest to ani mężczyzna, ani panna, ale wyraz grecki, oznaczający "wszelki" lub "wszystek" bądź "cały". Chodzi Briandowi, aby cała Europa zbliżyła się wzajemnie. Naprzód w gospodarce, a kiedyś, kiedyś w polityce. Briand jest o tyle przezorny, iż nie napisał wyraźnie jak ma ta przyszłą Europa wyglądać. O tem niech każde państwo zdanie wypowie. Ale od tego przejdzie się do rozmów wspólnych między państwami, a od rozmów do urządzenia nowych stosunków: cła pewno byłyby zniesione, paszporty również, policja byłaby międzynarodowa i jeden wspólny pieniądz. Briand zastrzegł, że nie zwraca się ani przeciw sowjetom, ani przeciw Stanom Zjednoczonym, ani przeciw Lidze Narodów. Jego pismo przyjęto dość niechętnie, zwłaszcza w Anglii, Rosji i we Włoszech.

Dzień 9 maja to Dzień Unii Europejskiej. Właśnie tego dnia, w 1950 roku Robert Schuman przedstawił jej koncepcję. Jak jednak widać - mówiło się o tym już nawet 20 lat wcześniej. 

Tagi: UE
14:07, marzatela , II RP
Link Komentarze (6) »
środa, 15 sierpnia 2012

Dziś kolejna rocznica "Cudu nad Wisłą" czyli święta bardzo nietypowego jak na nasze ulubione świętowanie. Z reguły lubujemy się w celebrowaniu klęsk i ofiar, a tu obchodzimy roczncię zwycięskiej bitwy. Moze dlatego na wszelki wypadek nazywamy to cudem - czyli czymś rzadkim i niespotykanym?

O samej bitwie warszawskiej widzianej z perspektywy II RP, w 10 lat po tym wydarzeniu pisłam już na tym blogu, więc zamiast się powtarzać - link do notek:

II RP - Cud nad Wisłą

Warto zajrzeć - są tam ilustracje i artykuły z Przewodnka Katolickiego z 1930 roku, opisujące właśnie Cud nad Wisłą. Wprawdzie język nieco egzaltowany, ale widac tak sie wóczas pisało. Poza tym - chyba jednak nasi przodkowie mieli do tamtych wydarzeń bardziej emocjonalny stosunek. Ledwo co odzyskana niepodległość i już zagrożona, nie można było na spokojnie i z dystansu oceniać tego, co się stało.  
Dla odmiany w PRL-u w ogóęl siena ten temat nic nie mówiło. No, ale w końcu wóczas nawet w konstytucji mielismy wpisaną przyjaźń do ZSRR i hasło "bij bolszewika!" nie mieściło się w tamtych kategoriach.

 

10:03, marzatela , II RP
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 09 kwietnia 2012

Kontynuując wątek z poprzedniej notki:
Wielkanoc w II RP
tym razem garść polityki sprzed 82 lat.

 

Z "Przewodnika Katolickiego" z 20 kwietnia 1930 roku.

POLITYKA

Zerwanie

   Najważniejszym wypadkiem w ubiegłego tygodnia była odezwa "centrolewu" Centrolew, to znaczy socjaliści, wyzwoleńcy, "chłopi", piastowcy, chadecy, i enperowcy, wystąpił,przeciw dyktaturze marsz.Piłsudskiego. Dyktaturą nazywa nieograniczoną władzę jednego człowieka, inaczej pełnowładztwo. Otóż powyższe stronnictwa domagają sie zniesienia "ukrytej dyktatury" i "przywróćenia panowania prawa". "W przeciwnym razie - dodaje odezwa - ie nastąpi "supokjenie" (na które czeka premier Sławek). W ostateczności niechaj "Prezydent Rzeczypospolitej... rozwiąże sejm, a w takim razie zasadniczy spór między sejmem a marsz.Pilsudskim rozstrzygnie ... sam kraj w drodze nowych wyborów, ale wyborów uczciwych".

Ocena i obrona

   Odezwę powyższą ocenili narodowcy jako zerwanie stanowcze lewicy z obozem piłsudczyków. O ile cztery lata temu socjaliści i wyzwoleńcy popierali ten obóz, a przynajmniej spodziewali się wielkich zdobyczy od marszałka, o tyle teraz stoją we wrogich szrankach. Pisma rządowe bronią marszałka od zarzutu "dyktatury". W Polsce, powiadają, niema dyktatury, marszalek rozkazuje tylko swoim i ci go słuchają.

Do czego sejm potrzebny

   Zamiary rządu są niewiadome. Rząd chciałby bardzo kraj wyprowadzić z ciężkiego położenia gospodarczego. Za dowód służyć może obszerny program rolny ministra Janty-Połczyńskiego. Ale do tego potrzeba współdziałania sejmu. Sejm naprzykłąd musi uchwalić wyższe cłą na tłuszcze i zboża, sejm musi również zatwierdzić umowę handlową z Francją i Niemcami. Niemcy wręcz mówią, ż enie przyznają żadnych ulg na wwóz polskich surowców, dopóki sejm polski i parlament niemiecki nie uchwali całęj ugody handlwoej wraz z prawem osiedlenia się. A o to osiedlenie Niemcom tak bardzo idzie.
Pogłoska o ustąpieniu naszego ministra przemysłu i handlu ustała, gdyż rząd zgodził się na udzielenie przemysłowi ulg i wydania 400 milj. na roboty.

Kłopotów coniemiara. Jak z nich wybrnąć?

   Wśród kłopotów skarbowych rząd jak może tak zaciska paska, uszczuplając zbędne wydatki ministerstw. A minister kolei zakazał nawet przyjmować nowych pracowników i - nakoniec - ograniczyl bezpłatną lub ulgową jazdę pociągami. Rolnictwo po chwilowej zwyżce doznało zawodu. Zapasy na świecie są wielkie, tylko ile jest ich w Polsce, niewiadomo. Przemysł hutniczy dzięi zamóieniom rządu ruszył żywiej. I bezrobocie cokolwiek spadło. Ale naogół poprawa jest mała. Wybitny znawca ospodarki, profesor Krzyżanowski, ponownie nawołuje do sprzedaży akcyj Banku Polskiego, które rząd posiada, i do wydania z kasy państwowej 60 miljonów na budowę kolei śląsko-gdyńskiej. 

Ciekawe spojrzenie. Piłsudski dykatorem? Jakoś w wersji oficjalnej historii zapisał się raczej jako zbawca narodu.
I tylko kłopoty budżetowe niezmienne....  

niedziela, 08 kwietnia 2012

Z "Przewodnika Katolickiego" z 20 kwietnia 1930 roku.

NA ZMARTWYCHWSTANIE

   Po raz jedenasty obchodzimy Wielkanoc w niepodległej, wróconej nam cudem, Polsce... Ileż te święta Zmartwychwstania budzą poważnych myśli i refleksyj...
   Gdyśmy - w latach niewoli - marzyli o niepodległości, gdyśmy z utęsknieniem modlili sie o zmartwychwstanie Ojczyzny, byliśmy pewni, że  - gdy się ziści cud zmartwychwstania, gdy spdaną kajdany niewoli - umysły i serca powstaną w Polsce do nowego życia. Tymczasem: minęło przeszło jedenaście lat od wskrzeszenia niepodległego państwa polskiego, a co do zmartwychwstania dusz i serc w Polsce daleko jeszcze, daleko...
   "Źle jest! Dalekie jeszcze te roraty, te jutrznie złote, gdy światłość precz zmiecie oną noc długą nad naszym narodem..." - możemy się słusznie skarżyć za Konopnicką.
   Źle jest !
   Mamy państwo niepodległe, mamy swe własne gospodarstwo wśród narodów świata, mamy olbrzymie skarby w ziemi polskiej, mamy ogromny kapitał tężyzny i zdrowia fizycznego w ludzie, czego wyrazem armia, jedna z najlepszych na kuli ziemskiej, a jednak - źle jest.  
   Naturalnym bogactwom Polski, liczebności i tężyźnie fizycznej jej mieszkańców nie odpowiada tężyzna moralna i duchowa narodu polskiego. Małe poszanowanie prawa, licha dyscyplina i subordynacja u ogółu obywateli, rozbicie i rozproszkowanei partyjne, lenistwo, a wreszcie - w wielu wypadkach - brak zasad moralnych i silnej ostoi duchowej, wyrosłej z wiary katolickiej - oto wewnętrzne oblicze Polski, która zmartwychwstała na mapie Europy i świata,  ale jeszcze czeka na jutrznię zmartwychwstania duchowego.
   "Dalekie jeszcze te jutrznie złote..."
   Duchowe zmartwychwstanie Polski, odnowienie wewnętrzne narodu, stanie się jednak rzeczywistością tylko wtedy, gdy wypełnimy testament zostawiny nam przez naszych wieszczów narodowych. Streścić go można krótko: wprowadzenie Chrystusa w społeczeństwie.
    Chrsytus triumfujący w Zmartwychwstaniu, musi Swą nauką, Swemi zasadami i przykazaniami, stać się ogniskiem naszej wewnętrznej siły. On jednej tylko może dać moc pewną, bo Bożą, spoidłom wartości moralnych, na których sie oprze trwale zbiorowe odrodzenie naszego narodu.
   Dlatego słusznie wołał Słowacki: "Kto chce być nad wszystkie siły i nad wszystkie czystości - niech z Chrystusa czerpie siły!"
   Oczywiście to zmartwychwstanie duchowe Polaków musi być wypracowane przez całe lata gruntownej pracy u podstaw.
   I tu staje przed nami wspaniałe i wielce odpowiedzialne zadanie, prowadzące prostą drogą ku odrodzeniu duchwoemu Polski: praca nad młodzieżą.
   Ziarna zmartwychwstania i odrodzenia duchowego trzeba siać w młodziutkich duszach od zarania życia, trzeba je zawczasu pielęgnować i chronić od złych wpływów. Z nich zrodzi się wielkie dzieło duchwoej tężyzny narodu. - Pracy tej nie wolno jednak przykrawać do formy programu tej czy innej partii, tego czy innego człowieka. Ma to byc praca na miarę Chrystusową. I tylko taka praca "złote jutrznie" zmartwychwstania duchowego Polski oblecze w szatę rzeczyswistości.

X.Henryk Weryński   

Cóż, wygląda na to, że II RP wcale nie była tak wielka i wspaniała, jak to często się dziś próbuje mówić. Co ciekawe - takie kazanie mogłoby być wygloszone również współcześnie, przynajmniej przez niektórych hierarchów naszego Kościoła.
Może coś w nas jednak tkwi, że skupiamy się na tym, co złe i nie zawsze zgodne z naszymi wyobrażeniami, zupełnie zapominając o tym, co dobre i się udało?
Przepisując ten fragment przyszło mi też na myśl, że II RP jakoś  bardziej kojarzyła mi się pozytywizmem, tymczasem tu mamy odwołanie do romantyzmu. Czy w pewien sposób, takie wychowanie dzieci nie zaowocowało chociażby Powstaniem Warszawskim?

19:34, marzatela , II RP
Link Komentarze (12) »
sobota, 24 grudnia 2011

Z "Przewodnika Katolickiego" z 28 grudnia 1930 roku

Zwyczaje i obrzędy ludowe w Będziemyślu, pow.ropczycki, woj.krakowskie

W dzień wigilijny już przed świtem zrywają się wszyscy z posłania, wierząc, że "kto w wiliję wstaje raniuśko, ten tyz wcas bedzie wstawał bez caluśki rok ..." . Wszyscy pilnie i ochoczo zabierają sie do pracy, bo tak pójdzie im ona przez cały rok, a co się w tym dniu przydarzy, tak też dziać się będzie przez wszystkie następne dni do następnej wiliji.... Od samego ranka panuje wielki ruch w chatach. Gosposie z córeczkami pieką "podpłomyki" na śniadanie dla domowników, z białej "kupnej" mąki pieką placki, kukiełki, a z domowej - chleby na cały tydzień. Gospodarz z chłopcami lub parobkiem rąbie drzewo, rżnie sieczkę na trzy dni. Wszyscy poszczą cały dzień, a nawet "suszą" o kawałku chleba, lub o pieczonych ziemniakach - aż do wieczerzy....
Gdy gospodyni upora sie z plackami, zaczyna gdzieś koło "połednia" warzyć po trochu z każdej potrawy, jakiej w ciągu roku będą używać.
Południowego jadła, - obiadu - dziś niema, więc apetyty "zaostrzone" po jałowem, suchem śniadaniu i wszystko z utęsknieniem oczekuje tradycyjnej wigilijnej wieczerzy, na która przecie mają przybyć "kumowie", najbliżsi krewni i sąsiedzi.
Skoro się ściemni i pierwsza gwiazda ukaże się na niebie, wnosi gospodarz do izby snopek owsa, wiązkę słomy i siana. Snopek owsa stawia w kacie izby, siano kładzie na stół, który "gospoś" nakrywa obrusem; część siana rzuca pod stół. Dziewczęta tymczasem kończą starannie zamiatanie izby, boc przez następny dzień święta Bożego Narodzenia nie wolno będzie ruszać miotły.
Przed "pośnikiem" wszyscy wymyci i wypucowani klęcząc odmawiają pacierz i proszą Boga, by im raczył błogosławić w pracy przez cały rok. Gdy się zjawią zaproszeni goście, łamią sie wszyscy w milczeniu opłatkiem, życząc sobie szczęścia, zdrowia, "fortuny, a po śmierci niebieskiej korony" i doczekania drugiej wiliji ....
Dejsze nam, Boże, scęśliwie dockać drugie wilije i drugiego Bożego Narodzenia - odzywa się poważnie głowa rodziny.
- O, dej-ze nom, dej - dorzuca babunia-staruszka.
Wszyscy zasiadają do stołu - do postniku; jedynie małe dziecięta - z łyżkami w rękach stoja przy stole (...)
"Pośnik" wigilijny składać się musi ze wszystkich potraw, które się jada cały rok. A każdy je powoli, z rozwagą i namaszczeniem pewnem, boć to przecie nie zwykła wieczerza, ale rodzaj uroczystego obrządku ludowego. I przynosi skrzetna mamusia - z kuchni - "z blachy" miske za miską, z któej wszyscy społęm, w zgodzie zajadać mają. A więc najpierw barszcz z grzybami, potem ziemniaki lnianym olejem namszczone, następnie kapusta z grochem, paluszki z olejem, fasola, pęcak z jabłkami suszonemi, kaszą jaglaną, kluski, kasza hreczana z ugotowanemi śliwkami suszonemi, pierogi z kapustą, lub z powidłem.
Zaczynając "pośnik" - mówi gospodarz domu:
- Wilcku, wilcku, chodź-ze do pośnicku ! Jak nie przyjdzies dzisioj, to nie przychodź nigdy.
Gdy jedzą kapustę, gospodarz bierze za głowę najbliżej siedzącego, mówiąc: "Składaj się kapustko, składaj, byś tako urosła, jak głowa człowieka". To samo robią i inni domownicy między sobą. Kiedy zajedzą groch, pociagaja się za włosy, mówiąc: "Wij się, grosku, wij" - lub - "wiąz się grosku, wiąz". Podczas jedzenia kaszy jaglanej, uderzają się lekko po głowach, móiąc: "Kiść się, proso, kiść!". Gdy jedzą ziemniaki, mówią: "Ródźcie się, ziemniocki, ródźcie !". Przy jedzeniu zaś potraw mącznych mówią: "Pleń sie, zboze, pleń!".
Wzięła mamusia miskę ze stołu - a z nią i kawałek opłatka, podłozonego umyślnie pod miskę.
- O, widzis, staro - mówi ojciec - plenie będzie proso, bo sie przylepiuł opłatek do miski.
- A zimnioki tyz plenie bedą - odzywa się mały Wojtuś - bo jaze dwa kawołecki opłatka przylepiły sie.
- A - nie dziwota - mówi Marysia - bo mądry Wojtuś pośliniuł pewnikiem opłatek.
- A juści - wtrąca się Kasia Wilczeńsconka - ma dużo śliny w gambie, bo napiuł się wody podczas pośniku i teraz do bedzie bez cały rok zgaga paliła.
- Nie baj baja - mói rozsądny ojciec. Nie wywołuj wilka z lasu - przemawia od "blachy" matka. Zakolendujcie co - to bendzie lepiej. I poważnym głosem zaczyna ojciec kolędę: Wśród nocnej ciszy ....
Po skończonej wieczerzy i pacierzu zasiadają na ławach i zaczynają śpiewać przepiękne kolędy i pastorałki. Babcia wzięła do ręki kantyczkę i jęła śpiewać z wnuczętami jedną po drugim pastorałkę, aż jej głos zachrypł.
Dziewczęta jakoś nie mogą usiedzieć na miejscu, toz wybiegają na podwórko i nadsłuchują; z której strony pies zaszczeka, z tej strony przyjdzie chłopieć przeznaczony na męża. Gospodarz zaś lub jego synowie robią wróżby: rzucają ździebłą żytniej słomy na pułap - za tragarz; ile ździebeł słomy zatrzyma się za tragarzem, tyle kop żyta będzie w przyszłym roku.
Potem wychodzą do sadu owocowego. Parobek, idąc naprzód, uderza siekierą w drzewo i zapytuje się: - "Bedzies rodzić cy nie, bo cie zetne ?" - Drugi zaś, idąc za nim, odpowiada: "Oj, nie ścinaj go tyz, bo jesce bedzie rodziło", - i obwiązują drzewo powrósłem, aby silniej owocowało. Inni zaś znów obsypują drzewo makiem, aby tyle owoców było na niem, ile ziarnek maku ...

Ks. Jan Wacławski

Czasem fajnie jest zobaczyć, jak to kiedyś bywało, szczególnie w kontraście z wspolczesną komercją.

Wszystkim życzę, aby w te Święta Bożego Narodzenia znaleźli to, co dla nich najważniejsze. I aby to trwało jak najdłuzej....

08:12, marzatela , II RP
Link Komentarze (9) »
sobota, 02 kwietnia 2011

Z "Przewodnika Katolickiego" z 28 września 1930 roku

Zawsze wierny

Kaszuba 

Kaszuba

Malował Kazimierz Jasnoch

 Siedzi od wieków na tej ziemi, która dla Polski jest naturalną drogą w świat, bo leży nad Wisłą i morzem. Zawsze wierny Bogu, Polsce i morzu. Z przeszłosci wziął wiarę, obyczaj i język. Nie zmienił wiary. Pozostał katolikiem. Nie zmienił obyczaju, nie zmienił języka. Jak mówił przed wiekami, tak mówi swoją kaszubską mową, narzeczem polskiego. Pomimo wysiłkó niemieckich czuł i czuje się Polakiem. Z pod kaszubksiego kapelusza siwe, mądre oczy spokojnie, twardo patrzą na świat. Zwarte usta nieskore do mówienia. Bo na jego poważnej twarzy waitr od morza pisał swoje twarde i głębokie słowa. Na twardej służbie twardych trzeba ludzi. Takim jest Kaszuba. 

O Kaszubach zawsze się mówiło, że dla Niemców są za bardzo polscy, a dla Polaków - za bardzo niemieccy. Taka już poplątana historia. Na pewno są ludźmi z charakterem - podobno to górale, którzy nie załapali się na statek do Ameryki :)
Nie wiem co chce osiagnąć Jarosław Kaczyński odbierając prawo do polskości Ślązakom i Kaszubom. Podejrzewam, że zaślepiła go do nienawiść do odwołującego się do swojego kaszubskiego pochodzenia premiera Tuska. Przy okazji jednak zdecydowanie zraził do siebie tych, którzy czując związek z swoją małą ojczyzną (niem. Heimat) są równie silni związani z krajem ojczystym (niem. Vaterland). I na Śląsku i na Kaszubach jest ich niemało.

Ja sama nie jestem Kaszubką, pochodzę z Kociewia. Znam jednak wielu Kaszubów i jakoś mam wrażenie, że lepiej, aby prezes PiS nie pojawiał się w kampanii na Kaszubach. Podobno na Śląsku też ogłoszono, że jest personą non grata?

sobota, 12 marca 2011

Z "Przewodnika Katolickiego" z 9 lutego 1930 roku

Sacharyna

   Któżby nie znał sacharyny?
   Gdy podczas ostatniej wojny zabrakło żywności,a  więc i cukru, Niemcy wprowadziły dla ludnosci cywilnej do słodzenia pokarmów wstrętne pastylki zwane sacharyną.
   Co tojest sacharyna?
   Sacharyna jest kilkaset razy słodsza od cukru. Wyrabia sie ten produkt ze smoły węglowej. Mimo swej słodzyczy nie posiada sacharyna ani pożytecznych ani pożywnych składników. Sacharyna jest nawet szkodliwa dla naszego organizmu ludzkiego, a szczególnie dla dzieci.
   Do sacharyny podobny jest inny środek chemiczny, wyrabiany z kału ludzkiego - dulcyna. Jedno i drugie - sacharyna i dulcyna szkodliwe są dla zdrowia dzieci i schlebiają w wieku dziecięcym różnym chorobom, m. i. chorobie angielskiej ujawniajacej sie w wykrzywianiu nóg, wzdęcia sie brzuszka, bladości cery i t.p.
   Matki nie powinny zatem słodzić dzieciom żywności sacharyną.
   Zamiast sacharyny należy używać cukru, które doskonałe dla dzieci stanowi pożywienie.
   Niestety, cena cukru w Polsce jest o wiele, wiele za wysoka!Byłoby prawdziwym dobrodziejstwem dla ludnosci biednej, gdyby cenę cukru sztucznie do tej wysokości wyśrubowaną, przyzwoicie obniżono.

Na wszelki wypadek zaznaczam, że zarówno ortografia jak i gramatyka są oryginalne. 81 lat to jednak sporo i nie tylko jezyk się zmienił. Nawet wspomniana tu wojna to I wojna światowa. Hitler dopiero dochodził do władzy, niewiele było zapowiedzi kolejnego kataklizmu.
Na szczęście teraz dzieci raczej nie karmimy ani sacharyną ani tym bardziej dulcyną (wycofana w 1951 roku ze względu na toksyczne działanie).
Tylko cukier znowu drogi....

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5











ministat liczniki.org


Komentarze.eu - Przegląd polskiej blogosfery
Blogi Polityczne