Żyję tu i teraz i nie jest mi wszystko jedno co się dzieje wokół mnie . To moje subiektywne spojrzenie na Rzeczypospolite ...

Zwyczajne życie

niedziela, 28 października 2012

Czasy mamy teraz takie, że każdy każdy może nagrywać każdego i nie wiadomo tylko tego, kiedy jakieś kolejne taśmy zostaną upublicznione. A ponieważ mamy demokrację to nagrywani są już nie tylko politycy czy pracownicy różnych agencji państwowych - dyktafony zeszły pod strzechy. Postęp technologii widać na każdym kroku.
Tym sposobem w ostatnim czasie do opinii publicznej przedostały się także szokujące nagrania z żłobków - we Wrocławiu oraz Starogardzie Gd. Czy takie lub podobne przypadki nie zdarzały się nigdy wcześniej w wielu innych miejscach? Nie mam złudzeń, z pewnością tak, ale nikt po protu o nich nie wiedział. Nawet jak dziecko płakało nie chcąc iść do żłobka czy przedszkola, traktowano to nie jako objaw tego, że jest tam krzywdzone, ale raczj jako niechęć do rozstawania się z matką. Co oczy nie widzą, tego sercu nie żal, choć z pewnością trudno sobie też wyobrazić, że ludzie którym powierzamy opiekę nad naszymi pociechami mogą sie nad nimi po prostu znęcać. 

Zarówno wrocławski jak i starogardzki przypadek to nie klasyczne żłobki, ale punkty opieki nad dziećmi. Prowadzone są na zasadzie działalności gospodarczej i z pewnością jakieś kryteria wydawania zgód i pozwoleń są tam przewidziane. Pamiętajmy jednak, że hasło walki z biurokracją nadal jest ważnym postulatem. Powołujac się na rozwiązania w innych krajach - własną firmę chcielibyśmy zakładać przez internet, w ciagu jednego dnia. Krytykujemy ciągle konieczność uzyskiwania wszelkiego rodzaju zgód, zaświadczeń, certyfikatów itp.itd. zdecydowanie utrudniających i przedłuzajacych założenie DG. Podobnie zresztą jak ciagłe kontrole rózch instytucji już w trakcie prowadzenia firmy.
Jak jednak widać - rodzi to różne skutki uboczne, również mało pożądane. Tylko czekać, aż opozycja zacznie głośno krzyczeć, że "państwo Tuska" znowu zawiodło. Dzieciom działa sie krzywda, a państwo w porę nie zareagowało? Tylko kto, kiedy i w jaki sposób powinien/mógł zareagować? Nawet biorąc pod uwagę, że zawiódł czynnik ludzki, a nie wszyscy mają predyspozycje do zajmowania się dziećmi? I

O potrzebie deregulacji mówi się dużo. Nie da się ukryć, że w każdej zderegulowanej dziedzinie mogą pojawić się rózne rodzaju patologie. To nieodłączny skutek uboczny wolności, również gospodarczej. I niestety, tak to bywa, że korzystają z niej nie tylko chodzące pośród nas anioły, ale również ci, których sumienie wcale nie jest czyste ani piękne i godne naśladowania. Może więc pewne funkcje kontrolne musimy wziąć również na siebie samych? Pamietając jednocześnie, że my też w każdej chwili możemy znaleźć się w ukrytej kamerze.

Ciekawe tylko, w ilu żłobakch i przedszkolach od jutra pojawi się zakaz przynoszenia własnych zabawek, w tym przede wszystkim - pluszowych misiaków?

 

niedziela, 01 lipca 2012

W leniwej atmosferze upalnej niedzieli propozycja nieco nietypowa. Tak naprawdę to chyba kryptoreklama, choć wcale nie moja i nie za pieniądze, a jedynie z matczynej troski :)
Zachęcam wszystkim do dopisania się do katalogu stron internetowych:

Autorski katalog stron www 

Autorski katalog stron www

Katalog jest w trakcie tworzenia, a przede wszystkim - wypełniania treścią. Jest oczywiście calkowicie bezpłatny, nawet nie trzeba zakładać konta ani logować się. Jedyny warunek - to link zwrotny do katalogu na dodawanej stronie czy blogu.
Korzyść jest obopólna - w ten sposób można podnieść sobie PageRank, tym samym zwiększając wyszukiwalność w wyszukiwarkach. Poprzez stronę katalogu też mogą do nas trafić nowi czytelnicy. Może takie letnie otwarcie nam się przyda?

niedziela, 24 kwietnia 2011

W nastroju bardzo świątecznym życzę wszystkim, aby te święta przyniosły każdemu to - co da mu największą radość. Każdy sam wie, co dla niego jest istotne.
Najważniejsze święto chrześcijaństwa - Zmartwychwstanie Pańskie to radość ludzi wierzących. Inni mogą cieszyć się z pięknych wiosennych świąt wesołego zajączka i kurczaczków. Ważne, abyśmy spędzili te dni radośnie i bez awantur.
Odpocznijmy od polityki, jej kłótni i spisków. Uśmiechnijmy się do siebie nawzajem - niezależnie od poglądów i popierania tej czy innej partii politycznej.
W końcu może łączy nas wiecej niż dzieli? Poszukajmy tego choć w czasie świąt.

Wielkanoc

Wesołego Alleluja

 

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Tym razem nietypowa notka - o małej Julce...
Jesteśmy na finiszu rozliczeń podatkowych, koniec kwietnia zbliża się nieubłaganie. Teraz do rozliczeń przystępują ci, którzy muszą dopłacić. Podobno należy się z tego cieszyć - skoro płacę podatki - to znaczy, że pracuję i zarabiam.
Kierując się rozumem wiemy, że fiskus jest nieubłagany i rozliczyć się z nim trzeba. Nie ma sensu tu dyskutować, gdyż i tak jesteśmy na pozycji przegranej. Ja osobiście polecam każdemu rozliczenie przez internet - naprawdę szybko i prosto, bez stania w kolejkach. Szczegóły opisałam tu:
e-PIT gotowy do wysłania
oraz w notkach powiązanych.

Dopuszczając natomiast do głosu serce mam swoją propozycję przekazania 1% podatku. Niezależnie od tego - jak wiele jest tego typu apeli i jak trudno jest wybrać, ten przykład przemawia do mnie najbardziej, gdyż widzę konkretne i rzeczowe efekty. Wiem na co zostały wydane otrzymane pieniądze.
O Julce Formelli pisałam już w ubiegłym roku. Urodziła się z porażeniem mózgowym i została adoptowana przez wspanaiałych ludzi, którzy dali jej swoją miłośc i stworzyli prawdziwy dom. Dziewczynka intelektualnie rozwija się wspaniale, wymaga jednak ciagłego leczenia i  rehabilitacji usprawniającej ruchowo. Ubiegłoroczna akcja 1% podatku pozwoliła na zakupienie ułatwiających chodzenie stabilizatorów oraz roczną rehabilitację. Było to duże wsparcie, ale potrzeby nadal są ogromne. Może warto dać jej szansę?
Julka jest pod opieką Fundacji Dzieciom "Zdążyć z pomocą". Jest to także OPP, więc możemy wesprzeć ją naszym jednym procentem.
Numer KRS 37904 , z dopiskiem w polu dodatkowym: Julia Formella 8708.
Naprawdę warto.

 Julka Formella

 

czwartek, 10 marca 2011

O samej sprawie dowiedziałam się stąd:
Internauci apelują: Ratujcie Szymona
Na Bloxie akcję zainicjował nocri swoim wpisem:
Żeby mi tylko krew nie leciała
Wczoraj nie zdążyłam, nagrań na YouTube posłuchałam dziś rano. Jeśłi ktoś ma silne nerwy - to link do nagrań jest tu:
Ratujcie Szymona
Uprzedzam jednak, że nagrania są naprawdę bardzo drastyczne.

Szymonowi na pewno dzieje się krzywda. Nawet przy założeniu, że nagrania są powycinanie z kontekstu i zmanipulowane (takie zarzuty też krążą w internecie, matka chlopca też się broni) to i tak niczego to nie usprawiedliwia.
Z pewnością w każdej rodzinie udałoby się nagrać płaczące dziecko i wrzucić do sieci z odpowiednim komentarzem, zupełnie nie odzwierciedlającym rzeczywistości. W normalnej rodzinie znacznie trudniej jednak byłoby zrobić nagranie takich wrzasków i wulgarnego słownictwa jakie można uslyszeć z ust matki Szymona. Nie wiem jakie są kryteria prawne uznania dziecka za maltretowane, ale coś tu jest nie tak i jakieś procedury zdecydowanie nie zadziałały. Czy naprawdę musimy czekać, aż kolejne dziecko w stanie ciężkim znajdzie się w szpitalu? Wówczas rozpęta się awantura i podstawowym pytaniem zadawanym przez wszystkich będzie to - dlaczego nikt wcześniej nie zareagował?
Dziecko w świecie dorosłych jest zawsze bezbronne. Widząc jednak krzywdę wokół nas - czy możemy nie zareagować? Apel internautów do Rzecznika Praw Dziecka już odniósł skutek - rzecznik zajmie się tą sprawą. Miejmy nadzieję, że skutecznie i przede wszystkim - dla dobra samego Szymona. Internauci z pewnością będą dalej monitorować sprawę. Na szczęście jeszcze są ludzie, którzy nie mijają obojętnie krzywdy.
Czesław Janczarski - Nie mijam

 

sobota, 25 grudnia 2010

Po burzliwym, wypełnionym szaleństwem przedświatecznych przygotowań grudniu mamy w końcu święta. Wpadliśmy więc w kolejne szaleństwo - rodzinne wizyty i rewizyty, konsumpcja wszelkich dóbr doczesnych - normalnie, jak to w święta. Jednego dnia odwiedzamy, drugiego dnia przyjmujemy gości, wszystkiego trzeba spróbować, z każdym poozmawiać i w efekcie od razu po świetach przydałby się urlop, aby spokojnie odpocząć po świętach.
W cieniu tego wszystkiego nawet nie zauważamy jak sami sobie komercjalizujemy święta, które z roku na rok stają się coraz bardziej poprawnymi politycznie świętami zimowymi. I może wcale nie jest to takie złe? Ludzie naprawdę wierzący i tak nie mają problemu, aby zachować wymiar duchowy Bożego Narodzenia. Tym bardziej, że tradycja jest tradycją, a wiele jej podstawowych atrybutów wcale nie ma nic wspólnego z religią. Jak silna jest ta tradycja widać chociażby po zestawie potraw na stole wigilijnym. Co z tego, ze od ładnych kilku lat nie ma już w ten dzień postu? Czy potrafimy sobie wyobrazić golonkę pod choinką? Mamy przecież swoje tradycyjne potrawy, które tylko tego dnia tak smakują (podobnie jak szynka ukradkiem wykradana z lodówki po powrocie z Pasterki). I tak naprawdę - to właśnie Wigilia coraz bardziej staje się kulminacją świąt Bożego Narodzenia. I tu pojawia się problem, gdyż 24 grudnia to normalny dzień roboczy. Nie jest to także żadne święto kościelne. Dla każdego jednak jest oczywiste, że tego dnia jeżeli nie uda się wziąć urlopu - to i tak pracuje się krócej, a w ogóle to bardziej skupiamy się na wzajemnym składaniu życzeń niż samej pracy. Problem jest tylko z handlem - tu nie da się uciec po cichu. Nic więc dziwnego, że pod niektórymi hipermarketami pojawiły się w ostatnich dniach pikiety zwiazkowców apelujących o wcześniejsze zrobienie zakupów i wcześniejsze zamknięcie sklepów w Wigilię. Moim zdaniem - całkiem rozsądny pomysł. Zakładając, że większość sklepów w poprzednich dniach pracowała dłużej - właściciele na pewno na tym nie stracą.
A gdyby tak pójść na całość i zrobić Wigilię dniem wolnym od pracy? Taki projekt przygotowuje SLD - wolna Wigilia zamiast wolnego w Trzech Króli.
SLD chce wolnej Wigilii
Teoretycznie można też zrezygnować z wolnego 26 grudnia. Tu nawet Kościół nie powinien protestować, gdyż zgodnie z nowym kodeksem prawa kościelnego jest to święto zalecane, a nie nakazane. A może lepiej zostawić wszystko tak jak jest i nie bawić się w przesuwanie świąt w kalendarzu? W końcu tradycja zobowiązuje. Wolne 24 grudnia spowoduje tylko przesuniecie zjawiska uciekania z pracy na dzień wcześniejszy. Widać to dobrze co roku w Wielki Piątek - wiadomo, że tego dnia do końca pracują tylko ci, którzy naprawdę muszą.

wtorek, 21 grudnia 2010

Jakiś czas temu obiecałam, że napiszę notkę na temat GMO. I okazało się, że mam z tym problem większy niż początkowo sądziłam. Cóż, wszelkie nauki biologicznie to dziedziny bardzo odległe od moich zainteresowań. Liczę jednak na to, że wspomoże mnie komentarzami Exhale, który wywołał ten temat.
Na temat GMO można wygooglać wiele stron. Przejrzałam je wyrywkowo i na dobrą sprawę wcale nie wiem wiele więcej. Jedynym efektem jest tylko to, że utwierdziłam się w swoich instynktownie odczuwanych obawach.

Czy w dzisiejszych czasach można jeszcze kupić gdzieś jabłka z robakiem w środku? Latem czasami udaje mi się kupić na targu papierówki i w nich można jeszcze dostrzec takiego robaczka. W modnych obecnie szlachetnych odmianach nie doświadczy się tego zjawiska. Zakladam, że akurat jabłka nie są genetycznie modyfikowane, ale coś nienaturalnego w tym jest, prawda? Być może są one bardziej odporne na wszystko, można je dłużej przechowywać, są smaczne i dają większe plony, ale ludzką rękę widać tu wyraźnie. Czasem warto wiedzieć co jemy i jakie może mieć to skutki. W przypadku modyfikacji genetycznej musimy szczególnie uważać. Coś, co wydaje się wielką szansą, pozwala na tworzenie roślin zdrowszych i przede wszystkim dających większe plony, w dłuższej perspektywie może przynieść nieprzewidywalne skutki. Wyręczamy naturę, która do tej pory doskonale dawała sobie radę. Moje najgorsze obawy dotyczą jednak tego, kiedy w prosty i łatwy sposób będziemy zamawiać ulubiony kolor oczu i włosów wraz z zestawem pożądanych zdolności u naszego dziecka. Oraz tego, który kraj pierwszy "wyprodukuje" armię niezniszczalnych żołnierzy. 
Nauka może wiele, coraz lepiej poznajemy świat i prawa nim rządzące. Burząc jednak kolejne mury i bariery sami sobie musimy jednak wyznaczyć czerwoną linię, któej przekroczenie może okazać sie katastrofalne dla nas samych. Czy genetycznie modyfikowana żywność jest już tą linią? Ostatnio słyszałam, że jedna z sieci handlowych (zdaje się, ż
e Carrefour, ale nie jestem pewna) na sprzedawanych przez siebie produktach wprowadzi dodatkowe oznaczenie informujące, że dany produkt jest wolny od GMO. Czy powinniśmy i będziemy szukać takich produktów? A może wszystkie te obawy są bezsensowne? 
Na pewno warto poczytać więcej tu:
Porozmawiajmy o GMO
I czekam na komentarz Exhale'a :)

poniedziałek, 06 września 2010

Co jakiś czas przez blogi przetacza się fala akcji promującej inne blogi i wciagającej do zabawy kolejnych blogerów. Takie swoiste internetowe łańcuszki, których z zasady nie cierpię, ale... No właśnie, jest ale. To świetna okazja, żeby trafić na blogi, które dzięki takiemu poleceniu mogą nas zainteresować i będziemy zaglądać tam częściej.

Do najnowszej akcji "To lubię" trafiłam dzięki zaproszeniu otrzymanemu na jednym z moich blogów:
Jak związać koniec z końcem
Spodobało mi się uzasadnienie - dowiedziałam się, że zostałam "otagowana". Lubię takie neologizmy. Zrobiłam wiec swoje, notkę opublikowałam i rozesłałam wici w internet. Ponieważ jednak zaprzyjaźniony bloger Andy  nie pozostał mi dłużny - musze być konsekwetna. Wpadam więc w łańcuszkową pętlę, żeby jednak zbytnio się nie powielać - wstawiam link do mojej notki, przez którą wpadłam w sidła akcji.
To lubię czyli zostałam otagowana

Zachęcam do zajrzenia tam. Blogi na mojej liście są naprawdę warte zainteresowania.

sobota, 27 marca 2010

Dziś, 27 marca o godz.20.30 WWF organizuje kolejną akcję "Godzina dla Ziemi". Ludzie na całym świecie na godzinę wyłączają światło (i wszystkie inne możliwe odbiorniki energii). Może nasza planeta nieco przez to odpocznie?

Wprawdzie tegoroczna zima pokazała, że w walce z globalnym ociepleniem odnosimy sukcesy, ale tak naprawdę - to na co dzień jakoś mało dbamy o środowisko. Kolejne pokolenia będą żyć w coraz bardziej zdegradowanym otoczeniu.
Ja przyłączam się do akcji. Zarejestrować się i przy okazji obejrzeć mapkę Polski odzwierciedlającą stopień zaangażowania mieszkańców poszczególnych regionów Polski można tu:
Godzina dla Ziemi
Ja w każdym razie się staram. Segreguję śmieci, światło gaszę wszędzie gdzie się da i po prostu oszczędzam energię. Jak? Pisałam o tym jakiś czas temu:
Jasno, oszczędnie, ekologicznie

 

sobota, 06 marca 2010

Tegoroczna zima była (jest?) bardzo zimowa. Śnieg, mróz - normalne o tej porze roku. Tydzień temu przyszło ocieplenie, zaczęły się roztopy. I skrywane do tej pory pod śniegiem niespodzianki stały się bardzo widoczne. Problem jest i to bardzo widoczny, wszędzie wokół. Jak sobie  z nim poradzić? Samorządy różnych miast wpadaja na różne pomysły. W Oleśnicy są nagrody za donosy na sąsiadów, którzy nie sprzątają po swoich psach:
Donieś na sąsiada - dostaniesz bilet do aquaparku
W Pruszczu Gdańskim przygotowywana jest kampania społeczna, której motywem przewodnim jest umorusane psią kupą dziecko
Kampania z dzieckiem
W innych miastach rozdawane są woreczki na psie odchody, zaostrzane kary i mnóstwo innych pomysłów. Który ma szanse okazać się najbardziej skuteczny?

Mam psa, boksera. Jak kazde żywe stworzenie - ma swoje potrzeby, również fizjologiczne. Nie wiem - jak wygladają statystyki i na ile jestem nietypowa, ale po swoim psie sprzątam. I od dłuzszego czasu nie udało mi się zobaczyć kogoś - kto też tak robi. Może jednak po prostu nie miałam szczęścia? Ja sama schylając się też nie robię tego ani demonstracyjnie ani ukradkiem, wychodzi mi to zupełnie naturalnie. I chyba w takich kategoriach należałoby to traktować - sprzątanie po własnym psie powinno być czymś normalnym i odruchowym. Gdybym jednak mieszkała w Oleśnicy - mogłoby to nie wystarczyć. Skoro wystarczy donos, to jak miałabym udowodnić swoją niewinność? Nie wyobrażam sobie tego, a motywacja w postaci biletu na basen mogłaby wielu skusić.
Może wystarczyłaby odrobina empatii i poczucia estetyki? Razi mnie widok  "cudzych" kup na trawnikach i chodnikach i wyobrażam sobie, że kogoś innego mogą nie zachwycać. Pamiętam czasy, gdy moje dziecko bawiło się w piaskownicy, więc szerokim łukiem omijam wszystkie place zabaw, nie pozwalając  mojemu pupilowi zaznaczać tam swojego terenu. Wydaje się to teoretycznie bardzo proste, prawda? Dlaczego więc nie działa?
Mam wrażenie, że tkwi w nas takie poczucie, że państwowe (miejskie,gmnne,osiedlowe) to znaczy niczyje. Nie mając poczucia wspólnej odpowiedzialności za mienie publiczne - nie dbamy o nie. Postawa typu "płacę podatki, niech miasto sprząta" jest bardzo powszechna. Problem jednak w tym, że budżet żadnego miasta nie jest z gumy i są o wiele lepsze sposoby wydawania tych pieniędzy.

Od czego więc zacząć? Kampania społeczna nagłaśniająca problem i lansująca modę na sprzątanie. Dobrym pomysłem byłyby też akcje w stylu "wiosenne porządki wokół nas". Organizujemy sprzątanie otoczenia najblizszej okolicy (nie tylko z psich kup) - w końcu nikt nie chce żyć wśród śmieci. Czasem wystarczy się trochę napracować, żeby zacząć dbać o to, aby nie została ponownie zaśmiecona. Może uraz do czynó społecznych z czasó minionych już nam minął?
Mandaty? Są pewnym rozwiązaniem, ale może skuteczniejsza byłaby alternatywa w postaci wysprzątania całego trawnika zabrudzonego przez naszego psa? Taka lekcja mogłaby być na długo zapamiętana. 
A tak na zupełnym marginesie - to moje sprzątanie jest zupełnie bezkosztowe. Pisałam o tym kiedyś tu:
Wstydliwy problem psich kup

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6











ministat liczniki.org


Komentarze.eu - Przegląd polskiej blogosfery
Blogi Polityczne