Żyję tu i teraz i nie jest mi wszystko jedno co się dzieje wokół mnie . To moje subiektywne spojrzenie na Rzeczypospolite ...

Debata na debata.blox

poniedziałek, 20 maja 2013

W ramach subiektywnej oceny sceny politycznej pisałam już o lewicy i prawicy, teraz pora na centrum. Podobno wybory wygrywa się właśnie w centrum, a więc teoretycznie zaliczające się do niego partie mają największe znaczenia. Jak to jest w praktyce?
Góruje tu z pewnością Platforma Obywatelska. Ostatnio coraz częściej okazuje się, że niezależnie od środka ma jednak tak bardzo rozbudowane skrzydła (szczególnie prawe), że  ten środek wydaje się być zupełnie przytłumiony, a na pewno rozhuśtany. Na pewno nie jest to jedna, spójna drużyna, która nawet mając różne poglądy potrafi szukać tego co łączy i w oparciu o to próbować zrobić coś dobrego - aby żyło się lepiej. Niestety, nasza polityka bazuje na emocjach i jak widać - dotyczy to również sporów wewnatrzpartyjnych. Co jednak ciekawe - zdania mówiące o przechyle PO na lewo są równie często spotykane, co te mówiące o przechyle na prawo - w bilansie wychodzi więc, że mamy równowagę?
Na pewno jednak bardzo destrukcyjny jest tu wpływ Jarosława Gowina, który wyraźnie dąży do starcia i rozbija partię od środka. Z punktu widzenia elektoratu wygląda to fatalnie. Tym bardziej, że moim zdaniem przeciętny wyborca PO, także mając swój własny światopogląd, wcale nie chce wybierać się na żadne wojny ideologiczne. W skrócie rzecz ujmując - jeżeli jest katolikiem wcale nie oczekuje, aby państwo regulowało ustawowo całą sferę seksualną życia człowieka oraz jak powinien wyglądać mnie lub bardziej tradycyjny model rodziny - sam chce o tym decydować. Z drugiej strony - popierając dążenia równościowe różnych mniejszości - nie uczestniczy w paradach i marszach. I nawet uważając, że problemy ideologiczne są ważne i trzeba je załatwić, wcale nie nadaje im najwyższego priorytetu. Na pierwsze miejsce wysuwają się tu problemy zdecydowanie przyziemne: ciepła woda w kranie, aby po ciężkim dniu pracy można było wziąć prysznic. W domyśle oznacza to także, że potrzebuje stabilnej pracy i płacy zapewniającej środki na zapłacenie rachunków za tę wodę.
Reformy? Ich świadomość jest wysoka, ale samo podniesienie wieku emerytalnego bez likwidacji przywilejów emerytalnych niektórych grup społecznych czy likwidacji KRUSU trudno nazwać reformą. A poza tym? Jakoś nie zapowiada się, aby w tej kadencji dało się jeszcze coś zrobić. Niestety.
Platforma szła kiedyś szeroką ławą i dla bardzo szerokiego spektrum społeczeństwa miała coś do zaproponowania. Dawała też nadzieję, która szczególnie w czasach kryzysu jest bardzo potrzebna, aby dostrzec jakieś perspektywy.
Co będzie dalej z PO? Cóż, mam wrażenie, że sama musi się zastanowić jak widzi swoją rolę w polityce i do kogo chce się odwoływać. I na nowo zdefiniować swoją ofertę. Wyborcy PO raczej nie pójdą głosować na innych - zostaną po prostu w domu.

Ponieważ to już ostatnio notka w ramach debaty Lewica, prawica, centrum - wypada wspomnieć także o PSL. Ta partia chyba też mieści się w kategoriach centrum, choć mam wrażenie, ze wynika to najbardziej z jej obrotowości i przystosowania się do takich poglądów, jakie akurat są potrzebne. Wprawdzie Piechociński miał szerokie plany poszerzenia elektoratu, ale póki co nie widać nawet jak chciałby to zrobić. Tym bardziej, że ma wyraźne problemy z opanowaniem sytuacji w własnej partii.
I jakoś zupełnie ucichł pomysł o wspólnym froncie programowym z PJN. Rozmyślili się? Czy może Kłopotkowi się to  nie spodobało? Jakoś mam wrażenie, że to właśnie ten poseł z cała swoja filozofią chłopskiego mędrka stanowi najbardziej znaną twarz PSL. I nie jest zachęcający widok.

Zapraszam do debaty na blogu debat politycznych:

Debata


wtorek, 14 maja 2013

Kontynuując rozważania w ramach debaty:
Lewica, prawica, centrum
kilka słów na temat prawej strony naszej sceny politycznej. Tu ostatnio jakby mniej pączkowania, choć może to być tylko cisza przed kolejnym podziałem, odejściem, wyrzuceniem.
Dominującą rolę odgrywa tu oczywiście PiS. Jest to największa partia opozycyjna, choć określenie, że Jarosław Kaczyński jest przywódcą całej opozycji jest moim zdaniem bardzo nietrafne i można się tylko dziwić, że innym liderom partii to nie przeszkadza. W każdym razie PiS ma swój wierny, sprawdzony i zdyscyplinowany elektorat, który w dodatku szybko i łatwo potrafi się zmobilizować. To bardzo cenna wartość w polityce. W dodatku sam PiS wydaje się być w miarę stabilny - wylecieli już wszyscy, którzy się nie sprawdzili, zostali sami najwierniejsi. Zwolennicy tej partii mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość, choć tylko pod warunkiem, że pozostali poczują zniechęcenie do polityki i przy kolejnych wyborach pozostaną w domu. Szanse na to są bardzo duże i już znajdują swoje odzwierciedlenie w sondażach. Ja powoli czuję ciarki na plecach - tym wyraźniejsze, im bardziej przyglądam się obecnym elitom PiS. Jeszcze może się okazać, że lata 2005-2007 to była IV RP w wersji soft, a najlepsze dopiero przed nami. Szczególnie, jeżeli weźmie się pod uwagę, że ostatnio dawno już nie słyszałam zapewnień w stylu "PiS to Kaczyński" i nie ma możliwości zmiany na stanowisku prezesa. To dożywotnie przywództwo już wcale nie jest takie pewne. Macierewicz urósł jednak w siłę, a poza tym - gdzieś tam w kącie chyba czekają też młodzi PiSowcy? Może gdyby się poszukało, to takich Wiplerów znalazłoby się więcej? 

Zupełnie w cieniu partii-matki funkcjonuje za to Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry. To ugrupowanie usilnie stara się jakoś wyróżnić i zaistnieć na scenie politycznej, ale ciągle musi się zmagać przede wszystkim z własnym brakiem rozpoznawalności. Nie wróży to dobrze i z pewnością wywołuje nerwową atmosferę i zastanawianie się, czy i jak dałoby się jednak wrócić do PiS-u? Choć taki Ziobro czy Kurski mają raczej niewielkie szanse, muszą wymyślić coś bardzo, bardzo spektakularnego.

A co z PJN-em? To ugrupowanie chyba nie ma już większych szans na powrót. Wprawdzie nie tak dawno mówiło się o jakiejś wspólnej inicjatywie wspólnie z PSL, ale zdaje się, że nic z tego nie wyszło? Na pewno perspektywy nie są optymistyczne.

Czy o kimś zapomniałam? Zapraszam do debaty.

poniedziałek, 13 maja 2013

Po lewej stronie naszej sceny politycznej ostatnio całkiem dużo się dzieje. W ramach najnowszej debaty na blogu debat politycznych zastanawiamy się właśnie nad tym czy nasza scena polityczna jest zupełnie zabetonowana czy też czekają nas zmiany.

Ostatnio sporo dzieje się po lewej stronie naszej sceny politycznej, więc mój subiektywny przegląd zacznę właśnie z tej strony. Jako partie lewicowe w naszym sejmie zwykło się uważać Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz Ruch Palikota. Nie da się ukryć, ze choć obie odwołują się do lewicowych korzeni, są zupełnie różne w pojmowaniu tej lewicowości. Często używanym określeniem jest więc tu ukazywanie SLD jako lewicy socjalnej, natomiast RP jako lewicy obyczajowej.

Gdy na czele SLD stawał ponownie Leszek Miller, wydawało mi się, że to już całkowity koniec tej formacji. Wprawdzie po Grzegorzu Napieralskim trudno było znaleźć gorszą alternatywę, ale jakoś się to udało. Muszę jednak przyznać, że Miller mnie zaskoczył - utrzymał partię w ryzach. To z pewnością wielki sukces, choć mam wrażenie, że głównie w aspekcie trwania samej partii. Jakoś zupełnie nie widać żadnej idei, która przyświecałaby temu ugrupowaniu. No, chyba że taką ideą miałaby być tęsknota za PRL, ale wydaje się to dość żałosne i na dłuższą metę mało skuteczne. Tym bardziej, że polityka zamkniętej twierdzy i wyrzucania za mury każdego, kto się próbuje wychylić jest raczej mało rozwojowa. Jeszcze w tej kadencji sejmu można siedzieć i czekać na ewentualne propozycje ze strony rządu, ale po następnych wyborach może być to już niemożliwe.

Na tym tle zupełnie inaczej prezentuje się druga partia lewicowa - Ruch Palikota. Muszę przyznać, że naprawdę byłam pod wrażeniem widząc, jak Januszowi Palikotowi udało się z niczego, zupełnie od podstaw zbudować partię. Aktywność obywatelska została przez niego zagospodarowana w imponujący sposób. Zdecydowanie też przeorał poziom naszej debaty publicznej, wprowadzając do niej tematy, które wcześniej były traktowane jako tabu. Tu na pewno ma znaczne zasługi - taki ożywczy wiatr wprawdzie mało spodobał się politykom, ale z pewnością zadziałał orzeźwiająco. Co jednak dalej? Trzecia siła w parlamencie jest bardzo istotnym jej elementem i może mieć znaczący wpływ na kształt wielu uchwalanych przez sejm ustaw. Niestety, tak się nie dzieje. Skuteczność tej formacji jest zerowa, a sam Janusz Palikot jest traktowany w pewien sposób jak Jarosław Kaczyński - całkowity brak zdolności koalicyjnej.
Zastanawiam się często jak odbierają to ci, którzy właśnie na RP oddali swój głos? Czy są usatysfakcjonowani, czy jednak czują niedosyt? I czy sam krzykliwy antyklerykalizm to jedyne, na co stać tę partię? Mam wrażenie, że w niektórych przypadkach może być to krzywdzące. Już kilka razy zdarzyło mi się chwalić naszego gdańskiego posła RP, Piotra Baucia - swoje dobre zdanie podtrzymuję. Nie jest on posłem medialnym, ale aktywnym. Podejrzewam, że nie jest sam - takich przypadków może być więcej. Może szkoda, że ich działalność jest przykrywana politycznymi happeningami szefostwa?

Od bardzo niedawna - na lewicy tworzona jest nowa siła polityczna z Ryszardem Kaliszem na czele. Czy mu się uda? Sceptycznie do tego podchodzę. Nie wydaje mi się, żeby pójście drogą Palikota tym razem okazało się skuteczne. Drugi raz ten manewr raczej się nie uda - ci, którzy są zadowoleni z Palikota nie będę mieć powodu, aby go opuścić, a ci, którzy się zawiedli - mogą tak łatwo nie zaufać po raz kolejny.
Samego Kalisza akurat lubię, choć to za mało. Licząca się siła polityczna to jednak nie tylko lider. Owszem, wszelkiego rodzaju ruchy obywatelskie to cenne inicjatywy, ale chyba jednak musi być jakaś idea łącząca, a nie tylko osoba popularnego polityka.

Jakie w tym wszystkim  miejsce zajmuje Aleksander Kwaśniewski i  Europa Plus? Wydaje mi się, że sami twórcy nie do końca to wiedzą. Główna idea to stworzenie platformy mogącej być odskocznią do europarlamentu dla niektórych polityków. Idea zjednoczenia lewicy, wprawdzie nośna i godna pochwały, ale chyba okazała się nieskuteczna. Okoniem stanął Miller. Dużą winę ponosi tu chyba jednak także były prezydent - pojawia się i znika, jakby sam nie wierzył w powodzenie inicjatywy. I chyba słusznie - skoro jedyną partią do zjednoczenia jest Ruch Palikota - to co najwyżej może dojść do próby zmiany przewodniczącego i przejęcia struktur. Póki co - jedyny efekt to pozytywny wpływ na samego Palikota. Na konferencjach Europy Plus jest wyraźnie wyciszony i spokojny, jakby ktoś zabronił mu się odzywać. 

Zapraszam do debaty:

Lewica, prawica, centrum


wtorek, 26 lutego 2013

W naszej krajowej polityce ostatnio sporo się dzieje. Tym razem po jej lewej stronie, co stanowi pewną odmianę po znużeniu katastrofą smoleńską, która wcześniej dominowała w debacie publicznej.
Jeśli chodzi o lewicę, to od dłuższego czasu zastanawiam się - jak ją współcześnie zdefiniować?  Dla własnego użytku zawsze przyjmowałam, że lewica to nadmierna ingerencja państwa w każdą dziedzinę życia obywatela - na zasadzie "państwo wie lepiej". Im mniej państwa, głównie w zakresie redystrybucji finansów, tym partia bardziej prawicowa. U nas chyba się to jednak nie sprawdza, gdyż w ten sposób patrząc - najbardziej lewicową partią jest PiS. Może to dlatego, że na ten podział nakłada się z jednej strony stosunek do Kościoła,a z drugiej - szeroko rozumiane kwestie obyczajowe. W rezultacie okazuje się, że nasza lewica zajada się kawiorem, a prawica próbuje uregulować takze to, co i z kim robimy w sypialni.

Z absurdami nie ma sensu walczyć, więc ograniczając się do podziału umownego, zgodnie z partyjnymi deklaracjami, nasza lewica to głównie SLD i RP. Mam jednak wątpliwości, czy na pewno chodzi im o to samo? Czy pokrywają się ich elektoraty? Palikotowcy raczej nie tęsknią za PRL-em, a Gierek nie jest ich wspominanym z nostalgią bohaterem ich bajki. Dla odmiany SLD z Millerem na czele w kwesiach obyczajowych jest raczej zachowawczy i wcale nie taki chętny do walki z Kościołem. Czy można to pogodzić? Pewnie razem dałoby się osiagnąc zdecydowanie lepszy wynik wyborczy, jest tylko jedno małe, choć kluczowe ale - liderzy. Jakoś nie widzę możliwości, aby Miller i Palikot chcieli zrobić coś wspólnie. Wprawdzie RP głosi, że "nie ma wroga na lewicy", ale nic nie wspomina o przyjaźni, choćby i szorstkiej. Za to szef SLD nie kryje swojej wrogości i zdecydowanie wyklucza jakąkolwiek współpracę z "naćpaną hołotą".
Jak sobie z tym poradzi powracający do bieżacej polityki Aleksander Kwaśniewski? Na pewno nie będzie łatwo. Z Millerem od dawna stosunki nie wykraczają poza oficjalnie poprawne, bez cienia serdeczności. Wprawdzie kilka dni temu się spotkali i pogadali sobie, ale chwilę później okazało się, że to wcale nie jest żadne zwycięstwo SLD nad RP, gdyż były prezydent jednak zaufał Palikotowi. I co z tego, że sam Janusz Palikot na konferencji prasowej wyglądał jak zbity piesek zmuszony do aportowania? I tak wyraźnie widac, że to on jest faworytem w ubieganiu się o względy Kwaśniewskiego.

Co z tego wyjdzie? Na tym etapie trudno wyrokować. Wieść gminna niesie, że nasz były prezydent ma szanse na objęcie stanowiska po Ashton. Byłoby fajnie - zawsze to rodak. Jeśli tylko będzie unikać zarazków i nie padnie ofiarą jakiegoś filipińśkiego wirusa, może się sprawdzić. Na pewno skuteczne zjednoczenie polskiej lewicy ułatwiłoby mu europejską karierę. Niestety, jakoś nie słychać jednak zbyt wielu głosów "Olek, lewicę zbaw" i rola męża opatrznościowego polskiej polityki może wypaść blado. Zobaczymy, co bedzie dalej. Do wyborów europarlamentarnych jeszcze dobry rok, wiele się może zdarzyć.

Zapraszam wszystkich do debaty Lewicowe perspektywy na blogu debat politycznych.

A do wszystkich zaprzyjaźnionych czytelników tego bloga mam prośbę o oddanie głosu na jeden z moich blogów: Jak związać koniec z końcem.
Wystarczy tylko kliknąć - strona głosowania jest tu:
Głosowanie na blog o oszczędzaniu

 

 

środa, 12 grudnia 2012

Noc z 12 na 13 grudnia 1981 roku była znaczącym momentem naszej historii współczesnej. Wprawdzie od tej pory minęło już 31 lat, ale pamięć o niedzielnym poranku bez Teleranka nadal jest żywa, choć w różny sposób.
Wówczas wszystko było prostsze, utrzymane w tonacji czarno-białej. My i oni, władza i społeczeństwo, ZOMO i tłumy śpiewające "ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie". I zapalone świece w oknach... 

31 lat to sporo, żyjemy teraz w zupełnie innej rzeczywistości. Jednocześnie jednak wielu spośród nas pamięta tamte dni z własnego życia, nie potrzebujemy tłumaczenia historii na nowo. Szczególnie jeśli robią to niespełnieni i zakompleksieni politycy, którzy przespali tamte dni, a teraz próbują udawać bohaterów, próbując nadawać nowy sens historii. Jest to po prostu żałosne.

Może warto więc przypomnieć sobie samemu, gdzie kto był i co robił w grudniu 1981? Ja przy okazji odświeżam swoja notkę sprzed 5 lat:
Nasze polskie grudnie. Czy pamiętamy?

I zapraszam do debaty:
Trzynastego grudnia - co symbolizuje?

wtorek, 16 października 2012

Po ubiegłotygodniowym głosowaniu nad dalszym losem projektów zmieniających aktualnie obowiązującą ustawę antyaborcyjną odezwały się liczne głosy, że lepiej nie ruszać wypracowanego kompromisu i zostawić wszystko tak jak jest. Z pewnością temat jest drażliwy i wszelkie próby ingerencji w wypracowany kompromis spowodują, że przestanie to być tematem tabu. Nigdy też nie wiadomo, czy dyskusja i potem dalsze głosowania nie spowodują efektów zupełnie odmiennych od tych, o które chodziło wnioskodawcom zmian. Na pewno jednak wywoła to chęci dalszego "poprawiania" kompromisu - raz naruszony przestaje być tematem tabu. Jednocześnie jednak unikanie takich drażliwych, światopoglądowych tematów wcale nie sprawia, że problemy znikają, a ukryte pod pozorami kompromisu emocje wcale nie są mniejsze niż te, które zostaną głośno wypowiedziane. W dodatku z reguły tak już jest, że problemy odkładane na później, ze zdwojoną siłą wybuchają w najmniej odpowiednim momencie. I efekt jest jeszcze gorszy.

Może więc warto teraz właśnie zmierzyć się z tymi tematami? Spróbować je przedyskutować, wymienić argumenty? Wysłuchać wzajemnych racji? Nawet jeżeli, jak to u nas z reguły bywa, skończy sie to wzajemną ostrą walką polityczną? Do politycznje bijatyki każdy temat może być przydatny, ale przy okazji zawsze jednak padają jakieś merytoryczne racje i argumenty - ktos je usłyszy i może w ten sposób wzrośnie jdnak świadomość?

Zapraszam do debaty na blogu debat politycznych:

Puszka Pandory czy warto rozmawiać?

 

niedziela, 09 września 2012

O tym, jak kiepski jest poziom naszej wiedzy ekonomicznej w prosty sposób może świadczyć chociażby afera Amber Gold. Jest to jednak tylko drobny kamyczek. Znacznie gorźniejszym obajwem ekonomicznej ignorancji jest tak częstoobecna w naszej debacie postawa roszczeniowa wyliczająca ci, ile i komu powinno państwo dać, zapewnić, zabezpieczyć. Jakoś zupełnie nie widać tu skojarzeń, że państwo ma tyle ile nam zabierze i tylko to może podzielić. Budżet państwa (tak samo jak każdego z nas) nie jest z gumy i dokładając pozycje po stronie wydatków, trzeba ciąć inne. Ta prosta prawda jednak rzadko przebija się do debaty publicznej, a  jeśli już - jest kompletnie ignorowana.

W tym kontekście patrząc - każda debata na tematy gospodarcze z pewnością jest pożyteczna. Trzeba przyznać, że sam pomysł PiS-u na zorganizwoanie debaty ekonomistów jest na pewno godny pochwały. Obawiam się jednak, że jak zwykle w wykonaniu tej partii - znacznie gorzej już z wykonaniem. Jak można zorganizować debatę o finansach państwa nie zapraszajac na nią człowieka, który w tej chwili wie o nich najwiecej i to od strony praktycznej? Znowu ktoś nie upilnował prezesa, który zdążył już chlapnąć, ze jeszcze nigdy nie słyszał mądrej wypowiedzi ministra Rostwoskiego, więc nie warto? Niezależnie od stosunku do samego Jarosława Kaczyńskiego przecież wszyscy, również jego zwolennicy wiedzą, że ekonomia jest jego piętą achillesową, a na gospodarce nawet w wymiarze budzetu rodzinnego w ogóle się nie zna. Ta wypowiedź świadczy wiec tylko i wyłącznie o politycznym celu debaty, a nie o chęci rzetelnego i uczciwego szukania rozwiązań gospodarczych. A moze prezes się boi, że ekonomiści w wielu przypdakach mogliby się zgodzić jednak z obecnym ministrem finansów, a nie demagogicznymi w wielu wypadkach pomysłami jednej z partii politycznych?
Ciekawe, co z tej debaty wyjdzie. Mimo wszystko jednak uważam, że o gospodarce warto i trzeba rozmawiać. Takich debat nigdy za wiele i w pewien sposób pozwalają na podniesienie wiedzy ekonomicznej. Jest to także swoista szczepionka uodparniająca na populistyczne obietnice poszczególnych ugrupowań politycznych. Wprawdzie najbliższe wybory parlamentarne dopiero za 3 lata, ale z problemami gospodarczymi stykamy się wszyscy na co dzień, nie tylko w trakcie kampanii wyborczych.

Zapraszam do debaty na blogu debat politycznych
Pomysły na gospodarkę
oraz na naszej stronie Debaty na Facebooku:

 

wtorek, 28 sierpnia 2012

Podobno najwyższym suwerenem dla naszych przedstawicieli jesteśmy my, naród/społeczeństwo/obywatele. Na pewno jest to ważne wtedy, gdy akurat są wybory, choć ci co przegrywają, mają na ten temat odrębne zdanie. Na co dzień jakoś jednak zapominaja o tym wszyscy, my także. A może niesłusznie? Skoro nasza wola jest najważniejsza, może powinniśmy podrzucać naszym przedstawicielom zadania do wykonania? To, co z naszego punktu widzenia jest najważniejsze?
Jutro po wakacyjnej przerwie zbiera sie znowu sejm. Program obrad jest już ustalony i wygląda tak:
Porządek obrad 20. posiedzenia sejmu w dn.29-30 sierpnia 2012r.
Pewnie są to ważne sprawy, choć nie w każdym przypadku może być to widoczne na pierwszy rzut oka. Może czasem trzeba byc fachowcem w jakiejś dziedzienie, aby to dostrzec?
W każdym razie nie widać (przynajmniej ja nie dostrzegam) na razie żadnego projektu ustawy, który mógłby doprowadzić do politycznej awantury. Wygląda na to, ż ewszystkie kontrowersyjne projekty zostały odłożone na później. Politycy muszą się rozkręcić? A potem się zacznie?

Różne ugrupowania opozycyjne już zapowiadają wnioski o wotum nieufności dla rządu. Ciekawe co z tego wyjdzie, ale biorąc pod uwagę, że od poprzednich wyborów nie minął nawet rok - wydaje mi się, że nie tędy droga. Jakoś wolałabym, aby moja, wyrażona wrzuceniem kartki do głosowania do urny, wola została jednak uszanowana. Tym bardziej, że kolejne wybory to nie tylko koszty, ale także zamieszanie i na dłuższy czas zawieszenie bieżących spraw, które jednak mało mogą czekać. Nie mam też złudzeń, że po kolejnych wyborach również nie wszyscy będą zadowoleni i kto wie, czy na wisone nie zacznei sie mówić o kolejnych wyborach? Tak na marginesie - to nie wierzę w to, że partie opozycyjne w kształcie obecnego sejmu beda w stanie wyłonić stabilny rząd. Wprawdzie na zasadzie "dołożyć Tuskowi"  z pewnoscią bez problemu mogąłby powstać koalicja PiS-u z RP, ale Kaczyński z Palikotem nawet skutecznie burząc raczej nie są moim zdaniem wspólnie budować.

Pzregladając pobieżnie wniesione w ostatnim czasie projekty ustaw poszczególnych ugrupowań parlamentarnych, jakoś nie dostrzegam tu natomiast rozwiązań, które mogłyby poprawić chociażby kiepską sytuację na rynku pracy. Byc moze są takie projekty i w poszczególnych komsjach toczą się dyskusje na ten temat, ale w przestrzeni publicznej jest całkowita cisza. Nie wystarczy tylko narzekać na umowy śmieciowe, może dobrze byłoby coś konkretnego zaproponować?  I jeżeli nawet rząd tego nie robi, nie oznacza to, że inne ugrupowania nie mają tu nic do powiedzenia. Nawet jeżeli miałoby to polegać pomyśle Janusza Palikota na budowie osławionych już fabryk państwowych r4edukujacych bezrobocie nieomal do zera - to podyskutujmy. Oczywiście pod warunkiem, że konkretny projekt znajdzie się w sejmie.
O czym jeszcze powinniśmy porozmawiać? Co nas najbardziej boli?
Zapraszam do debaty:

Powakacyjne priorytety sejmowe

 

czwartek, 02 sierpnia 2012

Za nami kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Na blogu debat politycznych zastanawiamy się właśnie jak ten dzień jest ważny dla mieszkańców wszystkich innych miast, poza Warszawą:
Powstanie Warszawskie widziane spoza stolicy
W ramach tej debaty nie ma zbyt wielkiego oddżwięku i chyba zaczynam rozumieć - dlaczego. Może nas, mieszkańców reszty Polski wcale nie wzrusza polityczna hucpa na cmentarzu? Jak można chcieć naśladować wiece polityczne na grobach? Buczenie, gwizdy, okrzyki - czy tak czci się pamięć tych, którzy swoje życie oddali walcząc o wolność dla Polski? Nie dla konkretnej partii politycznej, nie dla takiej czy innej opcji politycznej, ale dla wolnej i niepodległej Polski.
Marek Suski opublikował na swoim blogu notkę pod tytułem Nie damy wam naszego święta. Biorąc pod uwagę, że jest posłem na Sejm RP - zastanawiam się, kim są ci "nasi", do których należy do święto? I jakoś mam dziwne wrażenie, że chyba nie należę do tego grona. Cóż, nie pasowałabym. Nie potrafiłabym się tak zachowywać na cmentarzu, kwestia wrażliwości. Cmentarz jest dla miejscem skupienia i modlitwy, a nie politycznej walki. Niezależnie od poglądów i przynależności partyjnej - wszyscy, którzy tam leżą, są już ponad wszelkimi podziałami. Szacunek dla nich wymaga, aby nie robić z ich trumien taranu do okładania politycznego przeciwnika.
Przykro, że poseł na Sejm RP tego nie rozumie. Może za bardzo skupił się na tym, że tak dobrze szedł interes ze sprzedażą cegiełek na pomnik Lecha Kaczyńskiego?
PiS nie jest z mojej bajki, mam zdecydowanie inne spojrzenie na Polskę i świat, nie wyobrażam jednak siebie buczącej i gwiżdżącej na grobie czy to zmarłego prezydenta Kaczyńskiego czy kogolwiek innego z tej partii. Szkoda, że takie podejście nie jest oczywistą oczywistością dla niektórych.

Patrząc na to, co się wczoraj działo na Powązkach - trudno się dziwić, że "reszta Polski" jakoś mało czuje chęć do naśladowania "politycznego zrywu" w takim wydaniu.
W moim Gdańsku wczorajszy dzień niczym się nie wyróżniał:

Rocznica Powstania Warszawskiego w Gdańsku

   

piątek, 08 czerwca 2012

No to startujemy - do rozpoczęcia EURO 2012 pozostały już tylko godziny.Nie wiem jak to wygląda w innych miastach, ale w Gdańsku nie da się tego przeoczyć. Nawet media skoncentrowały się tylko na jednym temacie - piłka nożna we wszystkich wariantach zajmuje wszystkie serwisy. Powoli wpadamy w euforię, gdyby tak jeszcze udało się wygrać kilka meczy... 

Jest to jednak także okazja do akcji zupełnie ze sportem niezwiązanych. Zakłócenie tak wielkiej imprezy z pewnością zaoowocuje nagłośnieniem protestu/postulatów politycznych itp. na skalę europejską. BBC już z pewnością czeka.   
Z pewnością jest to neipowtarzalna okazja dla zwolenników tezy zamachu smoleńskiego. Z tego, co słychać - plakaty i ulotki są już gotowe. Podejrzewam jednak, że zginą w tłumie. Tubylcy są przyzwyczajeni, a kibiece z innych krajów przyjeżdżają, aby się bawić, a nie wysuchiwac biadolenia, że "Ruscy zabili nam prezydenta", a TV Trwam nie ma miejsca na multipleksie. Jedyna szansa na poważniejsze zaistnienie to prowokacja wymierzona w rosyjskich kibiców. Zdaje się, że będą na to przygotowani - też planują swój marsz. I powinniśmy im na to pozwolić. W końcu tradycje wolnościowe trzeba popierać, a poza tym sami tez lubimy jeżdzić np. do Brukseli i tam demonstrować, a nawet zajmować się dekoracją ścian w parlamencie europejskim. 
Kto jeszcze może nam zakłocić świętowanie? Czy niedzielny "marsz procesyjny" w otoczeniu rozbawionych kibiców po jednym czy kilku piwkach też nie wypadnie żałośnie? Co najwyżej utwierdzi nasz wizerunek wiecznie smętnych żałobników.
Swoją drogą - kto wpadł na pomysł, aby reprezentacje piłkarskie zawieźć do Auschwitz? Wersja "Polska jednym wielkim cmentarzem" ponownie została utrwalona. Owszme, zmarłym należy się pamiec i szacunek, ale przecież tu kwitnie życie, rozwijamy sie w błyskawicznym tempie, żyjemy i pracujemy. I cieszymy się, a nie tylko opłakujemy zmarłych.

Zapraszam do najnowszej debaty na blogu debat politycznych:
EURO 2012 i polityka

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10











ministat liczniki.org


Komentarze.eu - Przegląd polskiej blogosfery
Blogi Polityczne